środa, 13 września 2017

Nie ma Wędrowca



Nie będzie to chyba recenzja, tylko opowieść o książce, która poza tym, że jest faktycznie dobra - zagrała na kilku strunach moich osobistych doznań...
Kiedy wziąłem książkę Guni do ręki i zacząłem czytać, pomyślałem - Wiem! Wiem, kto mógłby coś takiego napisać. Bo znam kogoś kto pracował w "Bazie", która wprawdzie nie była tartakiem, ale oferowała podobną dekadencję osypujących się z każdej ściany tynków, a pracujący w niej człowiek poszukiwał jakiejś ucieczki od pewnych życiowych błędów i wyrzutów sumienia. Który nawet pokazał mi nawiedzone miejsce w lesie na "Sójce" 29 lat temu, gdzie ostatni mieszkaniec już dawno nieistniejącej osady  pozostałej po młynie widział diabła, którego oblicze jego siostra wyryła w pniu sosny... Gdzie mnie samego dopadły w końcu duchy, które z biegiem czasu wytłumaczyłem sobie infradźwiękami płynącej w pobliżu rzeki...
Nie będę więc obiektywny, o nie....
Ale w powieści, te "królestwa powolnego bezładu pustych miejsc"  "rozproszone w krajobrazie, ukryte w układzie kształtów patosy zamierzchłych chwil" zagubionych cmentarzyków "brudne konstrukcje z betonu, stali i blachy" to tylko obrazy, które nadają klimat, spełniając rolę podobną do tych, który wieszamy sobie w pokoju by nadały mu jakiś charakter (A może świadczą też, ze autor lubi, zwiedzać takie miejsca? W takim razie mielibyśmy ze sobą coś wspólnego). 
Ale oto natrafiam na inny znany obraz, daleko bardziej istotny niż opis "miejsc w których dzieją się dziwne rzeczy" i on wysuwa się na plan pierwszy, nadaje ruch fabule. Zbrodnia sprzed lat - podobna do tych które samemu - jeżdżąc między połacią powiatu rozdartego niegdyś między Generalne Gubernatorstwo i III Rzeszę nagrywam na dyktafon, w postaci relacji opowiadanych drżącym głosem staruszków, powracających do odległych i makabrycznych wspomnień... 
I w końcu odsłona trzecia egzystencjalna filozofia płynąca z przeżywania na nowo rzeczy, które nie powinny się wydarzyć w Bożym Świecie - najtrudniejsza część tryptyku i najbardziej odrealniająca bohaterów tej powieści... Świat zdaje się oparty na jakiejś ułudzie, a wszelkie koszmary nie tkwią w otaczających ludzi widmach, nawiedzanych miejscach tylko w ludziach.
Nie będę więc obiektywny, bo Wojciech Gunia postawił swoją książką wszystkie te obrazy na baczność i opisał językiem, którego ja bym użył, ale niestety nie władam tym językiem nawet w połowie tak, dobrze jak On. 
W narrację wdarł mi się jeden dysonans, który nazwałem na potrzeby swojego opowiadania i tych, którzy książkę już czytali "relacją sobowtóra". Jest to część która stanowi pewną całość - posiada fabularny początek, rozwinięcie i punkt kulminacyjny. Pomimo, że koresponduje z całością, książki pod względem treści, mnie osobiście na jakiś czas wybiła jej świata i nawet się zastanawiam, czy nie miała być całkiem odrębnym opowiadaniem, zaadoptowanym tylko na jej potrzeby.

Ponieważ miałem okazję zamienić dwa słowa z autorem, który przeczytał moją pisaninę na temat swojej książki, wklejam kilka słów od Niego.


11 komentarzy:

  1. Musiałabym przeczytać, świetna recenzja...

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca recenzja intrygującej książki, a jeśli język teki, jak we fragmentach, to tym bardziej zachęcające...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam, nie miałam okazji się zapoznać, ale intrygująca recenzja, zachęca do lektury

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tej książce,opinie o niej były bardzo różne.Z serii,której została ona wydana (Biblioteka Grozy) czytałam Blackwooda _"Wendigo"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blackwood to już legenda, na równi z Bierce'm, Le Fanu, Stokerem i innymi dziadkami których wydaje C&T, Gunia to przy nich "świeżak" :)

      Usuń
    2. Przypomniałam sobie,że z BG czytałam także "Zew Cthulhu"Lovecrafta,"Październikową krainę" Bradburego..Gdzieś muszę mieć jeszcze "Króla w żółci" Chambersa.
      Zastanawiam się czy może jeszcze czegoś z z serii nie kupić.Może pana od wędrowca,którego nie ma.

      Usuń
    3. To fajne rzeczy są, choć trącą myszką. :)
      Coś może nabazgrze na ten temat...

      Usuń
    4. Nabazgrz :) z chęcią poczytam.A w tym temacie,ale bez myszki co można jeszcze przeczytać?

      Usuń
  5. Książka wydaje się być w moim guście, jednak na razie mam co czytać, zawziąłem się jakoś na przerabianie klasyków, teraz czytam ,,Proces", ,,Ulissesa" i ,,Miłość w czasach zarazy". A co z tego wyjdzie to chyba nikt nie wie. :D

    To fakt, bo swoją muzyką tworzy całkiem ciekawe klimaty, choć oczywiście nie nadają się one na każdą chwilę, Lana i jej muzyka potrzebują według mnie odrobiny czasu na odpoczynek i wejście do tego świata. Na szczęście element rapu na płycie przewinął się chyba dosłownie raz, nie ma więc strachu, że nagle Lana Del Rey chce być raperką czy coś. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Choć twierdzisz, że to nie recenzja, to jednak trudno nie odnieść wrażenia, że taką właśnie jest. Nawet interesująca (recenzja)...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie przedstawione w powieści zdarzenia w jakiejś mierze mogę uznać za ponadczasowe. Właściwie wszędzie na świecie państwo próbuje wchodzić w życie prywatne jednostki, w sposób mniej czy bardziej brutalny, czasem nawet nie wiemy, że państwo ma na nas oko. ,,Proces" dla mnie to także pokazanie tego jak ten cały aparat państwowy może się rozrosnąć, zmienić się w patologiczne instytucje. Ogólnie mimo upływu lat nic szczególnie się nie zmieniło jeśli o nasze państwa chodzi, tylko metody są jeszcze nieco bardziej wyrafinowane niż w tej powieści.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń