piątek, 21 września 2018

Ogłoszenia duszpasterskie

A w zasadzie antypasterskie. 
Ostatnio zauważyłem, nie wiem czy to przypadek, że Kościół stał się bardzo chodliwym tematem, na różnych płaszczyznach - począwszy od płaszczyzny fikcyjnej, jak i faktograficznej. Prawdziwy wysyp, jak grzybów w sezonie.

Na ekrany wchodzi film "Kler", którego jestem dość ciekaw. Krytyki Smarzowskiego, że zrobił akurat taki a nie inny film nie rozumiem. Nie widziałem zresztą na razie, więc nie wiem, czy film jest zły, czy nie, a to powinno być podstawą jego oceny, nawet jeżeli wspomniany kler stawia w nieprzychylnym świetle. Z drugiej strony zastanawiam się jednak - czy naprawdę w tym Kościele nie ma już osób zasługujących na wyróżnienie, czy szacunek, nikt nie dostrzega żadnych pozytywnych aspektów duchowieństwa? 

Odbywa się medialny lincz nad niejakim ks. Stryczkiem. (Nomen omen?) Rzekomo pomysłodawca "Szlachetnej Paczki" był tyranem, znęcającym się nad pracownikami. Zastanawiam się ilu pracodawców obecnie dotyczy taki zarzut i dlaczego. Dla niektórych powodem bywa nawet fakt, ze pracodawca z jakichś powodów karze pracować... w innych coś jest na rzeczy, natomiast obecnie często bywa tak, że autorytarnie w temacie wypowiada się jedna strona i to ona nadaje ton dalszym dywagacjom.

"Ksiądz zgwałcił Ewę, potem przekazał innemu księdzu, z którym zaszła... 
"Nie broniła się, nie krzyczała. Mieli prawo dane przez Boga, by ją brać i zabawiać się, kiedy tylko przyjdzie im ochota. Jak mogła podnieść na nich rękę albo głos? Przecież posłał ich Chrystus."
Cytaty dotyczą książki Artura Nowaka, "Żeby nie było zgorszenia", czy jakoś... tej książki dla odmiany nie jestem ciekaw, bo jak czytam że takie "cymesy", wygłasza 21 latka, to mam poważne problemy z ich wiarygodnością i to wcale nie dlatego, że nie wierzę iż księża gwałcący jakieś tam Ewy istnieją. Jak autorzy weryfikują takie rewelacje, podając jedynie pseudonimy, lub imiona ofiar, które im się spowiadają nie mam pojęcia. 

Poza tym cała masa pomniejszych artykulików, dlaczego zakonnica przestała być zakonnicą, jaki wójt chce dekalogu w konstytucji i który ksiądz odmawia zmarłemu wstępu do przykościelnej kaplicy pogrzebowej... Ufff...


poniedziałek, 17 września 2018

Święci bez makijażu

Pierwsze co mi przyszło do głowy jako tytuł notki to "Nieświęci Święci", ale okazało się że jest książka o tym tytule. Troszkę mnie do notki zainspirował spór o Św. Teresę, dla niektórych filantropkę pomagającą ludziom, dla innych psychopatkę zafiksowaną na punkcie apoteozy ludzkiego cierpienia i takie tam. Nie zamierzam tutaj rozprawiać nad istotą sporu - powtarzać ewentualnych plotek, czy oczerniać zmarłej. Najlepiej by było, aby wypowiedzieli się jej podopieczni, czy faktycznie mają pretensję o sposób sprawowanej nad nimi opieki.

Natomiast tzw kult świętych, abstrahując od wszystkiego jest moim zdaniem największym nieporozumieniem na jakie K. sobie pozwolił. Choć wróć  - nie sam kult, bo w końcu nie można mieć nikomu z złe, że chce upamiętnić osoby, szczególnie oddane kwestiom związanym z szerzeniem religii. Bardziej kuriozalna jest jego forma.

Ikona przedstawiająca św Krzysztofa.
Kilku świętych np. nigdy nie istniało. Są wytworem legend, albo zbitką kilku różnych postaci jak św. Walenty. Bije na głowę jednak wszystkich św Krysztof, który na dobrą sprawę nie był Chrześcijaninem, ani nawet... człowiekiem. :) Był Cynocefalem, czyli psiogłowcem. Ów... stwór umyślił sobie, że będzie służył u najpotężniejszego władcy, widząc że król chananejski boi się diabła, zaciągnął się na służbę u samego Złego. Ten jednak zszedł z drogi Chrystusowi, więc Krzysiek jego obrał za pana. Stwierdziwszy jednak, że modły i pokuty są nie dla niego, zaczął przenosić pielgrzymów przez rzekę. Raz niosąc jakiegoś chłopca niemal utonął pod jego ciężarem, okazało się bowiem że niesie właśnie Chrystusa, który był tak ciężki, jak "cały świat"... Zaiste podstawa do beatyfikacji niepodważalna. Z biegiem czasu, gdy wiara w ludzi o psich łbach wygasła, Św. Krzysztofa zaczęto przedstawiać jako "olbrzyma o srogim wejrzeniu".

Nie wspomnę o całym panteonie swawolników, złodziei, bandziorów, wszetecznic, a nawet morderców, którzy nawrócili się przed śmiercią i od razu wskoczyła im na łeb aureolka. Nie wspomnę o typach, którzy zostawali świętoszkami przez dobry PR. Wspomnę tylko o dziwnym przypadku Św. Stanisława - tak, chodzi o patrona Polski, zamordowanego przez Bolesława Śmiałego rzekomo przy ołtarzu.
Już w XIX wieku historycy podważyli genezę sporu król - biskup, dopatrując się w kronice Galla Anonima słowa traditor - czyli zdrajca. Stanisław miał knuć z Czechami przeciw polskiemu królowi i za to zostać skazanym na zwyczajową wtenczas karę - obcięcie członków.

Rzekomo podważanie świętości Stanisława jest "antykatolickim mitem". ("Zdrada" św. Stanisława, czyli jak się tworzy antykatolickie mity)  Ja tu bym chętnie podpytał się autora artykułu - czy główny cud, na podstawie którego beatyfikowano Stanisława w 173 lata po śmierci, a miał dotyczyć oskarżenia o zagarnięcie wsi przez tegoż po zmarłym szlachcicu Piotrowinie - którego miał ożywić w grobie tylko po to, by ten poświadczył, że wioskę oddał biskupowi a nie swojej rodzinie, jest wiarygodny również i dzisiaj. Dlaczego dokonano beatyfikacji prawie dwieście lat po śmierci? Choć w sumie 173 lata to według prof Stanisława Sroki błyskawiczny proces beatyfikacji (Król Bolesław i Biskup Stanisław. Kulisy Zbrodni na Wawelu) podczas gdy analogiczna sprawa Tomasza Becketta, skończyła się beatyfikacją już po trzech latach... Upadek Bolesława, był także jedną z przyczyn upadku daleko bardziej ciekawego świętego - papieża reformatora Grzegorza VII, z którym tenże był sprzymierzony przeciw cesarzowi Henrykowi IV w sporze o inwestyturę.
Na zakończenie ciekawostka - Kościół do 1824 roku wchodził historykom w paradę, domagając się zamiany we wcześniejszych wydaniach "Kroniki..."  powściągliwej i tak relacji Anonima, na wersję Wincentego Kadłubka, który rozpowszechniał tezę o zamordowaniu biednego biskupa przy ołtarzu.
I tak to z tymi świętymi jest... ale zostawmy już tego Stanisława, który właśnie zdominował mi notkę. Pozostała jeszcze jedna "fajnostka" do omówienia.
Chodzi o kult relikwii posunięty kiedyś, a i obecnie do granic absurdu. W średniowieczu święci mieli po kilka głów, jak w dowcipie. - Np. posiadaniem głowy św. Jana szczyciły się: bazylika Laterańska, Lyon, Beauvais, Turyn, Nimes, Aosta, Leon, Burgos, a nawet można ją było obejrzeć do XVI w Toruniu.
Relikwie to także dochodowy interes i dziś, można całą ich masę po zlikwidowanych kościołach kupić na aukcjach internetowych. Nie dalej jak wczoraj widziałem np. cierń z korony Chrystusa z oryginalnym, certyfikatem autentyczności wystawionym przez ekspertów z Watykanu w XVIII w. na Ebayu.

