środa, 18 czerwca 2014

Tragedia nad rzeką

Tragedia nad rzeką 2014-06-18
Nad Bzurą, zatopiony zupełnie w przybrzeżnych trzcinach i krzewach stoi samotny i do niedawna zapomniany zupełnie krzyż. Korzystając z ładnej pogody, zabrałem Małasa na spacer, chcąc mu pokazać tą pamiątkę tragedii sprzed 80 lat, którą symbolizuje kamień z owym metalowym krzyżem.
Jeszcze parę lat temu nie trafiłbym tam... krzyż przewrócił się pod naporem lat, a kamień zatonął zupełnie w trawie i krzewach. Niemniej jednak w 2009 roku przypomniano sobie o tym miejscu, utwardzono teren wokół krzyża i odrestaurowano samą jego konstrukcję. Stał się ponownie widoczny z przecinającej tuż obok rzekę kładki.
Schodzimy z młodym na brzeg, idziemy kawałeczek wąską ścieżyną wzdłuż rzeki. Krzyż widzę, ale dostępu do niego broni ściana trawy. Biorę małego na barana. Chłopię 6 lat prawie zachwycone niesamowiecie, że jeszcze ojcu na plecy włazi.
Stoi krzyż, stoją znicze... i puszki oraz butelki po libacji. Niektórzy niczego nie potrafią uszanować. Robimy jako taki porządek, Małas bardzo ochoczo mi pomaga i wracam do wydarzenia z 1936 roku...





















Był upalny dzień 30 czerwca. Idealny na wycieczkę kajakiem, na którą wybrali się nauczyciel z miejskiego gimnazjum Wacław Nowakowski i ksiądz prefekt Franciszek Cudny. Rzeka wtedy była czyściutka, a idealnym relaksem i popularną rozrywką dla młodych ludzi był spływ kajakiem z pobliskiej przystani. Nasi kajakarze zdążyli dopłynąć w rejony młyna Kulisiewiczów, kiedy nagle nauczyciel wypadł z kajaka i zaczął tonąć. Ksiądz bez namysłu skoczył mu na ratunek, ale niestety, rzeka okazała się tego dnia wyjątkowo okrutna i pochłonęła obydwu... Gdy wyłowiono nieszczęśników, na ratunek było już za późno.

Tragedia przygnębiła społeczność Sochaczewa. Obaj byli lubianymi, młodymi ludźmi. O śmierci księdza Cudnego powstał nawet poemat, autorstwa Wacława Zielińskiego, rozdawany na ulotce w drugą rocznicę tragedii przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej. Pochowano go w rodzinnym Mińsku Mazowieckim, a mieszkańcy Sochaczewa postawili ku jego czci krzyż na rzeką, w miejscu gdzie oddał życie ratując bliźniego.
Wacława Nowakowskiego pochowano na lokalnym cmentarzu. Był samotnym człowiekiem, nie zdążył jeszcze założyć rodziny, która zadbałaby o jego grób, więc nawet nie wiadomo gdzie go szukać. Może to i lepiej, skoro taki los był mu pisany?

Zdjęcie obok przedstawia bohaterskiego księdza, Franciszka Cudnego.


Taką historię w skrócie opowiedziałem synkowi. Z rzeką nie ma żartów, zdaje się być spokojna i łagodna, ale nie znosi monotonii. Tam gdzie jeszcze niedawno były płycizny, dziś może być już głębia. Ni z tego ni z owego mogą pojawić się wiry i prądy, będące w stanie wciągnąć pod wodę nawet wytrawnego pływaka...

Młodzież odwiedza grób profesora Nowakowskiego 1 listopada 1936 r.
Pierwsza dziewczyna od prawej to moja Babcia Ala.

W miejscu gdzie zginął ksiądz i nauczyciel
Stanął krzyż skromny, a na nim Zbawiciel
Wszystkich ostrzega zda się temi słowy
Na wieczność zawsze bądź człeku gotowy (..)
(Wacław Zieliński)



Małas pomaga w uprzątaniu śmieci.

W drodze do domu Małas mnie zaskoczył.
- Wiesz Tato, muszę ci narysować laurkę.
- A z jakiej to okazji?
- Bo mi tak wszystko pokazujesz i tłumaczysz... będę mógł potem wszystko powtórzyć swojemu synkowi.
Czyż można usłyszeć coś przyjemniejszego i bardziej nobilitujacego?

Mnie całą historię opowiedziała Babcia. Znała obydwu jej bohaterów, z sochaczewskiego gimnazjum, profesor Nowakowski uczył jej chemii. Cześć faktów doczytałem z artykułu w Internecie, który ukazał się w rocznicę tego wydarzenia. Zdjęcie zrobione na cmentarzu pochodzi z moich zbiorów, zdjęcie księdza ze strony Sochaczewianin.pl, w źródłach link do artykułu.


Źródła: Artykuł na stronie Sochaczewianin.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz