czwartek, 21 czerwca 2018

Ziemia Niczyja była jak nasza śmierć...

Bolimów ominęliśmy bokiem, zaglądając tylko na cmentarz I wojenny. Leżą na nim żołnierze obu armii, którzy zginęli zimą na przełomie 1914 i 1915 roku...




Groby to po prostu betonowe płyty, położone obok siebie. Na niektórych są polskie nazwiska...




Obereleutnant E. Boden, został jako oficer uhonorowany okazalszym nagrobkiem.

Od strony cmentarza tablice epitafijne wmurowane są w ściany mauzoleum.



Mauzoleum przy wejściu.

I wmurowana w środku tablica.

niedziela, 17 czerwca 2018

Początek przygody

Zmyłem już kurz naszej wyprawy, podczas której przejechaliśmy 60 km do i po Puszczy Bolimowskiej. Z pewnych przyczyn - bardzo dla mnie osobistych i bolesnych była to pierwsza nasza wycieczka. 
Minęliśmy Nową Suchą, opuszczając w ogóle Województwo Mazowieckie, a wjeżdżając na teren Łódzkiego, wyruszając na poszukiwanie pięknych krajobrazów... Pomimo pory wczesnej czerwcowej, towarzyszyły nam kwitnące już lipy. Słońce zaś było łaskawe, skrywając się za chmurami... Tak oto, drogą prostą jak przekrzywiony blat stołu, dotoczyliśmy się do granic Bolimowa, przystając na brzegu Rawki, wśród rozbujałej przyrody i w towarzystwie starego młyna...











czwartek, 14 czerwca 2018

August Derleth - Maska Cthulhu

To Derleth nadał pobudowanemu przez Lovecrafta uniwersum nazwę "Mitologia Cthulhu". Próbował tez wykorzystać i kontynuować jego pomysły, choć już bez takiego powodzenia, wielu fanów uważa, że zaśmiecił ją dosadnością, podczas gdy groza malowana przez "Samotnika z Providence" opierała się na niedopowiedzeniu.

Jednym z Pradawnych - dziwnych istot, władających niegdyś wszechświatem, a obecnie przebywających w uśpieniu w różnych zakątkach kosmosu i Ziemi jest Hastur. W opowiadaniu tłumaczonego przeze mnie opowiadania Hastur przedstawiony jest jako antagonista Cthulhu. Derleth dokonał pewnego ciekawego zabiegu, podając jako źródła wiedzy bohaterów autentyczny magazyn, w którym swoją prozę publikował Lovecraft.

Nie wiem czy w Polsce znalazłby się wydawca, skłonny rzucić na minę związaną z zakupem praw autorskich i wydania tej książki, więc pozostaje wydanie klubowe non profit, niedostępne w oficjalnym obiegu - czyli od fanów dla fanów.  Tłumaczenie w toku, na przemian z oficjalną edycją innych książek, o których napiszę niebawem :)...


POWRÓT HASTURA
(ilustracja Virgil Finlay, tekst August Derleth)

- Teraz słuchaj mnie uważnie, Haddon, - rzekł, a ja wstałem i nachyliłem się nad nim, by wejrzeć w pajęcze, prawie nieczytelne pismo Amosa Tuttle’a. 
- Przypatrz się podkreślonej linijce tekstu: „Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’ nagl fhtagn”, oraz temu co następuje dalej i bez wątpienia pisane jest ręką mego wuja: „jego słudzy przygotowują drogę, a on nadal śni? (WT: 2/28)” i wnosząc z drżenia jego ręki aktualniejszy wpis, a w zasadzie skrót: Inns! Oczywiście to nic nie znaczy bez znajomości tłumaczenia tego wersu. Za pierwszym razem mi się to nie udało, skupiłem więc swą uwagę na literach zamieszczonym w nawiasie, a po krótkiej chwili odgadłem ich znaczenie, odnoszą się one do tytułu popularnego magazynu, „Weird Tales”, z lutego 1928. Mam go tutaj.
Otworzył magazyn nad niezrozumiałym tekstem, częściowo skrywając jego wersy, które w moich oczach nabrały zagadkowej aury nadprzyrodzonej wiekowości, następnie
dłoń Paula Tuttle’a spoczęła na pierwszej stronie historii, w aż nadto oczywisty sposób nawiązującej do tej niewiarygodnej mitologii, zafascynowania którą nie byłem w stanie już stłumić.
Tytuł, częściowo zakrytego jego ręką opowiadania, brzmiał „Zew Cthulhu”, zaś jego autorem był H. P. Lovecraft.



wtorek, 12 czerwca 2018

Zbrodnie Roślin


Amy Stewart napisała jeszcze 'Zbrodnie Robali", czekam na nowe wydanie, bo nakład starego się wyczerpał i stał się drogi. Już sam fakt, że autorka prowadzi ogród z trującymi roślinami, świadczy o tym, że do książki musiała podejść z pasją, a nic tak nie rekomenduje książki jak zaangażowanie autora..

Z bardzo niegrzecznym wrednym zielskiem wiąże się wiele anegdot, nieprawdopodobnych historii i zadziwiających faktów.

Jeżeli ktoś chciałby bardziej wyrafinowanej lektury, może się poczuć zawiedziony, bo często informacje na temat jakiejś wrednej rośliny ograniczają się do kilku zdań. Można czuć niedosyt.

piątek, 8 czerwca 2018

Sen wróża Jacka

Wróż Jacek siedział w swojej wieży wyraźnie skwaszony. Był dyplomowanym wysokiej rangi specjalistą, jedynym w swoim rodzaju bo nie przepowiadał przyszłości, ani nawet nie odsłaniał odległej przeszłości, ale umiał wywróżyć TERAŹNIEJSZOŚĆ. Dzięki odnalezieniu złotej kaczki, która według legendy miała dawać nagrody tym, którzy do niej dotarli, dysponował najlepszą pracownią, najwspanialszy sprzętem magicznym i rzeszą utalentowanych fachowców. A jednak za każdym razem, jak patrzył w magiczne lustro z pytaniem, "Lustereczko powiedz przecie, czy ktoś słucha co Jacuś plecie", lustro odpowiadało niezmiennie: "Różne bzdury ludzie gadają, ale tobie najmniej w nie wiary dają", po czym na powierzchni lustra pojawiały się magiczne schematy, zatytułowane tajemniczym słowem "oglądalność".
Wróż Jacek zawsze po ich obejrzeniu rwał włosy z głowy i wysilał łepetynę, jak los swój odmienić, niestety, bez rezultatu. Tego wieczora, siedząc i myśląc bezskutecznie w swej komnacie, zapadł w sen. Śniło mu się coś wspaniałego. Szedł oto czerwonym dywanem w blasku fleszy, a dookoła tłum ludzi skandował jego imię. Na twarzach malował się zachwyt, szacunek i ani śladu pogardy, ani złośliwości. Jacek szedł zachwycony, a tłum skandował: "Powiedz nam, powiedz nam,"... Z przeciwległego końca dywanu wyłonił się oto jakowyś starzec o twarzy pełnej, niczym jesienny słonecznik, o łagodnym wejrzeniu i z serdecznym uśmiechem na twarzy ruszył w kierunku naszego bohatera. Zbliżył się do niego i rzekł dobrotliwie:
"No, drogi Jacku, powiedz nam prawdę..."
-  Nieeeee! - wróż zbudził się zlany zimnym potem z tego straszliwego koszmaru, nie próbując nawet wysłuchać o jaką prawdę chodziło owemu paskudnemu przybłędzie.


