czwartek, 12 października 2017

Eksperyment

Dzień pierwszy.

Mam zamiar w pewnej zbudowanej przez siebie rzeczywistości umieścić jakieś dwa, a może w przyszłości więcej obiektów. Celem eksperymentu będzie utworzenie doskonale zharmonizowanego miniuniwersum, w którym działać będą owe skorelowane ze sobą i z otoczeniem obiekty.

Dzień siódmy

Utworzenie odpowiedniego środowiska i owych obiektów trochę mnie zmęczyło. Ale chyba mogę mówić o sukcesie. Muszę sprawdzić na ile możliwa jest interakcja z obiektami. Jestem też zadowolony z estetycznej strony przeprowadzonego eksperymentu, gdyż nie podobały mi się dzieła moich kolegów, którzy wychodząc z założenia że forma jest w eksperymencie nieistotna poprzestali na jakichś przelewających się w probówkach glutach.
Mam dwa zasadniczo się różniące obekty, których budowa nie wynika jedynie z potrzeby zaspokojenia wrażeń estetycznych, ale umożliwia również dalszą replikację już bez mojego udziału. Na razie prowadzę obserwację, ale za jakiś czas spróbuję zacząć oddziaływać na swoje dzieło.

Dzień ósmy.

Interakcja jest możliwa. Ale w sumie bezpośrednia interakcja w to otoczenie będzie po pierwsze bardzo pracochłonna, po drugie nudna. Umieszczę tam sondę z wszelkimi przydatnymi informacjami, która działa na zasadzie nadajnika. Z czasem obiekty przyswoją nadawane przez nie treści i zaczną się rozwijać, tworząc środowisko o jakim myślę, bo na razie ich wiedza jej raczej znikoma.
Użyję czegoś nie rzucającego się w ich otoczeniu w oczy, drzewa może... Tylko muszę ich jeszcze uprzedzić, żeby przypadkiem go nie zepsuli.

Dzień dziewiąty.

Na nic. A mogłem użyć innego kształtu. Pożarli część sondy. Nie wiem gdzie są wszystkie jej części, a co gorsza muszę zmienić całe środowisko na mniej przyjazne, bo z całą tą wiedzą jaka zawarta była w sondzie lada chwila rozlezą mi się po całym laboratorium, chyba że zaabsorbują się na jakiś czas w kwestie czysto egzystencjalne. Swoją drogo niepokoi mnie ich przekora, przekaz był przecież jasny, a teraz nie dość że schrzanili urządzenie, jeszcze mi usiłują wmówić, że ktoś im kazał.

Dzień dziesiąty.

W terrarium panuje ogólny marazm i defetyzm. Mam wrażenie że mogę na jakiś czas zająć się czym innym, bo wiele się tu nie zmieni.

Dzień piętnasty

Jakby trochę ich więcej, czyli zadziałał mechanizm reprodukcyjny. Ale zaczęło śmierdzieć. Chyba czas trochę przepłukać terrarium, bo robi się syf.

Dzień szesnasty

Jasna cholera, zapomniałem zakręcić wodę. Zalało wszystko, na szczęście jakiś kumaty zdołał zmajstrować obiekt pływający. Nic, trzeba będzie poczekać aż woda odparuje, potem powiem im że tak miało być bo się wkurzyłem, czy coś...

Dzień sześćdziesiąty.

Wszystko wyschło, ale interakcja z osobnikami, które przeżyły jest marna. Jak nie wyartykułuję tego co chcę z jakiegoś krzaka, czy innego obiektu, który znają ze swojego otoczenia to gapią udając że nie rozumieją. A może faktycznie następuje jakiś regres i nic nie rozumieją... Jak tak dalej pójdzie będę musiał przerwać badania, zlikwidować eksperyment i zacząć od nowa. A mogło się to wszystko utopić...

Dzień sześćdziesiąty szósty

Dziwnie się zachowują przed tymi krzakami. Jakieś dziwne ruchy... Czyżby sądzili że cały czas w nich siedzę?

Dzień sześćdziesiąty dziewiąty

Bez sensu. Środowisko odbudowałem, może się jeszcze przyda, ale obiekty ulegają dalszej regresji. Przejawiają zachowania nieracjonalne i autodestrukcyjne. Trzeba je zlikwidować, gdyż w ogóle nie rokują...


Dzień siedemdziesiąty trzeci

Ale mam problem. Terrarium znalazł mój syn i strasznie się zachwycił. Nie wiem co mam z tym zrobić, chłopak siedzi tam cały czas, obserwuje ich i aż piszczy z radości. Twierdzi, żeby mu dać na urodziny, bo ma jakiś sposób na naprawienie wszystkiego. Jakoś w to nie wierzę, ale niech mu będzie...

14 komentarzy:

  1. Literatura SF czy jakaś przewrotna metafora?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, udana i zabawna parodia „dzieła stworzenia” a raczej Starego Testamentu. :D Za puentę należą Ci się dodatkowe punkty...
    Podobny motyw czytałem kiedyś w jakiejś powieści SF, choć bez odniesienia do Ksiąg, przy czym narratorem był jeden z tych „ludzików”.

    OdpowiedzUsuń
  3. niezłe, nawet lepiej, niż niezłe... pierwsze skojarzenie z S.Lemem /"Kobyszczę"/, a potem się okazało, że jest to odniesienie do mitologii biblijnej... tylko w pewnym momencie trochę się zgubiłem przy tej sondzie, bo niby jak można zjeść część tzw. "Arki Przymierza", ale to był mylny trop, gdyż chodziło zapewne o jabłonkę rajską?...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  4. ładnie uszyte. parę dni minęło od momentu przerwania narracji - może czas podjąć trop i kontynuować?

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewnym, dość krótkim, bo ok. 2 letnim etapie pracy zawodowej, zajmowałem się badaniem osobników, którzy prawdopodobnie nieświadomie weszli w kontakt z prawem. Oni swoje wypowiedzi zaczynali podobnie opowiadając o "... pewnej zbudowanej przez siebie rzeczywistości ..." Myślę, że dobrze jedziesz, bo przecież na końcu odezwało się Twoje superego, a i wiara w syna to rzecz niezwykle cenna ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weszli w kontakt z prawem? Brzmi jak bliskie spotkania trzeciego stopnia.

      Usuń
    2. weszli w kontakt z prawem nieświadomie, to znaczy poszli na studia prawnicze, zbudowali sobie jednak taką rzeczywistość, w której studiowali np. oceanografię, zatracili przy tym wgląd, więc studiowali to prawo nieświadomie... efekt był potem taki, że któryś napisał pracę doktorską o rafach koralowych, tymczasem czytelnicy ku swemu zdumieniu przeczytali projekt, alternatywną wersję kodeksu cywilnego...

      Usuń
    3. Im bardziej chodziło o prawo moralne Kanta ... ale te całe teorie to jeden wielki kant. Ważne, że mały się cieszy.

      Usuń
  6. Dzieło stworzenia i masz ludzi w terrarium, do których gadasz przez gorejące krzaki, a jak Cię wkurzą, to zsyłasz im potop? O_O

    OdpowiedzUsuń
  7. A więc to Ty jesteś za wszystko odpowiedzialny... Poczekaj, oni Cię w końcu dopadną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn już wyrósł z sentymentów, więc myślę że zdążę zrobić mały Armageddon...

      Usuń