piątek, 24 kwietnia 2015

O imionach dziwacznych i na pozór dziwacznych

Choć kwestia nadawania dzieciom wyróżniających i obcobrzmiących imion frapowała mnie od dawna, to Nikoletta i Nikola (Nie wiem, co leżało w beciku, bo Nicola to imię męskie na zachodzie, pochodne od greckiego Nicholas, ale czy rodzice mają o tym pojęcie?), usłyszane podczas ceremonii chrztów przelała czarę goryczy i postanowilem się sprawie przyjrzeć bliżej. I to nawet na czasie, bo akurat 1 marca zmieniły się zasady nadawania dzieciom imion, zliberyzowano ustawę i od tej pory rodzice będą mogli się dowartościować nadając dziecku egzotycznie brzmiące miano. Czy to dobrze? Cóż, wszystko zależy od zdrowego rozsądku, bo zbytnia fantazja może być traumą na całe życie dla pechowego dziecka.
Z początku myślałem, że trend zainicjowali niezbyt rozgarnięci celebryci, którzy uwierzyli w swą wyjątkowość na fali chwilowego zainteresowania i postanowili ją podkreślić, nadając swojemu potomstwu równie wyjątkowe miana. No bo któż w Polsce słysząc imię Etiennette nie skojarzy jeszcze i dziś słynnego przed paroma laty piosenkarza? Dlaczego dziecko fryzjerki, czy magazyniera ma być gorsze? Choć pewnie stwierdzenie jest sporym uproszczeniem, zauważyłem prawidłowość, że im prostsi ludzie, tym bardziej udziwnione imię. Aż do przesady, bo na siłę spolszczone imiona Dżulia, albo Dżastin, wręcz chrzęszczą w uszach i w ustach. Nie pachną też nowością, w zasadzie funkcjonowały, bez tego sztucznego "zhamerykanizowania" już wcześniej, jako Julia i Justynian lub Justyn - imiona o genezie bodajrze włoskiej. Wśród ludzi wykształconych także panuje wprawdzie trend nadawania imion niespotykanych, ale sięgają oni raczej do tradycji staropolskiej, odkrywając na nowo Zosie, lub Jerzych, czy nawet Gniewoszy i Dobromiły. Moda jednak, jak to moda, także na imiona zmienia się cały czas, a do celebrytów (nie wszystkich!) można mieć jedynie pretensje, że pokierowali ją na takie tory a nie inne.
Nie tylko względy modowe decydują o doborze imienia. Na szczęście w nowej ustawie nie znalazło przyzwolenia nadawanie imion bezosobowych, które nie określają płci dziecka, co szło by w parze z ideologią gender.
Moda modą, ideologia ideologią, najłatwiej się je ocenia i analizuje przez pryzmat czasow w jakich żyjemy, ale przecież zmieniać się musiały i wcześniej. Weźmy lata 80. Panie oszalały wtedy na punkcie imienia Isaura, fascynując się losami pięknej niewolnicy z brazylijskiego serialu. Nie wiem czy kogoś udało się tak nazwać, bo imienia nie ma w kalendarzu, ale próby były. Udało się wtedy natomiast przepchnąć inne imię na fali zmian ustrojowych. Solidariusz. Pierwszy Solidariusz został ochrzczony w roku 1985, a jakby ktoś chciał składać mu życzenia imieninowe to 31 sierpnia jest odpowiednią datą. Powyższe przykłady brzmią jak ciekawostki, ale w tamtych latach pojawiły się też imiona, które dziś już zdążyły przylgnąć i spowszechnieć - np. Klaudia, Martyna, czy Robert. Dwa pierwsze wywodzą się z czasów rzymskich, ostatnie jest germańskie.