czwartek, 7 czerwca 2018

Ballady Morderców i inne opowiadania

Mariusza książka już za mną. :) Parę może nieco chaotycznych słów...
Twórczość Nicka Cave'a cieszy się sporą popularnością w Polsce, bo przecież popularyzował ją i Kazik na płytach i koncertach, Robert Talarczyk w Teatrze Korez, zaś na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej m.in. Kinga Preis. 
Powiem wprost - jako wielbiciel grozy nadnaturalnej nie jestem dobrym targetem dla "Ballad", nawet mimo sympatii do Nicka Cave'a. Znam natomiast dorobek artysty na tyle dobrze, że teksty nie wiszą dla mnie w jakiejś próżni.
Np. "Red Right Hand", - kiedyś ten kawałek zrobił na mnie większe wrażenie, niż bodaj cała 'Murder Ballads" i chyba nie tylko na mnie, skoro poświęcone mu opowiadanie znalazło się w książce. Poza tym, naturalistyczne, krótkie migawki, obrazujące cały wachlarz frustracji, wynaturzeń, perwersji i mordu, nie są  pomysłem złym, choć ukazanie ich przyczyn - zbrodniczej ludzkiej natury, która pcha bohaterów do takich a nie innych czynów sprowadza się do słów-haseł wyjętych z piosenek, i mniej lub bardziej luźnej ich adaptacji. Nie bawiąc się w wywody - też zatrzymam się przy słowach. "All beauty must die"... Duet z Kylie Minogue wywindował balladę "Where Wild Roses Grows" na szczyty list przebojów, choć w romansie z psychopatą nie było happy endu. (Tu uwaga: bohater piosenki zabija Elisę kamieniem, a nie młotkiem, co może jest sensowniejsze, no bo tak z młotkiem z dziewczyną na spacer nad rzekę? :)) "All god's children they gotta die" ... choć historia "małej" Loretty jakby nieco zbladła w porównaniu z tym, co małolata wyprawiała w "Klątwie Millhaven"ale w zamian otrzymujemy wątek seksualności nastoletniej morderczyni. 
Druga część książki to opowiadania, których plusem jest różnorodność. Bo i trochę czarnego humoru, makabry, Lovecrafta, apokaliptycznego sf. Tu już łatwiej mi było znaleźć faworyta - "Liczba początku i końca", może też nieco przygnębiający "Anioł". 
Przy okazji: rozbawiło mnie podobieństwo, rzecz jasna przypadkowe (i nieprzypadkowe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że źródłem inspiracji obu jest ten sam autor) - opowiadania ze zbioru "Upiory Polskie" - 'Początku procesu zarządzania" do "Piwnicy" - dowodzące, że na kanwie opowieści o stworze siedzącego w jakiejś mrocznej dziurze i "opiekujących" się nim ludzi można stworzyć diametralnie różne rzeczy. Ale nie będę się krygował ze stwierdzeniem, że ów motyw 'feedera", różnych krwiożerczych żarłoków to trochę zbyt popularny...

wtorek, 5 czerwca 2018

Nasze czerwce

W zasadzie bym nie pisał, gdyby nie pewien "skandal". Grzmi "Wyborcza", grzmi "Newsweek", a grzmią pospołu na TVPIS, o słowa "symbol zdrady i zmowy elit", które zostały użyte podczas materiału o czerwcu. Wprawdzie słowa te nie dotyczą roku 1989, a 1992 i nocy teczek, ale o tym czytelnicy GW ani Neewsweeka się nie dowiedzą z przygotowanego przez redakcje materiału. 

Pomimo dużego znaczenia 4 czerwca 1989, na długo przez dojściem do władzy PISu w tej beczce czerwcowego miodku pojawiało się coraz więcej łyżek dziegciu. Przypomnę choćby ripostę Włodzimierza Czarzastego, na emocjonalny wpis Frasyniuka:


Wydarzenia czerwca nadal są przedmiotem wielu analiz, sprzecznych ocen i sądów. Myślę że rzetelnej oceny możemy nie doczekać się nigdy. 
Nie da się ukryć, że ten drugi czerwiec wynikał z tego pierwszego.