wtorek, 15 maja 2018

Krótka historia Nowoczesnej (katastrofy)

Dziś mało osób kojarzy sypiąca się Nowoczesną z Leszkiem Balcerowiczem. A jeszcze w roku 2015, kiedy powstawała, nagłówki krzyczały, że jest to jego partia założona wspólnie z mało wówczas znanym Ryszardem Petru. Dla niektórych może być zupełnym zaskoczeniem, że wśród ojców "Nowoczesnej" znalazł się również Frasyniuk. Z biegiem czasu te dwa nazwiska zniknęły, choć jeszcze w sondażach pojawiała się na początku nazwa "Nowoczesna Balcerowicza", a nie Petru. 
Petru miał wówczas ambitne plany ukrócenia finansowania partii z budżetu, programów dla wsi, wprowadzenia kadencyjności posłów... W "Nowoczesną" uwierzyło 1 115 370  osób, co przez pewien czas wbiło w Rysia w mniemanie, iż jest liderem opozycji. Tak naprawdę miałem już wtedy wrażenie, że Peru wejdzie sobie na chwilę w buty po Palikocie.

Historia nie zapamięta go jednak jako wielkiego reformatora III RP. Przez trzy lata zabawy w polityka, pozostawił po sobie kilka zabawnych bon-motów i wspomnienie upojnego romansu z koleżanką z partii. Wypowiedzi posłów Nowośmiesznej także pozostaną jako przejaw politycznego folkloru w kraju nad Wisłą na czele z kabareciarą Joanną Shce Sche... Szoring Wielgus, której motto "Precz z dyktaturą kobiet", powinno przejść do annałów feministycznych pod hasłem "robisz to źle."

W 2017 okazało się, że doskonały ekonomista, uczeń wspomnianego Balcerowicza zadłużył swoją partię na dwie duże bańki. Z tych być może powodów uznano, że lepiej od ekonomisty pozna się na jej finansach matematyk i na nowego lidera wybraną panią Kasię Lub..naer, nauer. (ach te ich nazwiska..)
Przy okazji głosowania nad ustawą liberalizującą aborcję wyszło na jaw, że część posłów nie ma pojęcia za czym i po co głosuje. Przynajmniej takie było odkrycie nowego lidera partii, podczas gdy nieodżałowany Rysio zaczął bredzić coś o jakimś planie (rzekomo kupił go w kiosku na dworcu, miał to być plan Warszawy, a okazał się planem Sosnowca). A teraz, po kilku przyczajkach wielka ucieczka z tonącego okrętu - dwie najsłynniejsze posłanki, porwały ze sobą także kapitana, który "Planem Petru" nazwał swoją szalupę i wzywając do współpracy "wszystkich, którzy chcą pracować merytorycznie dla Polski" szuka dalszej obsady wioślarzy. Bo oto ma horyzoncie majaczy samotna wyspa z zarośniętym, zapomnianym zupełnie Palikotem i tam właśnie dryfuje także nieustraszony Ryszard... aż łza się w oku kręci...



Na koniec konkluzja. Jak można myśleć o powierzeniu takim ludziom zarządzanie krajem, skoro przerosło ich zarządzanie nawet własną partią?

24 komentarze:

  1. To akurat nie dziwi, politycy wszelkich frakcji mają podobne grzechy na sumieniu i w tym tkwi dramat wyborcy, bo głosować nie ma na kogo...szkoda, że własnych kandydatów nie można na listach dopisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem czy wszyscy... Są tacy co mają talent do gadania i rzadko można im wytknąć takie wpadki. Zawsze np. uważałem polityków SLD za dość utalentowanych.

      Usuń
    2. Jakiś talent niewątpliwie mają wszyscy, do gadania na pewno...

      Usuń
    3. O ich merytorycznych zdolnościach nie chce mi się nawet gadać.

      Usuń
  2. jak ja pamiętam /a niekoniecznie dobrze muszę pamiętać/, to było jakoś tak, że ten Balcerowicz przewijał się raczej duchowo, tak w tle, jako mentor Petru... za to pamiętam, gdy Petru grzmiał z trybuny sejmowej "Nie wyrobicie się! (budżetowo)" i sam też na to liczyłem, ale choć miał nieco racji, to nie do końca, bo choć to nie "niewyrabianiesię" jest faktem, to pełzającym i o spektakularnej bankrucji reżimu mowy być nie może...
    z Palikotem Petru mi się jakoś kompletnie nie kojarzy... owszem, by wiedzieć co i jak, poczytałem założenia programowe i "rozdział państwa i Kościoła" brzmi estetycznie, ale jak do tej pory to tylko papierowy tygrys... za to gdy .N opublikowała potem w swoim programie poparcie dla tzw. /tfu!/ "kompromisu" aborcyjnego, to pojąłem, że się raczej z tą partią nie polubię... tedy straciłem zainteresowanie dalszymi jej losami...
    Kamilkę tylko lubię, to już nie chodzi o jej miłe pysio, obiekt zawiści Plugawego Krystyna, ale o nadzwyczaj celne punktowanie debilizmów i nikczemnizmów podłej zmiany, jednak to bardzo mocno za mało, by na tym miała polegać partia polityczna...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i duchowo. Nie mniej jednak na spotkaniu założycielskim był, dopiero potem uznano, że lepiej, by się z partią może nie kojarzył. W końcu nie każdy w Polsce ma dobre zdanie o Balcerowiczu.
      Z Palikotem ideowo nie kojarzy się nawet wcale. Bardziej chodziło mi o pewien trend, który oni podtrzymywali po choćby PPPP (pamiętasz?). Para szła w gwizdek i pikowanie w dół.

      Straszny z Ciebie aborcyjny zagończyk, skoro akurat to zdecydowało, że partia jest be. :D.

      Kamilka? To ta dla której inwokacja jest epitetem? Trudno mi się odnieść do innych wypowiedzi bo pamiętam tylko to o tym proteście parlamentarnym: że miał znaczenie ze względu na obecność mediów, którym PIS ograniczył dostęp do parlamentu.

      Usuń
    2. to generalnie nie chodzi o samą aborcję jako taką, w sumie to raczej taka wisienka na torcie (np. porzeczkowym), choć z drugiej strony trudno mówić o wolności, gdy popiera się jej zakaz...
      ...
      Palikot przynajmniej miał pewne propozycje dla sfery "small/medium bussines" i dzięki temu zresztą zdobył większość wyborców... za to Petru jechał bajerą "PO-bis, ale bez błędów i wypaczeń"... natomiast faktycznie można wrzucić do jednego worka dawne PPPP, efemeryczną Partię X, Palikota, Kukiza i .N, tylko z kolei Palikot mi do tego worka za bardzo nie pasuje... on jednak gwizdał prawie do końca /jak gwizdał to już osobna sprawa/...

      Usuń
  3. To jest chyba problem ogólniejszy, i nie warto by było o nim pisać, gdyby nie to, że ze względu na pozaborowe pozostałości jesteśmy jedynym państwem w Europie, na świecie, a może i w historii, przez które przetoczyły się reformy totalnie ogłupiające i pozbawiające nas podstawowej umiejętności jednoczenia się i tej ważnej cechy patriotyzmu.
    Praktycznie "N" (a także każda inna partia) miała by szanse przetrwania, gdyby utworzono trzy Nowoczesne przeznaczone dla Polski A, B, i C (tak jak w zaborach). I to dlatego każda nowa partia zostaje "przycięta równo z trawą" zanim jeszcze się rozkręci na dobre.
    Jest też druga strona tego "medalu". Do polityki idą bowiem - z nielicznymi wyjątkami - albo ludzie z olbrzymim poparciem (Wałęsa, Kuroń, Krzaklewski, Kwaśniewski, Kaczyńscy), albo totalne "podpadziochy", głównie ludzie o mentalności, inteligencji, i pokroju posła "od carycy Katarzyny", bo tymi łatwo można sterować. Dlatego nie dziwmy się naszym najważniejszym osobom w państwie POPISdowatych. Tak ma być i tak jest dobrze ... no może nie dla każdego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najistotniejsze jest to, co mniej więcej można podpiąć pod owo przycięcie równo z trawą - Polacy są pozbawieni biernego prawa wyborczego. Można pchać na tej zasadzie do polityki każdego tumana.

      Usuń
  4. Jakoś tak nie bardzo kojarzę Balcerowicza jako twórcę .nowoczesnej. Najpierw było stowarzyszenie NowoczesnaPL ale i tę firmował Petru. Fakt, Petru był ”szeregowcem” w Towarzystwie Ekonomistów Polskich (powstałego w 1994), ale łączenie w jakiś sensowny sposób tych tworów, to raczej nadużycie. Nie widzę też związku Petru z Palikotem poza tym, że byli politykami podobnego nurtu.

    Swego czasu sam głosowałem za tą partią, widząc w niej więcej prawdziwego liberalizmu niż w PO. Ale jak to w życiu bywa, przywódcy potrafią wszystko zepsuć. Jakoś mi ich nie żal. Zdumiewa mnie jednak Twoje „kopanie leżącego”, który tak naprawdę w niczym, nie tylko Tobie, nie może zaszkodzić. Na dobrą sprawę ta partia jednak wnosiła odrobinę urozmaicenia w „ciężkie” ponuractwo PIS i PO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszperaj sobie w starych artykułach. Ja pamiętam ten sondaż, jeden z pierwszych, w którym była to Nowoczesna Balcerowicza. Pamiętam dobrze. Wyjaśniłem na czym polega skojarzenie Petru z Palikotem w komentarzu do PK.

      Jest to jakieś zjawisko na scenie politycznej, nie odnoszące się tylko do tej partii. Zresztą cel kopania zawiera się w konkluzji - odsuńmy PIS od władzy dając ja byle komu. Aby na pewno będzie lepiej?

      Usuń
    2. "odsuńmy PIS od władzy dając ją byle komu". Właśnie dając władzę PIS daliśmy ją "byle komu", na dodatek bezwolnemu, podporządkowanemu bezdyskusyjnie, nawet wbrew swoim interesom, prezesowi i jego bezpośrednim pomocnikom.

      Na pewno będzie lepiej ludziom lojalnym wobec PIS, ludziom ceniącym wolność, którym "przydarzy się" mieć inne zdanie niż prominenci PIS-owscy zapewne będzie gorzej.
      Wczoraj w "Czarno na białym" pokazywano właśnie jak się "hakuje" sędziów czy prokuratorów, którzy ośmielili się być niezależni w swoich decyzjach "nie po linii PIS" i jak nagradza się tych, którzy lojalnie "naprawili błędy" owych niezawisłych.
      Takiej Polski chcesz?

      Usuń
    3. Miał ją byle kto i dostał byle kto. O jej przejęcie też stara się byle kto. Ciekaw jestem kogo byś Mario chciała widzieć na tronie.

      Niezawisły sędzia? Brzmi jak żywy dinozaur.

      Usuń
    4. Skoro przedtem byle kto, teraz byle kto, to znaczy, że jak najszybciej trzeba zmieniać to "byle kto", żeby wreszcie trafić na kogoś lepszego. Innej opcji żeby zmienić "ku lepszemu" nie ma. :)
      Na razie trzeba odsunąć PIS, potem się zobaczy. :)

      Komu brzmi temu brzmi, mnie nie brzmi. Lepszy sędzia zniewolony i zastraszony? :(

      Usuń
    5. Tak, zawsze uważałem że lepsze są rządy idące po jednej linii z prasą. Wtedy suweren nie wie że są chujowe, bo kto ma mu o tym powiedzieć?
      Niestety masz do wyboru talię zgranych kart, muzyka rockowego, który nie wie, czy ma być bardziej prawicowy, czy lewicowy, komuchów, których ostatnim projektem sejmowym jest walka klas w grze komputerowej, cielaka i typów, którzy przez ostatnie 8 lat wpieprzali ośmiorniczki na kupie kamieni. Możesz sobie odsuwać ich i przesuwać do woli, a jak byliśmy w gównie tak będziemy, bo jak już wspomniałem, pozbawieni jesteśmy biernego prawa wyborczego. :D

      Pewnie, jak mam wybierać między takim co robi co chce, to wolę takiego z batem na dupie.

      Usuń
    6. @Radku...
      akurat samo nie bycie ani prawicowym, ani lewicowym, w sensie: pozbycie się uwarunkowania na taki podział jest okay, bo daje nadzieje na bycie wolnościowym, jednak ten wspomniany muzyk absolutnie jest tego pozbawiony, jako konserwatysta może się z wszystkim kojarzyć, ale na pewno nie z wolnością, a to już wystarczy, by uznać go za beznadziejnego...
      na szczęście drugi muzyk, autentycznie wolnościowy, a przynajmniej noszący takie znamiona, odbił od tej osobliwej trzódki i mimo, że jest sam, to jest jedynym, którego można traktować poważniej...

      @Maria...
      ojej, to zaiste zakrawa na paradoks, bycie lojalnym wobec PiS i bycie ceniącym wolność, no, chyba że co najwyżej swoją własną, ale tu też mam naprawdę mocne wątpliwości...
      przypomina mi się mój własny żart, gdy napisałem kiedyś gdzieś, że jako nie-wyznawca, ani nawet nie-fan żadnej partii, ugrupowania politycznego, jestem w stanie kiedyś poprzeć nawet PiS, ale pod warunkiem, że spełni pewne moje wymagania, dosyć skromne zresztą, tylko jest jeden problem, czy taki PiS to nadal będzie wtedy PiS?...
      p.jzns :)...

      Usuń
    7. Napisałem w znaczeniu, że nie wie czego chce, bo jedyny jasny punkt to te JOWy. A gdzie reszta?
      Mamy różnicę w pojęciu wolność, która jako taka jest niemożliwa do zagwarantowania przez żadną z partii, bo to co Ty uważasz za wolność ogranicza ją w moim pojęciu. Można myśleć o takiej, której postulaty są zbliżone poglądowo, do tego co sami myślimy.
      Człowiek w pełni myślący dokonuje właśnie takiego wyboru. Im mniejsze wymagania tym mniejsze rozczarowanie.

      Usuń
    8. @Radku...
      JOW-y uważam za jasne jedynie na poziomie prostoty, klarowności samego pomysłu... ale ewentualne wprowadzenie go w życie oceniam już jako fatalne w ewentualnych skutkach...
      co wcale nie znaczy, że obecnie stosowane rozwiązanie mi się podoba, na przykład progi wyborcze są dla mnie nie do przyjęcia...
      ...
      w sumie, to intryguje mnie, jak wolność "a la ja" mogłaby ograniczać wolność "a la Ty", ale nie naciskam, bo znalezienie przykładu tak na biegu, na szybko, nie musi być łatwe, bynajmniej niekoniecznie w sensie samego znalezienia, ale prostego sformułowania jego przedstawienia...
      ...
      "Im mniejsze wymagania, tym mniejsze rozczarowanie"
      na to wpadł już Buddha jakieś 600 lat p.n.e. i całkowicie się z nim zgadzam, ale ten sam Buddha wspominał też o "Drodze Środka", która moim zdaniem wyklucza bierne znoszenie wszystkiego, co jest nam narzucane...

      Usuń
    9. Też nie jestem przekonany, że JOWy są akurat rozwiązaniem wszelkich wyborczych problemów.

      Spróbuję to ująć tak, bez konkretnego przykładu. Postulujesz, lub popierasz pewne, dajmy na to, rozwiązania społeczne. Ja się z nimi nie zgadzam. - Ich odrzucenie, bądź przyjęcie będzie dla jednego z nas zniewoleniem.
      Poza tym są kwestie, które dla Ciebie są kluczowe dla stanu tzw. wolności, dla mnie mało istotne. Weźmy zakaz palenia marihuany (wiem, to uproszczenie, ale ma służyć tylko jako przykład). Dla mnie może on być, może go nie być, mogę sobie, dywagować, na co on jest i czy akurat przyzwolenie na to gwarantuje wolność. I jeszcze jeden przykład mi przyszedł związany z tzw. tolerancją, czyli przymuszania kogoś do uznania jakiegoś zjawiska za coś normalnego, gdy ona mu się normalna nie wydaje.

      Usuń
    10. @Radku...
      rozumiem, mamy wyjaśnione, ale nieco skoryguję z tą legalizacją MJ - akurat temat na czasie, bo w sobotę Marsz i z niepokojem patrzę na prognozy pogody, która może potencjalnych uczestników nieco zniewolić :)...
      jeśli jest Ci wszystko jedno, czy prawo w tym temacie się zmieni, czy nie, to konfliktu wolności nie ma...
      dopiero gdy poczujesz się zagrożony legalizacją, jej skutkami, można mówić o konflikcie wolności i akurat bez znaczenia jest w tym momencie, że będzie to zagrożenie urojone wynikłe albo z niewiedzy lub wdrukowanych do umysłu fałszywych informacji, albo z jakichś cech osobniczych, np. z lękowości...

      Usuń
    11. Ja osobiście nie czuje się jakoś szczególnie zagrożony. Co do efektów społecznych, trudno mi jest je sobie wyobrazić. Cała sytuacja przypomina mi nakaz jeżdżenia w kasku - nie wiem czy pamiętasz, Korwin uważał go za wyjątkowo bezsensowny. Ktoś chce, niech pali, jeździ bez kasku, itd. Natomiast wszelaka pomoc w razie negatywnych skutków złamania tego zakazu nie powinna się delikwentowi należeć. Tymczasem trudno zostawić faceta z rozwalonym łbem na środku ulicy i nie zostawia się uzależnionych bez pomocy, choć niektórzy twierdzą, że gandzia podobno nie uzależnia wcale.

      Usuń
    12. @R...
      przecież nie rozmawiamy o centralnie Twoim (ewentualnym) "czuciu się" zagrożonym, tylko o poczuciu zagrożenia własnej wolności wolnością innych, co wcale de facto nie jest takim prostym tematem, gdyż dla większości ludzi wolność nie jest wartością i tylko tak gaworzą na jej temat kompletnie jej nie rozumiejąc...
      ...
      co do nakazu używania kasków i pasów (na nich JKM się skupiał bardziej) za kierownicą, to również uważam go za bezsensowny, gdyż nie ma takiej opcji, by komuś postronnemu stała się krzywda w wyniku zaniechania użycia takich zabezpieczeń... sytuacja, gdy ktoś wpada furą na słup i wylatując przez przednią szybę zabija sobą lub rani przechodnia jest dalece bardziej mniej prawdopodobna, niż jego śmierć na skutek uwięźnięcia w pasach... to akurat jest moja argumentacja za bezsensownością nakazu jazdy w pasach, samo do niej doszedłem bez JKM, którego argumentacja niewiele mnie zresztą obchodzi...
      ...
      sformułowanie "gandzia nie uzależnia wcale" akurat jest kłamstwem, tak samo jest kłamstwem zdanie "gandzia wcale nie szkodzi"... faktem jest tylko to, że jej szkodliwość (gdy jest nadużywana) jest daleko mniejsza, niż szkodliwość narkotyków /np. alkoholu/, zaś jej potencjał uzależniający jest znikomy...
      w tym momencie nie pozostaje mi nic innego, jak zacytować siebie: "istnieje pewna drobna grupa zwolenników legalizacji MJ szkodliwsza od przeciwników, którzy to zwolennicy jeśli chcą pomóc Sprawie nie powinni w ogóle się odzywać" :)...

      Usuń
    13. Obawiam się Rademenesie, że ten wybór "sędziowski" nie przebiega tak prosto wg podanej przez Ciebie linii :) , bowiem mamy do wyboru opcje - sędzia lojalny wobec politycznego zwierzchnika i za to znacząco wynagradzany, wydający gorliwie wyroki surowe (często nieuzasadnienie surowe) dla przeciwników politycznych, przeciw sędziemu, który "ośmiela się" karać zwolenników partii rządzącej lub też wykazuje się zbytnią wyrozumiałością wobec jej przeciwników (za co ponosi przykre konsekwencje).
      Jeśli nie widziałeś, to polecam: https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-dopasc-sedziego,837409.html
      Naprawdę nie podoba mi się to, co robi PIS z sądownictwem i prokuraturą. :(

      A wracając do tej zgranej talii kart, to chyba jednak lepiej i ciekawiej jest grać tasując karty za każdym razem, niż grać takim samym zestawem kart kolejne partie gry. :)
      Poważniejąc trochę, co zatem powinno się zmienić w prawie wyborczym, żeby było bardziej bierne ( ? napisałeś, że jesteśmy pozbawieni biernego prawa wyborczego), skoro jak wynika z powyższej dyskusji nawet JOW-y Was nie zadowalają?

      Usuń