My natomiast cofniemy się dalej, ale do czasów przedwojennych póki co. Mój dziadek nazywał się Bolesław. I nie było w tym nic dziwnego, tak jak w Klemensie, Teodorze, Felicji, Władysławie - bo takie imiona przewijają się w albumie rodzinnym, wśród moich przodków i ich znajomych narodzonych przed wojną. Odeszły do lamusa, a dziś prędzej mamusie i tatusiowie zdecydują się na Nicolettę, niż na Pelagię, choć na dobrą sprawę obydwa imiona mogą uchodzić za kuriozalne. O ile nie ma żadnego powodu, dla którego Bolek czy Klimek stał się nagle obciachowy, niektóre miana zgasły przez ich niesławnych nosicieli, jak chociażby popularny przed wojną Adolf (ciekawe czemu nie stało się podobnie z Józefem...). To po prostu przykład na to, nazewnictwo zmieniało się i dawniej, a motorem zmian było być może to, że do buzi dziecka, nie pasowało imię kojarzone z epoką babci lub dziadka. Skąd taka teoria? Cóż, nie wiem jak w innych rodzinach, ale w mojej ukuło się powiedzonko "imię starego chłopa, vel baby". - To jak chcą ochrzcić dziecko? - Klementyna. - Eee, to imię starej baby... Konia z rzędem temu, kto powie jednak według jakiego wzorca uznaje się niektóre imiona za starodawne, a niektóre nie. Czemu losu Klemensów i Florentyn nie podzielił np. Andrzej, lub Agnieszka. Nie mniej jednak, wyjaśniłoby się czemu stają się ponownie popularne dawne imiona przodków, którzy przenieśli się już w zaświaty i raczej się w pamięci młodych rodziców już się nie kojarzą z twarzami osób starszych. A jeszcze wcześniej? No cóż, znamy Mieszka, Siemowita, Bolesława, Leszka - bo są to imiona historyczne. I choć Mieszko, czy Siemowit nie był od dawna zjawiskiem częstym, to zdarza się współcześnie, sam osobiście znam jednego Mieszka. Jest to imię na wskroś słowiańskie i popularne, ale gdy zajrzymy do "Słownika staropolskich nazw osobowych" Witolda Taszyckiego, dowiemy się że masa innych, nie spopularyzowanych przez historię powszechną przepadła w odmętach przeszłości i brzmi dziś obco i egzotycznie.
A jest z czego wybierać. Żyli sobie więc kiedyś Borzywoj, Dobrowit, Modliboga, Biedziesława, czy Bolemira. Nadanie imienia dziecku było dobrym życzeniem na początek drogi życiowej. Borzywoj miał być krzepkim wojownikiem (borz - walka, woj - wojownik) Dobrowit miał być dobrym panem (wit - władca) Modliboga miała być pobożna, Biedziesława zdobyć poważanie (biedzić - staropol. starać się) Bolemira wieść spokojne życie (Bole - więcej, mir - pokój). Ale uwaga - Kazimierz (Kazimir) oznaczał burzącego pokój (od kazić, czyli psuć). To tylko część z kilku setek imion, które występowały na naszych terenach w dawnych czasach. Dlaczego zniknęły? Zauważmy, że w czasach Mieszka, Gniewka, Siemowita, Dobromira itp. nie było np. Marii, Piotrów, Pawłów, bo te imiona przyszyły z zachodu wraz z chrystianizjcją, tak jak dziś Dżulie, Allany i Dżastiny pchają się z kulturą masową. Wraz z nową wiarą, zmieniła się mentalność i być może nasi przodkowie nie chcieli już nosić pogańskich imion. Lepiej zachowały się te, które nosili królowie i możnowładcy, bo któż by ośmielał się im wmawiać, że ich miana są niemodne?
Cóż, pora na konluzję. Nie imię stanowi o charakterze człowieka, ale zachowajcie ludziska umiar w ucudaczneniach. No chyba, że już jesteście dorośli, wtedy nic nikomu do tego, jeżeli np. niczym niejaki Marin Lewidzew, zechcecie się nazywać Manchester. Manchester United.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz