wtorek, 21 kwietnia 2015

Z kroniki rodzinnej - przygoda na kolei

Działo się to tuż przed wielkanocą, w latach 40. Ala jechała do krewnych w Wieliszewie. Mieszkala tam jej ciotka, Koczarowa (imię się nam chwilowo zgubiło, ale pewnie się znajdzie), siostra ojca. W tych ciężkich czasach okupacji niemieckiej, brakowało pożywienia i zdarzało się, ze Lilka kursowała pociągami albo z jedzeniem, albo po jedzenie do rodziny, w zależności gdzie było lepsze zaopatrzenie. Tym razem to ona ruszyła do ciotki z wiktuałami. Miała spirytus, masło, jakąś wędlinę, wszystko zapchane do pokaźnej walizy.
Trasa do Wieliszewa biegła, z dworca praskiego w Warszawie do Modlina, z tym, że ten ostatni leżał już w granicy Rzeszy, a nie Guberni. Wpierw trzeba było dojechać do Warszawy, następnie przesiąść się do pociągu na Modlin i wysiąść gdzieś po drodze. To po drodze się trochę skomplikowało, bo Lilka w panującym w pociągu tłoku przejechała stacje. Na dworcu gdzie wysiadła wisiały już niemieckie napisy, toteż zorienowała się że trafiła do Rzeszy. Znalazła się wtedy w Nowym Dworze Mazowieckim, wchodzącym w skład tzw. Rejencji Mazowieckiej.
Sytuacja nie była wesoła. W Rzeszy były lepsze warunki niż w Guberni, szmuglowano więc stamtąd co się dało. Kwitnący na granicy przemyt, był jednak surowo karany przez Niemców, można było trafić do obozu, albo nawet postradać życie. Co robić? Wyrzucić walizkę? Ruszyć pieszo wzdłuż torów? Dworzec opustoszał, a Lilka nie mając gdzie iść, siadła i zaczęła rozmyślać. Jakoż za chwilę przyplątał się kolejarz, Polak i zaczął wypytywać ją, skąd się tu wzięła. Posłuchał, podrapał się po głowie i rzekł.
- Ciężka sprawa. Muszę powiadomić naczelnika* stacji. Akurat ten co dziś jest to kawał drania. Katuje ludzi. Nie sądzę, żeby panience uszło to na sucho.
Jakoż za chwilę przyszedł niemiecki oficer, z plecionym, skórzanym pejczem w ręku, po czym zastygł przed Lilką w posągowym, wyniosłym rozkroku i postukując wspomnianym pejczem o oficerki i spytał:
- Was macht du hier?
Łamaną niemczyzną Lilka wyjaśniła, jak jadąc do rodziny, przegapiła stacje i wysiadła tutaj.
- No. To teraz trzeba wracać.
Lilce trochę spadł kamień z serca. Skoro mówi o powrocie, to chyba nie jest źle. Tylko jak wracać i skąd wziąć niemieckie marki na bilet? Nie myśląc nad tym, że być może przeciąga strunę, coś bąknęła o braku niemieckich pieniędzy. Niemiec spojrzał na nią przeciągle, sięgnął do kieszeni i wyjął jakieś drobne. Kolejarz wybałuszył oczy na ten widok. Czyżby Hansa świąteczne nawrócenie naszło?
Rodzina, do której w końcu Lilka trafiła uznała całą historię za bujdę. Sama Lilka stwierdziła, że pomimo faktu iż Niemcy dopuszczali się wielu odrażających uczynków i nie ma powodu by ich wybielać, nigdy personalnie nic jej nie zrobili. Co więcej, miała nawet adoratora Niemca, który łaził za nią jak cień, gdy szła do prowizorycznej kaplicy na różaniec. Kaplica znajdowła się na ulicy 1 maja, w budynku gdzie dziś jest bank. Kościół został całkowicie zniszczony, choć niemal dopiero co podniósł się z ruiny po I wojnie, a Niemcy nie zgodzili się na odbudowę. Msze odbywały się w budynku, w którym przed wybuchem wojny mieściło się coś w rodzaju klubu z pokaźnych rozmiarów salą balową, na której bawiło się okoliczne ziemiaństwo. Wtenczas nikomu w głowie balowanie nie było i codziennie o 18 był odmawiany tu różaniec. Później była już godzina policyjna i zakaz chodzenia po ulicy. Niemiec czekał przy wejściu do domu na Staszica, ale Lilka nie chciała, żeby z nią szedł, bo się wstydziła, co też mu zakomunikowała. Toteż szedł kilkanaście kroków za nią i  wten sposób odprowadzał ją do kaplicy. Spytała się w końcu kiedyś, czego od niej chce. Coś zaczął wtedy mówić o rasie nordyckiej i germańskiej urodzie Alicji, ale ona w ogóle nie mogła wtedy pojąć, o jaką "rasę" mu chodzi, domyśliła się jedynie, że stała się obiektem westchnień żołnierza.
Jako osoba w podeszłym wieku twierdzi, że nie chce wybielać Niemców, było w Sochaczewie wiele kanalii, a mieszkańcy zaznali od nich wielu prześladowań i w zasadzie to, że udało jej się przetrwać okupację bez szkody z ich strony nie jest zasługą dobroci Niemców, tylko tego, że się dużo modliła o bezpieczeństwo swoje i rodziny.

* też by trzeba ustalić jakie Niemcy mieli struktury organizacyjne na kolei.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz