piątek, 14 lipca 2017

Stephen King - "Gniew", książka która wyprzedziła rzeczywistość

  Dostałem właśnie do rak tą niezwykle rzadką pozycję, klubowe wydanie "zakazanej" książki Stephena Kinga. Wydanie zostało zrealizowane prywatnie w obrębie grupy fascynatów literatury grozy i choć nie mieści się ona fabularnie z kanonach takiej literatury - z jej wydaniem wiąże się prawdziwy horror.


King napisał tę książkę w 1965, czyli jak miał 18 lat.  Podobnie jak pochodzący mniej więcej z tego samego okresu "Wielki Marsz" nie mogła znaleźć swojego wydawcy, do czasu aż King stał się sławny i zaczął mieć wpływ na wydawanie swoich książek.Wczesną twórczość postanowił opublikować pod innym pseudonimem - Richard Bachman, jak stwierdził potem - zdecydował się na korzystanie z dwóch tożsamości, gdyż utarło się, że pisarz nie powinien wydawać więcej niż jedną książkę rocznie, tymczasem w szufladzie czekało kilka nieopublikowanych projektów. Taka sytuacja trwała od 1967 (data wydania "Wielkiego Marszu") do 1985 roku, kiedy dziennikarz Kirby McCauley zdemaskował Richarda Bachmana  jako Stephena Kinga, analizując wydaną w 1984 powieść "Chudszy". Uczynił to jednak w bardzo kulturalny sposób, mianowicie wysłał do agenta pisarza wiadomość z prośbą o wywiad. On sam nie miał nic przeciwko nagłośnieniu mistyfikacji.
"Gniew" ("Rage") wydano jako samodzielną pozycję w roku 1977 i w 1985 po wpadce Kinga, w zbiorowym wydaniu noszącym tytuł "Bachman Works". Około 10 lat później pewne wydarzenia sprawiły, że na wniosek autora z kolejnych wydań "Gniew" zniknął i przestał być w ogóle publikowany. Swojej oficjalnej premiery nigdy nie doczekał się w Polsce. Jak do tego doszło?
Fabuła opowiada o kilku godzinach z życia Charliego Deckera, sfrustrowanego sytuacją rodzinną ucznia,  który bierze za zakładników swoich kolegów z klasy, po zastrzeleniu dwójki nauczycieli. Czytając nie można się oprzeć wrażeniu, że książka jest parabolą, przedstawiającą przerysowaną i uproszczoną nieco rzeczywistość - opowiada głównie o tych wszystkich rzeczach, które gnieżdżą się w umysłach ludzi - o tym, jak wielką frustrację może spowodować brak ujścia dla rozmaitego, zatruwającego jaźń emocjonalnego ścieku. Sam Decker nie jest przedstawiony jako negatywna postać - jest ofiarą. Jego czyn powoduje natomiast pewne "katharsis" wśród trzymanych na muszce pistoletu kolegów i koleżanek, z premedytacją doprowadza do wyrzucenia na wierzch trawiących ich emocji, jednocześnie obnażając bezradność otoczenia, ludzi odpowiedzialnych i myślących racjonalnie - dorosłych.
Książkę czyta się inaczej niż inne pozycje tegoż autora. Jest dość krótka, napędzana złotą zasadą starej dobrej szkoły Alfreda Hitchcocka - najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. Brak jest tkanej fabuły, gęstniejącej atmosfery charakterystycznych dla prozy Kinga, ale przecież to debiut młodego chłopaka z czasów szkolnych.
2 lutego 1996 roku fikcja przestała być fikcją. 14 letni Barry Dale Loukaitis zastrzelił nauczycielkę algebry i dwoje uczniów w szkole średniej w Moses Lake, w stanie Washington. Pierwszą ofiarą Deckera również była nauczycielka algebry, a wypowiedziane przez Loukatisa po zabójstwie słowa miały być cytatem z książki. Była to nieprawda, ale jednak późniejsze śledztwo wykazało, że Loukatis planował zbrodnię od jakiegoś czasu, inspirując się m.in. właśnie "Gniewem". 
W rok później nastąpił podobny incydent - strzelanina w Heath High School, West Paducah, Kentucky. Zginęło troje uczniów, a troje zostało rannych. Ten konkretny przypadek przekonał Kinga do zawnioskowania u wydawców wycofanie "Gniewu" z następnych wydań antologii "Bachman Works". Nie zapobiegło to następnym szkolnym masakrom - w Columbine, Newtown, Redlake... lista jest długa i wykracza poza USA. 
Osobiście, ze względu na Kinga wolę sądzić, że okazał się wizjonerem, a nie spirytus movens tych wydarzeń.

1 komentarz:

  1. Na pewno był wizjonerem, a rzeczywistość jest pewnie jeszcze gorsza...

    OdpowiedzUsuń