sobota, 15 września 2018

Komedia o Napadzie na Bank

Przyznam się że trudno jest recenzować slapstickową komedię. Fabuła jakaś tam jest, ale służy tylko jako tło do rozmaitych gagów, opartych na humorze sytuacyjnym i grze słów. Oczywiście w tym przypadku twórcy pogmatwali ją ile wlezie, niekoniecznie dbając przy tym o sens...
Ale skoro mój blogowy kolega Asmodeusz poczuł się zawiedziony brakiem takowej i tym samym zasugerował jej napisanie - postanowiłem to zrobić i niniejszym dedykuję ją właśnie Jemu.

Lata 50. Z więzienia ucieka przestępca Mitch Canetti (Przemysław Sadowski).  Ma plan - obrabować bank Minneapolis, w którym Ludwik Węgierski (arystokrata) zdeponował bezcenny diament...
Ale... 
Córka dyrektora banku Rabuja Czecha (Jan Jankowski) Caprice (Katarzyna Zielińska) jest byłą narzeczoną Mitcha, choć serce dziewczyny skłania się ku drobnemu kieszonkowcowi Samowi Monaghanowi (Rafał Cieszyński), synowi Ruth Monaghan (Katarzyna Żak), urzędniczki bankowej, która z kolei staje się obiektem zalotów Oficera Randalla Shucka (Grzegorz Pawlak), dokonującego właśnie inspekcji banku na okazję zdeponowania powyższego diamentu...
Obsady dopełnia Tomasz Sapryk, jako wieloletni stażysta bankowy Warren Slack
Ponieważ Ruth zauważa, że każdy w Minneapolis jest przestępcą, wszyscy bohaterowie knują swoje własne niezbyt uczciwe intrygi, nakręcając coraz większą spiralę absurdu. 

Mój faworyt Rabuj Czech z córką Caprice

Najważniejsza w teatrze jest jednak chyba nie fabuła, a gra aktorska. Tu byłem pod wrażeniem. Kreacja Jankowskiego w roli zgorzkniałego i chciwego dyrektora banku była rewelacyjna. Zblazowanie i rozdrażnienie wynikające z bólu kręgosłupa, na który cierpiał jego bohater, w połączeniu z wrodzonym cynizmem - zaowocowało stworzeniem arcykomicznej postaci. Już samo nazwisko zaś - "Rabuj Czech" jest pretekstem do sytuacyjnych zawijasów, opartych na grze słów. 
Niewątpliwy talent komediowy ma Tomasz Sapryk, ale też aktor, którego z komedią nie kojarzyłem - mianowicie Rafał Cieszyński. Niewątpliwym atutem obydwu była mimika twarzy, doskonale dobrana do granych przez nich - pierdołowatego urzędnika i drobnego rzezimieszka. 
Cieszę się również, że mogłem zobaczyć na scenie Grzegorza Pawlaka - człowieka, o charakterystycznym głosie, którego znałem tylko.... z głosu. 

O czymś zapomniałem? No jasne - scenografia. Niecodzienna. Wyobrażacie sobie - że w pewnym momencie po odsłonięciu kurtyny widzimy bohaterów...od góry. Tak, scena odwraca się o 90 stopni, a aktorzy na specjalnych uprzężach chodzą "po ścianach". Tu następuje gag oparty na interakcji z taką scenografią - Rabiej co chwila prosi Warrena o podanie: a to dokumentów, a to herbaty, a to w końcu o odebranie telefonu. Warren, po kilku żmudnych spacerach, nie wytrzymuje i odgryza się:
"Może sobie pan sam odbierze? Myśli pan że to takie proste?"
"A pewnie!" - Siedzący na krześle Rabuj odpycha się nogą i po prostu podjeżdża na nim do stojącego na sąsiednim stoliku telefonu, na ukrytej w scenografii szynie. W trakcie rozmowy wpadają na scenę aktorzy w "normalnej orientacji", na co zdziwiony Rabuj wykrzykuje, "Jak wy to robicie? To wbrew prawom fizyki?!"... 

Chyba już powiedziałem wszystko. Dodam, że dawno się tak nie ubawiliśmy.

piątek, 14 września 2018

Byłem w teatrze

Z żoną. :)
Dokładnie w Teatrze Komedia w Warszawie.

Była to odprężająca slapstickowa komedyjka.
Niby nic mądrego, ale gra aktorska wyśmienita, naprawdę świetnie się ubawilśmy.



poniedziałek, 10 września 2018

Nasz album już za kilka dni...

Z dumą przedstawiam dziecko swoje i dwojga moich przyjaciół - wydany własnym sumptem album o moim rodzinnym mieście. Nie namawiam nikogo do zakupu rzecz jasna, zdaję sobie sprawę, że nie musi on być ciekawy dla osób niezwiązanych z Sochaczewem, jednak tak czy siak uważam go za swój (oczywiście nie tylko swój) sukces.

piątek, 7 września 2018

poniedziałek, 3 września 2018

Blackout

Zaciemnienie - tak między innymi można tłumaczyć angielskie słowo "blackout". Rzadziej się udzielam na innych blogach, nie szukam nowych znajomości. Zaciemniam bloga,  Staje się on jakimś ustroniem myśli niekoherentnych, co raczej ludzi również nie przyciąga. Poza tym już nie wiem czasem jaki komentarz zamieścić tu i ówdzie, nie chce mi się zachwycać kolejnym udanym zdjęciem, czy nawet ciekawym spostrzeżeniem.
Dodatkowa praca zaowocowała dodatkowymi znajomościami, zajęcia różne przekierowują w coraz większym stopniu moje wysiłki w przestrzeń pozablogową, pozainternetową... Tak wolę. Coraz bardziej męczy mnie czytanie portali informacyjnych, poraża prymitywizm komentatorów, ich zerojedynkowe myślenie.
Kryzysów blogowych było kilka, często zmęczony dawną formułą decydowałem się na nową, porzucałem niektóre tematy, zaczynałem nowe. Zauważyłem, że najbardziej popularny "Kot" był, gdy opisywałem nasze wycieczki rodzinne, oraz przytaczałem wesołe anegdotki z rodzinnego życia. W tym roku mało miałem ku temu możliwości.
W lipcu, w męczarniach niemal zmarła moja Babcia, widok ten wstrząsnął mną - nikomu nie życzę takiej śmierci. Nie będę epatował opisami ostatnich dni, beznadziejnej walki z gnijącymi ranami i sztywniejącym ciałem, które trzeba było obmyć, zmienić pieluchę itd...
Opuszczam dom w którym się urodziłem i mieszkałem najpierw z wychowującymi mnie dziadkami, potem opiekując się w rewanżu starzejącą się i coraz bardziej niedołężną Babcią. Pozbywam się mebli i książek, gromadzonych przez trzy pokolenia. Wyrzucam rzeczy osobiste, bieliznę osoby, która ich już nie użyje.
Jednocześnie szykuję nowy dom, wymarzony pokój dla syna, wreszcie ładną kuchnię.
Tłumaczę swoje książki. Zastanawiam się nad miejscem do pracy, w nowym o wiele mniejszym domu.
I chciałbym się wyspać...