niedziela, 14 lipca 2019

Tak... nie! Znaczy tak.

Nie dziwię się, że ten cytat jest "hitem internetu". Powiem szczerze - dawno się tak nie ubawiłem.

 "Czas na pokazywanie programu przyjdzie po wyborach, a nie teraz"

Grześ pogubił się całkowicie.
Nie wie już czy jest za wprowadzeniem związków partnerskich, czy nie, a w ogóle to dajcie mu ludzie spokój, jak chcecie wiedzieć co zamierza - dowiedziecie się po wyborach. Trzeba tylko zagłosować. :)
Cóż, wzbudzanie ciekawości wyborcy. Niezła taktyka.

piątek, 12 lipca 2019

Kasia czy Bartek?

Niezależenie od problemu - etyka dziennikarza, który sprawę nagłośnił pozostawia sporo do życzenia. Naświetlając sprawę pięcioletniego dziecka - Zosi, która nagle oświadczyła że chce być Bartkiem pan Betlejewski nie omieszkał skorzystać z okazji by dowalić komuś, kto mówiąc delikatnie nie jest entuzjastą środowiska LGBT, czyli innej Zosi, Klepackiej. To, że niuanse tkwiące w skrócie LGBT tej ostatniej nie są zbyt dobrze znane, nie powinno dziwić - sportowcy, aktorzy itp. rzadko się orientuję w tematach pozabranżowych, co nie przeszkadza im się na nie wypowiadać.
W międzyczasie okazuje się, że transpłciowość to nie jedyny problem Zosi/Bartka, bo dziecko choruje również na autyzm. W profilach społecznościowych nic nie ginie - i zaraz znajduje się filmik, zaledwie sprzed miesiąca - na którym Zosia jest Zosią - tak mówi do niej matka i na takie imię dzieciak reaguje. Ale opinie trzech psychologów głoszą, że jednak Zosia to Bartek. 

Sprawy Bartka środowiska LGBT uczepiły się jak tonący brzytwy - co trochę dziwi, bo w jego wieku najczęściej ponoć się transpłciowość objawia. I tu wpadł mi w oczy artykuł w Newsweeku - sprzed dwóch lat - dotyczący badania „Transpłciowa młodzież w polskiej szkole” przygotowanego przez fundację Trans-Fuzja i Uniwersytet Gdański. Zbadano różne aspekty, oprócz najistotniejszego - mianowicie jakiej liczebnie grupy dotyczy problem...

"Ile dzieci w Polsce jest w podobnej sytuacji? Badacze bezradnie rozkładają ręce. Ubolewają, że do dziś transpłciowych uczniów nikt dokładnie nie policzył. Wprawdzie w 2013 roku RPO miał taki plan, ale ostatecznie do badania nie doszło. Dla samych nauczycieli temat też jest nowy, jeden z dyrektorów, z którym rozmawiała Trans-Fuzja przyznał, że gdy transpłciowe dziecko trafiło do jego szkoły, był to pierwszy raz w życiu, gdy zetknął się z transpłciowością."
„Lubiłem cię jako dziewczynę, polubię jako chłopaka”. Sytuacja transpłciowych dzieci w polskich szkołach

Zaraz okaże się więcej niż transpłciowych uczniów jest zajmujących się nimi organizacji...

Ruszyły zbiórki - i nie wątpię, że efekty mogą być lepsze niż by były w przypadku dziecka chorego na autyzm. Tu jednak pojawia się pytanie - na co ta zbiórka konkretnie i jakie kroki można w Polsce podjąć - by Zosi/Bartkowi pomóc, w końcu skąd ta niezbita pewność tych psychologów, że chodzi w jego wypadku o transpłciowość? - Jednym z nich jest niejaki Dominik Haak, człowiek bardzo młody, który dopiero skończył studia i czeka na certyfikację Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Jest również działaczem LGBT, no ale to akurat nie wyklucza faktu, że podobno specjalista... Dziwne jest jeszcze bardziej, że jest to druga zbiórka - bo pierwsza była zbierana miesiąc temu, ale na autystyczną Zosię:


Z drugiej strony, w sytuacji Zosi/Bartka pomoc jest bardzo wręcz symboliczna, bo ogranicza się do wydania zaświadczenia, że Zosia to Bartek i nie dlatego, że Polska taka zacofana - tylko dlatego, że decydujący momentem jest moment dojrzewania. Za granicą podobno jest to najlepszy moment by zacząć leczenie hormonalne (nie musi być powiązane ze zmianą płci, akurat osoby transpłciowe nie muszą przechodzić operacji - tak jak transeskualne - gdyż akceptują swoje ciało)

Zmiana płci w Polsce. Dr Dulko: 6-letnie dziewczynki chcą być chłopcami

Prawdę mówiąc - po przeczytaniu szeregu artykułów, nie staje się obecnie człowiek w żadnym temacie mądrzejszy. 

To temat góra lodowa. Czytam np. o czymś takim jak Rapid-Onset Gender Dysphoria teorii, że traspłciowość może być efektem jednak nabytym na zasadzie naśladownictwa - i już od pierwszych zdań oczami duszy widzę zbiorowy opór środowisk LGBT - a także z pewnością większej części środowisk naukowych. Wrzask nastąpił - bo podważane są metody stosowanie przez autorkę tego badania, aktywiści mówią o trującym kłamstwie... tylko jakoś nikt się nie kwapi do zweryfikowania tej teorii. Wchodzę na stronę Trans-fuzji i czytam "Dysforia płciowa, czyli zaproponowana przez APA w miejsce Zaburzeń Tożsamości Płciowej jednostka diagnostyczna, nie opiera się już na założeniu, że inna niż adekwatna do płci biologicznej tożsamość jest objawem nieprawidłowości." - a według APA nie jest, bo nie trzeba jej w niektórych wypadkach leczyć... Nagle diametralny przewrót? Nie nastraja mnie to pozytywnie do psychologów, którzy się tym zajmują - a przecież skądś ci specjaliści transgenderyzmu muszą wiedzę czerpać, żeby wystawić swoje diagnozy.

No cóż, trzeba iść z czasem... negacja tego co wymyślą tacy to a tacy doktorzy nie jest zdrowa, chyba że zdarzy się jakiś, którego tok myślenia odbiega od ogólnie przyjętego. Wtedy to nie jest żaden autorytet. Zastanawiam się, czy niegdyś lekarza negującego zbawienne skutki lobotomii, albo elektrowstrząsów również nie wytykano palcami jako zaprzańca. A przecież takie fajne, nowoczesne metody to były... kiedyś.

Nie jestem jakimś szczególnym fanem teorii spiskowych - ale mam niejasne wrażenie, że w tych ruchach LGBT jest potencjał całkiem inny niż tylko czysta empatia, a liczba zaangażowanych przerasta już wielokrotnie wszystkich gejów, lesbijki i transseksualistów razem wziętych.

środa, 10 lipca 2019

Pinokiada

Takie słówko dziś wymyśliłem. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo jak zacząłem googlować, okazało się że wcale nie wymyśliłem, a przynajmniej nie jako pierwszy. 
To słówko przyszło mi do głowy po tym jak fragmentarycznie dotarła do mnie część przemówień z konwencji PIS.
Reżyserka stała na najwyższym poziomie. Było radośnie, tchnęło nadzieją, jak w powieści Sienkiewicza. Tuhaj bej zostanie usieczony, ojczyzna zostanie obroniona przed wrażą nawałą - a już mówiąc ustami prezesa "ofensywa zła musi zostać odrzucona", Helena nie dostanie się w łapy Bohuna... To wszystko opowiedziane z odpowiednim zapałem, modulacją głosu i przerwami na owacje.
Naród się cieszy.
Ludzie są coraz bardziej happy.*

Oczywiście w momencie gdy nie włączą TVNu i dowiedzą się że brakuje leków w aptekach, ale myślę że niedługo da się zorganizować podobne konwencje dla szerokich mas - i być może sam prezes wyjdzie do ludu i zacznie niczym Kaszpirowski uzdrawiać nie tylko kraj i Naród jako ogół, ale też pojedynczych obywateli. Ot tak, siłą woli. Albo modlitwy.

Tak na marginesie - dziennikarze upatrują kryzys lekowy w tym, że są one nielegalnie wywożone za granicę, gdzie też ich jest mało, ale cena za nie jest wyższa niż w Polsce. I tak co poniektórzy przeczuwali, gdy Jan Bury sprzedawał Polfę Warszawa - rzekomo polskiej Polpharmie. O tym, że powiązania właścicieli Polpharmy wskazują, że jest ona tak naprawdę bardziej spółką holenderską, bo większość jej udziałów należy do spółki Genefar BV**, pan Bury nie miał (i nie chciał mieć) pojęcia, oświadczając: „Ministerstwo Skarbu Państwa nie posiada informacji, kto jest właścicielem firmy Genefar BV, ponieważ umowa sprzedaży akcji spółki Warszawskich Zakładów Farmaceutycznych Polfa S.A. została podpisana ze spółką Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A.” - Już wtedy mówiono, że taka prywatyzacja odbiera państwu możliwość ustalania cen leków i może odbić się głęboką czkawką w przyszłości... 

Ministerstwo Zdrowia głucho milczy, nie mając jednak pomysłu na to, jak brakowi leków zaradzić. Być może Polska będzie zdrowsza jeżeli nie będzie w niej tylu chorych?

No ale odbiegłem od konwencji, choć niewiele zostaje do dodania. Propaganda Sukcesu trwa w najlepsze, nawet za kryzys z przyjęciem do szkół w Lublinie ponosi winę PO, więc należy przypuszczać, że ofensywa zła zostanie na jesieni odparta. Na wszelki wypadek PIS przygarnie Kukiza, a kto wie, czy nie PSL, choć dziś wydaje się to nieprawdopodobne - należy zauważyć, że wybór PISU na kolejną kadencje załamie co poniektórych i zmusi do szukania kompromisu, choć na zasadach stanięcia przed faktem dokonanym.

Może niektórych zaskoczyć ten wpis, bo raczej rzadko krytykuję tą stronę politycznej barykady - aczkolwiek wynika to bardziej z faktu, że - primo robią to prawie wszyscy wokół w otaczającej mnie blogosferze, - sekundo, często wydaje mi się, że krytyka nie dotyka istoty problemu - którym jest brak wśród opozycji ludzi, którzy by ten cały bałagan byli  w stanie ogarnąć. Martwi mnie nie tyle zwycięstwo tych czy owych, ile fakt, że nie przyniesie ono zapewne nic dobrego, nawet jeżeli aktualnie panujący zostaną przelicytowani.   


* Był kiedyś dawno, dawno temu taki skecz z udziałem Gajosa. (w ogóle nie wiem czemu, ale jak pisałem o tej konwencji przypominały mi się różne scenki z kabaretów...)



wtorek, 9 lipca 2019

Westerplatte broni się jeszcze

Na Westerplatte trwa wojna, choć stron w niej jest tyle, że nie wiadomo za bardzo kto z kim - oddać jedynie należy sprawiedliwość Niemcom, bo tym razem nie oni najechali nasze wybrzeże. Bo i Muzeum Gdańskie, pod dowództwem prezydent Dulkiewicz, z przeciwnej Muzeum II Wojny Światowej, wspierane przez stronę rządową. W zasadzie trwa ona już od zeszłego roku, kiedy dyrektor Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej złożył ówczesnemu prezydentowi Gdańska ofertę kupna gruntów na Westerplatte, aby zbudować tam plenerowe muzeum. Prezydent odrzucił tę ofertę, a rada miasta przekazała teren w formie darowizny na rzecz miejskiego Muzeum Gdańska, które miało tam urządzić... plenerowe muzeum. :)
Od razu pojawił się problem koncepcji i kasy za ile i kedy ma to muzeum powstać.
Próba zbudowania muzeum akurat przez Muzeum II Wojny Światowej jest traktowana przez samorząd Gdańska jako "wrogie przejęcie", jakby III Rzesza ponownie wypowiedziała nam wojnę i najechała na Westerplatte (padło dosłownie takie porównanie). :) Tak jakby tereny chciał przejąć wróg - zawłaszczyć, jak to się mówi.
Trochę to dziwne, zważywszy że przez lata nie było tam nawet komu posprzątać - a skoro batalia objęła strony rządowe, samorządowe, Obywateli RP i Bóg wie kogo jeszcze - spór jest polityczny jak ta lala i jakby się głębiej przyjrzeć nie chodzi zapewne o to, by tam stanęło takie czy inne muzeum, a żeby sobie na różnych forach nawsadzać i wzajemnie się pooskarżać. 

W czasach przedwojennych, kiedy jeszcze nikomu się nie śniło, że wraży Schleswig Holstein zacznie ostrzeliwać nasze wybrzeże, krążyło mnóstwo, pamfletów, przestróg, a nawet piosenek o tym, że tak zarządzane "dzieło", się po prostu obali. Obecnie po tych kilku latach względnego i ogólnego uszczęśliwienia z powodu upadku PRLu, czyli tzw. komuny, następuje powolny powrót do przyszłości, w atmosferze kreowania atmosfery strachu - a to przed dyktaturą, a to wrażymi siłami które chcą Polskę pogrążyć, a to mechagodzillą. Wszystko chyba z powodu braku realnego zagrożenia - innego niż powszechne skłócenie każdego z każdym...

Normalnie już wiadomo, że nawet jak muzeum powstanie - wybudowane przez tych albo owych - ktoś będzie pominięty, ktoś się obrazi, ktoś nie zostanie zaproszony by chlasnąć nożyczkami wstęgę i tak dalej i tak dalej... 

środa, 3 lipca 2019

Opluwanie Tischnera

Cenckiewicz napisał na tweeterze na temat ks. Tischnera, w kontekście nowej książki wydanej przez IPN:

"Przykra ta rejestracja ks. Józefa Tischnera w kategorii KO i konsultanta Departamentu IV MSW. Szkoda" "W latach 1980-1983 rozpracowywany przez Wydział IV KW MO w Krakowie, w ramach SOR krypt. +Leo+, 27 lipca 1983 roku zarejestrowany pod nr. 81208 przez Departament IV MSW w kategorii +kandydat+, następnie KO. Od 13 października 1988 r. konsultant. Został wyrejestrowany 30 stycznia 1990 roku"

Murem za księdzem stanęła GW, twierdząc, że "opluto Tischnera, bo nie był z PIS". Generalnie trudno, ażeby był z PIS, skoro umarł na rok przed założeniem tej partii, a wcześniej borykał się z rakiem krtani i od 95 r. nie zajmował się już polityką. Nie wiem też dlaczego wpis Cenckiewicza odebrano jako oplucie - bo napisał że mu przykro? Czyżby fakt że Tischner figuruje w kartotece SB jako konsultant był dla dzienniarzy GW powodem do radości? A może nie należało o tym pisać, bo "nie był z PIS". Przecież są dyspozycji akta księży, TW i itp. którzy sprzyjali tej partii - na pewno wspomnienie o nich w kontekście tej współpracy nie urazi dziennikarzy GW. Nikt nie będzie ubolewał nad takim Jankowskim (TW Delegat), bo już jego się opluć bardziej nie da po aferze pedofilskiej, nie budzą też emocji nazwiska Hejmo, Kaczmarek, czy Wielgus...

Z wpisu Cenckiewicza nie wynika, czy Tischner współpracował, czy był tylko zarejestrowany. Ale co się napluł, to się napluł. Okazuje się że, że IPN uwziął się na ludzi z Solidarności, Cenckiewicz najpierw dobrał się do Wałęsy, teraz do Tischnera, strach pomyśleć jakie papiery ma na inne ikony. :)

I niech mi kto powie, że ks. Isakiewicz-Zaleski miał zły pomysł, twierdząc że kler należało już dawno zlustrować. Zwłaszcza ten zajmujący się czynnie polityką.



poniedziałek, 1 lipca 2019

Paleoastronautyka i popkultura lat 80.

Paleoastronautyka to paranauka zajmująca się przeszłością ziemi, ale w kontekście ingerencji obcych cywilizacji, czyli niedalekie od prawdy będzie stwierdzenie, że bliżej jej do fantastyki niż nauki. Tak się składa, że cieszyła się ogromnym zainteresowaniem w czasach mej wczesnej młodości - wprawdzie nie miałem książek prekursora owych bajecznych i niesamowitych teorii (Deanikena), ale znałem dobrze pozycje jego polskich naśladowców - Lucjana Znicza i Arnolda Mostowicza, sam temat był z pewnością brany pod uwagę całkiem poważnie - co wobec zalewu różnych niezwykłych (mniej lub bardziej prawdziwych) faktów, nie było znów aż takie śmieszne.  

Nawet dzisiaj, biorąc do ręki pozycje Znicza - mam kilka tomów "Gości z Kosmosu", nie sposób zaprzeczyć, że książki te są napisane wyśmienicie. Autor przeprowadza nas ścieżką poprzez dzieje, wskazując na niezwykłe budowle i tajemnicze odkrycia archeologiczne, sugerując, że ich zaawansowanie techniczne, przekraczające nieraz możliwości nawet współczesnego człowieka, może wskazywać na nieziemskie pochodzenie. 
Dowiedziałem się z niej m.in. o istnieniu baterii sprzed 2000 lat, które odnaleziono w roku 1938 w Iraku, albo o przedziwnym lądowisku w Nasca - system ogromnych rysunków, widocznych jedynie z dużej wysokości. Do dziś nie ma nikt pojęcia w jaki sposób i po co te niektóre artefakty powstały. 

Dziś już wiemy, że taki "wtórny analfabetyzm" nie jest rzeczą dziwną i wiedza również ulega zatarciu, bez konieczności mieszania w to obcych cywilizacji. 
W takim twierdzeniu tkwi jednak spory potencjał fantastyczny i zostaje on wykorzystany brawurowo - w postaci naprawdę rewelacyjnego komiksu i to wydanego w czasach siermiężnego PRLu! 

 

Powyżej - po prawej stronie okładka oryginalnej wersji z 1982 r. z wizerunkiem Daenikaena. 

W 1978 roku powstaje przy współpracy z "Sportu i Turystyki" z niemieckim Econ Verlag seria komiksowa, według książki Ericha Von Deanikena - 'Ekspedycja". Za scenariusz bierze się znany już nam Arnold Mostowicz, rysunki tworzy Bogusław Polch (co ciekawe miał rysować Rosiński - który zajął się inną serią traktującą o potomku "bogów" z kosmosu - mianowicie "Thorgalem")
Zbierałem poszczególne jej części i czytałem z wypiekami na twarzy, bo czegóż tam nie było... Powstanie i rozwój rasy ludzkiej odbywa się z pomocą ekspedycji z planety Des pod wodzą charyzmatycznej Ais, która realizuje plan tzw. Wielkiego Mózgu. W trakcie realizacji tego zadania czeka ją walka o planetę z innymi, insektopodobnymi kosmitami, starcie ze zbuntowanym naukowcem - Sathamem (zbieżność imienia z dobrze znanym złym duchem nieprzypadkowa - tak jak imiona poszczególnych członków ekspedycji) i wreszcie zmagania z nieobliczalnością ludzkiej rasy. Ta doprowadza ostatecznie do ingerencji Wielkiego Mózgu, który uznaje eksperyment za porażkę i błąd Ais, która doprowadziła do rozwoju ludzkiej rasy i wykreowania zrębów pierwszych cywilizacji, kierując się fizycznym podobieństwem ssaków naczelnych do jej rasy, zamiast przyspieszyć rozwój istot, które już dysponowały rozwiniętym instynktem do tworzenia zorganizowanych społeczności - czyli... insektów, takich jak mrówki czy pszczoły. :D
Zapada decyzja o unicestwieniu dzieła stworzenia - usytuowanej na Wielkiej Wyspie (Atlantydzie) cywilizacji ludzi - lecz Ais zdążyła już przywiązać się na tyle do rodzaju ludzkiego, że buntuje się przeciwko rozkazom Wielkiego Mózgu (czyli mamy również wykorzystany motyw prometejski) i krzyżuje plany Armagedonu. Ludzie mogą rozwijać się nadal, lecz symulacja Wielkiego Mózgu jest nieomylna - istoty ludzkie przejawiają tendencje autodestruktywne (tak często wykorzystywane przez antagonistę Ais - Stathama) i prezentu w postaci inteligencji nigdy nie powinny otrzymać, gdyż mogą stanowić zagrożenie dla innych światów...


Końcówka serii napotkała na trudność - mianowicie KAW w miało coraz większe problemy, aż wreszcie padło przed wydaniem ostatniego tomu, który ukazał się jedynie w formie klubowej (czyli pirackiej), w nakładzie 100 egzemplarzy zaledwie, osiągając szybko zawrotne sumy na rynku wtórnym.  
Na jego reedycje - w kompletnym, dwutomowym albumie trzeba było czekać 13 lat - w 2003 roku jeszcze studiowałem i jednocześnie podjąłem pracę na parkingu. Za połowę pierwszej, bardzo okrojonej wypłaty kupiłem sobie dwa albumy "Ekspedycji"...