wtorek, 29 sierpnia 2017

Troskliwy Misio i karząca ręka Jako-Tako

Ponieważ postarałem się odsunąć od polityki, zajmując innymi sprawami, w czym pomaga mi aktualne zadanie, którego efekt w formie przybranej w kartki i okładkę pojawi się mam nadzieję późną jesienią, znacznie mniej tego tematów poruszam na blogu (w ogóle mniej się udzielając), a nawet zainteresowanie tym co kto gdzieś tam powiedział, spadło na plan dalszy. 
No ale się przecież nie da. Bo TV epatuje najpierw sporem z jakimś francuskim Micrusem, któremu słusznie odpowiedziała Szydełkowa, że powinien się zająć sprawami swojego kraju, (w którym od maja poparcie dla tego chłopczyka spada regularnie), a nie szukał guza po Europie. 
Otóż ten mąż opatrznościowy mąż odkrył nagle, że zarobki pracowników delegowanych do pracy za granicą  są nierówne, w zależności od tego skąd i kto ich deleguje.
Ci którzy łapią się na lep rzekomej dobroci w postaci równych zarobków, znajdą się z ręką w nocniku. Nie będzie żadnych równych zarobków, bo polskie firmy, które delegują pracowników po prostu padną, gdyż nie będzie ich na to stać. Nie mówi się głośno już o tym, że koszty utrzymania pracownika delegowanego są wyższe, niż pracownika lokalnego, bo dochodzą koszty jego ulokowania, dojazdu itp. Ale nie tylko o to chodzi. Macron chce również skrócenia okresu delegacji z 24 do 12 miesięcy, co za tym idzie przetransferowania składek z polskiego budżetu do francuskiego. Działanie Żabojada jest wyjątkowo wredne i antypolskie, gdyż ze swej strony gra o niewielką stawkę - rzędu 30 tys dusz pracowników delegowanych. Uderza też w legalnie pracujących pracowników, bo pracująca na czarno większość ma nosie jego walkę o delegację. 
Szczytem hipokryzji jest twierdzenie że to wszystko jest dla dobra Polskiego pracownika.

Burzę wywołał wpis Jakiego(ś) Patryka, który osobiście zastosowałby tortury i karę śmierci w przypadku grupki gwałcicieli z plaży we Włoszech. Burza nie ma sensu, gdyż osobiste wrażenia Jakiego(ś) nie mają najmniejszego wpływu na to, że kary śmierci nie ma i już nie będzie. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Poza tym dziwnie dalekosiężny wzrok jest tegoż osobnika, który wytężając go na włoską plażę, pominął całkiem lokalne miasto jak Łódź, gdzie w wyniku dziesięciodniowej "zabawy" trzech zwyrodnialców zmarła młoda kobieta. Ożywiona polemika dotknęła też tematu samej kary śmierci. Otóż wbrew obiegowej opinii mam bardzo duże przeświadczenie o jej skuteczności - gdyż nie zdarzyło się, żeby poddany jej morderca jeszcze później komuś coś zrobił. Nie nazwał bym też jej karą, ani odwetem, (byłaby nim, gdyby stosować ją do wszystkich jak leci, nie widząc różnicy między złodziejem, który nakryty przez ofiarę palnął ją zaskoczony kandelabrem, a sadystą, który kilka godzin z premedytacją oprawia swoją ofiarę - zresztą art. 148 kodeksu karnego przewiduje dla takich inną kwalifikację czynu - zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem) - jest środkiem zapobiegawczym, który powinien być dopuszczony prewencyjnie - jak dopuszczalne jest zabicie napastnika w samoobronie. Nie tak dawno bowiem państwo miało nie lada orzech do zgryzienia w postaci niejakiego pana Trynkiewicza, a jestem pewien, że podobne typy o mniej spektakularnych nazwiskach po prostu wychodzą na wolność. O tym kto jest odpowiedzialny za ich ewentualne zbrodnie panuje głucha cisza. 

Oczywiście kolejnym orężem w rękach przeciwników kary śmierci są pomyłki sądowe, ale i te, przy współczesnym poziomie technik śledczych i wyłączaniu spraw poszlakowych - można zlikwidować całkowicie. Ale żeby się już nie rozwodzić - nie przemawiają do absolutnie żadne argumenty przeciw kś, serwowane przez jej przeciwników, gdyż każde można w zasadzie zbić rzeczowymi kontrargumentami.

Zadziwia mnie czasem przekierowanie zasad szeroko pojętego humanizmu na sprawcę, kosztem ewentualnych ofiar. Ale nie pierwszy to i nie ostatni przykład takiego wywracania poszewki na lewą stronę.

sobota, 26 sierpnia 2017

Zawisza nad Bzurą

O niedzielnej imprezie popełniłem obszerniejszy wpis na Stary Sochaczew.






Od siebie tylko powiem, że poszliśmy brać z Małasem udział w konkursie rycerskim, pomimo, że siąpił uporczywy deszcz. Biegając za młodym z parasolem byłem przez parę chwil wręcz przeszczęśliwy, pomimo że deszcz nastroszył mi resztkę "piór" na głowie i począł ściekać po karku. 
Udzieliliśmy wywiadu dla radia, w którym wyraziłem żartobliwie uwagę, że w razie niepowodzenia w konkursach, pani matka może mnie chcieć skrócić o głowę, zjedliśmy pyszną grochówkę, w końcu wieczorową porą obejrzeliśmy pokaz walk rycerskich.






Młody wrócił do domu z dyplomem skryby, z pięknie ręcznie wypisanym imieniem i nazwiskiem. Muszę przyznać że do ćwiczeń z kaligrafii, które były warunkiem uzyskania dyplomu podszedł bardzo sumiennie.


sobota, 19 sierpnia 2017

Piknik Wojskowy

Tak jakoś chronologia mi padła. Na szybko - parę fotek z pikniku wojskowego - zeszła niedziela, czyli 13 sierpień. A jeszcze wcześniej 7 Wieków Historii, odsyłam do swojego minireportażu na StarySochaczew.pl.
Piknik wojskowy w zasadzie ograniczył się do pokazania kilku przestarzałych już sprzętów i porcji grochówy z kuchni polowej. Po tą zupę ustawiła się długaśna kolejka, jakby ludzie nie znali obiadu...

Podobała mi się wystawa herbów stosowanych na przestrzeni dziejów w Polsce.



Przegląd piosenki wojskowej w wykonaniu chóru "Patria"


Wystawa herbów Polski, przygotowana przez Łukasza Kucińskiego.


Młody jest zadeklarowanym pacyfistą. Z łaski wlazł do tej szoferki.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ikony na zamku

Ostatnio mało się udzielam na blogu, za to dużo piszę. Praca nad moim nowym projektem pochłania wiele godzin, więc jestem trochę ograniczony czasowo i odchodząc od zajęcia, chcę raczej zażyć świeżego powietrza i spaceru. Ale pokażę Wam kilka zdjęć z plenerowej wystawy ikon, na której wczoraj byliśmy, właśnie w ramach owego spaceru.

Wszystkie są dziełem sochaczewskich artystów, uczestników warsztatów pod kierunkiem Elżbiety Maciątkiewicz. Jest to już druga wystawa, którą utrwalam, ze względu na to w dużej mierze, że ikony piszą moja ciotka i siostra cioteczna. :)









poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kronika rodzinna

I po urlopie. Blogowałem bardzo oszczędnie, bo troszkę nie było na to czasu. Wyprawiliśmy w tak zwanym międzyczasie Małasowi urodziny, a skończył 9 lat. Na imprezę jak co roku przyjechał m.in mój brat z Olsztyna, którego Małas bardzo lubi i nie mógł się doczekać. Chrzestna wykonała obraz - na którym jest Małas i nasz domowy pupilek - Puśka. Prezent nietypowy i oryginalny.
W mieszkaniu panował ogólny bałagan, gdy młody się dowiedział, że wujek może być już lada chwila poderwał się wyraźnie zaniepokojony.
- Ojej, to posprzątajmy! Chociaż ze stołu...
Racja, stół to bardzo istotny mebel.
Urodziny przebiegły jednak w ogólnie posprzątanym mieszkaniu, a nie tylko stole.



Brat przebywał kilka dni, podczas których ponownie - drugi już raz w te wakacje pojechaliśmy do Płocka. W poniedziałek, kiedy jak na pech wszystkie muzea były zamknięte. Pospacerowaliśmy więc tylko po molu i starówce, zjedliśmy obiadek i lody, po czym wróciliśmy do domu. Ale Płock znajdzie swoje miejsce na blogu.

Największe upały spędziliśmy zaś nad rzeką. I po raz pierwszy chyba wszedłem do nurtów Bzury - którą pamiętam z dzieciństwa jako jeden wielki kanał ściekowy. Dziś jej czystość zaskakuje, gdyż sądziłem że trzeba jeszcze wielu lat, by pozbyć się złogów śmierdzącego mułu, który ją zalegał. 

Wejście do chłodnej wody zadziałało podczas upałów jak zastrzyk energii, zniknęło gdzieś zmęczenie i otępienie. Młody był również przeszczęśliwy i wyciągnąć go z rzeki było raczej trudno.



wtorek, 1 sierpnia 2017

Puszcza się obroni?

W wielkim skrócie bo mamy upały.

Szyszko wycina nadal drzewa, ekolodzy protestują, zignorowano nawet zakaz Trybunału Sprawiedliwości. Tymczasem znalazłem dwa artykuły z 2005, które dokładnie opisują jaki może być los Puszczy Białowieskiej na przykładzie Lasu Bawarskiego. Pozostawiony naturze - przegrał walkę z kornikiem i umarł. Komentarz tamtejszych leśników jest taki, że stała się naturalna kolej rzeczy - choć wyciki dokononano w otulinie, by uniknąć roszczeń ze strony właścicieli lasów prywatnych. 

Las stary umarł, an jego miejsce powstaje nowy, choć los jego, według różnych komentarzy jest niepewny, bo nie ma żadnej pewności, że za parę lat kornik nie zaatakuje go ponownie, ale współczesne pokolenie na pewno żadną puszczą się cieszyć nie będzie.