środa, 11 marca 2015

Rzeczy przyjemne

Do rzeczy przyjemnych z rana należał przytulas jakim obdarzył mnie syn po przebudzeniu. Stwierdził, że chcę przytulić tatę, bo normalnie jak wstaje już go nie ma. Dziś wyjątkowo pobudka Małasa odbyła się wcześniej, bo wyruszał ze swoją grupą na wycieczkę do Płocka i jeszcze nie wyszedłem do pracy. Zastanawiamy się czasem, czy w innych rodzinach też tak się wszyscy przytulają...
Ale z innej beczki.
Idę miastem z takim Małasem, widzę jak działają na niego miliony bodźców, słucham też opowiadań Babci z dzieciństwa i zastanawiam się nad swoją pamięcią o wczesnym dzieciństwie. Generalnie dochodzę do wniosku, że moje wspomnienia z czasów najmłodszych są dla mnie jakieś niewyraźne i dziurawe. Może wrócą na starość? Smaki...zapachy... widoki...hmm, co z tego zostało? Starałem się dziś przywołać jakieś wspomnienie. Ha, mam!
Sklep z "potworami" na warszawskiej starówce. Spacerowaliśmy tam z mamą i ojczymem. Na jedenej z witryn dojrzałem coś, czego nie widziałem nigdzie indziej - całą gromadę pluszowych stworów, które nie były ani misiami, ani laleczkami, a najbardziej kojarzyły się z muppetami, które wtedy lubiłem ogladać. Jako małe dziecko, nie rozumiałem połowy gagów z programu, ale oglądałem twardo. Stałem przed wystawą i gapiłem się jak sroka w gnat, była chyba niedziela i było zamknięte. Nie umiem dziś odtworzyć wyglądu tych zabawek oprócz dwóch... - niebieskiego z długim nosem i stwora na dwóch łapach, z wyłupiastymi oczkami jak piłeczki tenisowe oraz z czułkami. Tego ostatniego pamiętam, bo mi go później kupiono.
W ogóle ta Warszawa to było jakieś Eldorado. Niektórzy może pamiętają Składnicę Harcerską na Marszałkowskiej. Ja pamiętam z racji ogromnej makiety kolejki PIKO na wystawie. Miała dobre kilka metrów długości, były tam góry lasy, miasteczka... szał. Ja miałem małą makietę, zrobił ją mój ojciec, wyklejając łąki z "mechatego" zielonego papieru. Był tam dworzec stacji "Miłosna", budka zawiadowcy ze szlabanem, były szosy z szarego papieru ściernego "gładzika" (głowy nie dam, czy nie wyklejała tego mama). Potem przerobił ją ojczym, obijając zielonym płótnem i dorabiając z tekturowego pudła tunel. Kolejka jest, tylko nie wiem czy działa. Makieta była chowana za piec i zniszczyła się w końcu, połamały się drzewka, zapadł tekturowy dach dworca...
Może już wtedy należało prowadzić jakiś pamiętnik? Małas prowadzi. Lub prowadził, bo nie wiem, kiedy wykonał ostatni wpis. Dziś ze swojego wyczytałbym pewnie wiele ciekawych rzeczy, których absolutnie nie pamiętam. Może on też kiedyś zapomni że chciał się rano przytulać do taty. Na pewno. Tyle z życia radości, ile pamięci o tym co miłe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz