czwartek, 18 września 2014

Wilczy Szaniec cz 2

2014-09-18
Oczywiście mógłbym dysponując mapką, przewodnikiem po bunkrach i porobionymi przez nas zdjęciami odbyć podróż krok po kroku, opisując gdzie co było i kto tam siedział. Ale że nie są to jakoś urozmaicone obiekty, wydaje mi się że tak dokładna retrospekcja byłaby po prostu nudna. Kompleks robi wrażenie, (albo i nie robi, zależy co kto lubi) podczas zwiedzania, zdjęcia nie oddają chyba ogromu zniszczenia i rozmiarów tych zabudowań. Żeby rozpirzyć takie molochy, użyto do kilkunastu nawet ton ładunków wybuchowych na jeden bunkier. Na ogół wyglądało to tak, że jedna ściana wypychana była siłą eksplozji, rozlatując się na kawały i siejąc wokół bryłami betonu, a w jej miejsce walił się częściowo strop. I tak idąc do pierwszego bunkra, tzw Gästebunker, czyli gościnnego, widzimy niemal cały front, tak jakby stał nienaruszony. Dopiero zaglądając z tyłu, widać, że to tylko sterta potłuczonego żelbetu. I tak wygląda większość zabudowań szańca. Gdzieniegdzie z tego rumowiska da się wyłowić jakieś szczegóły. Niektóre fragmenty pozwalają na wejście do środka, ale bez latarki nie ma to sensu, można co najwyżej powybijać sobie zęby, a i tak kończy się dojściem do jakiegoś zwaliska. Tak wyglądają bunkry ciężkiego typu, w wysadzanie zabudowań ceglanych, garaży, domów mieszkalnych itp. Niemcy się nie bawili. Z tymi uporał się czas, demontując je równie skutecznie to trotyl. Straszą pustymi oczodołami okien i kłami nacieków zwisającymi z sufitu budynki służb stenograficznych i dowódcy służb bezpieczeństwa, tuż obok bunkra gościnnego. Zresztą bryły tego ostatniego doleciały tutaj, kiereszując je dotkliwie. Plączemy się tu mieszając z jakąś niemiecką rodziną, atakują nas jakieś nazistowskie komary. Rozplaszczam jednego na ręku, tworząc niewielką krwawą plamę, na co drobna Niemka nawet wzdycha ze współczuciem, mam nadzieję że nie nad owadem dojącym słowiańską krew…



Bunkier Gościnny z przodu...


I z tyłu


Murowane budynki wyglądają w większości tak jak na zdjęciu. To akurat pomieszczenie stenotypistów

Ze względu na zabagniony teren i wysoki poziom wód gruntowych zrezygnowano z rycia pod ziemią, w czym Niemcy się lubowali. Ale zbliżamy się do wzniesienia na którym stał bunkier sekretarza Adolfa, Martina Bormanna i przed nim znajduje się jedyny podziemny magazyn żywności. Widać tylko zakratowane schodki prowadzące pod ziemię.
Pod przechyloną ścianę bunkra Bormanna, ktoś nawkładał gałęzi i patyków, które udają podpory. Istotnie wygląda to, jakby się zaraz miało przewalić i chyba każdy robi sobie tu podobne zdjęcie udając Atlasa.


Przechylona ściana bunkra Bormanna (rym niezamierzony)

Ponieważ Bormann zawsze trzymał się blisko wodza, nie trzeba daleko szukać bunkra Hitlera. Schron Adolfa jest wielki i zachował się cały front, popękany jednak w kilku miejscach. Prawdziwa Piramida Hitleropsa, jak ją nazwał Rafał. Oprócz grubych ścian był chroniony stanowiskami dział przeciwlotniczych i gniazdami karabinów maszynowych, obok niego znajdował się mniejszy ochrony przeciwlotniczej. Eksplozja wywaliła jego wieżyczkę na bok, a kilkutonowe bloki z jego konstrukcji zwaliły się do sąsiadującego z nim basenu przeciwpożarowego. Zachodząc gniazdo Wilka od tyłu widzimy tylko rumowisko porośnięte drzewami, niczym w jakichś Górach Świętokrzyskich. O nienaturalności całego miejsca świadczą tylko jeżące się zewsząd stalowe pręty i stalowe tregle. Prawdziwa orgia zniszczenia oszalałych gigantów.


Bunkier Hitlera.


I nasza gromadka
























Ściany się rozstąpiły pokazując swoje stalowe wnętrzności... Resztę czas przykrył zielenią.

Wywalona wieżyczka bunra przeciwlotniczego

Sąsiadem Hitlera z drugiej strony był Hermann Goering. Łaziliśmy wewnątrz jego bunkra, natrafiłem nawet na pomięte jak papier stalowe drzwi wciśnięte między betonowe złogi. Goering miał tu niedaleko do dyspozycji luksusowy domek, w którym poprawiał sobie przed kominkiem humor whiskaczem i maryśką. Ale i tak nienawidził tego miejsca i pryskał kiedy tylko mógł na polowanie do Krępkowic na Kaszubach. Dziś jego dom w Szańcu to ruina, jednakowoż widać w nim pozostałości terakoty i kominka.
























Tam gdzie da się wejść podziwiać możemy tylko gruzy.


Hołd dla całkowitej destrukcji

Siedlisko marszałka rzeszy i zarazem głównego łowczego (sam sobie wymyślił ten tytuł dla siebie), to najdalej wysunięte punkty Szańca na trasie naszej wycieczki. Zatoczywszy koło wokół bunkra wracamy do wyjścia. Po drodze mijamy głównie raczej dobrze zachowane budynki ceglane, kasyno, garaże, kotłownię, ba, nawet kino mieli. W jednym z tych pomieszczeń jest strzelnica i jakiś sklepik z pamiątkami, ale było tam dość drogo i zresztą nic ciekawego. Ostatnim punktem zwiedzania jest bunkier łączności, przez który można przejść na wylot…

Halt!

Na pożegnanie kupujemy w automacie pamiątkową monetę – medal i ruszamy dalej w drogę. Przed nami Mazurolandia, park miniatur i atrakcji dla dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz