sobota, 8 sierpnia 2015

Upalny tydzień

Na początku zapraszam wszystkich na przeczytanie i obejrzenie sprawozadania z Pikniku Historycznego, który odbył się w Sochaczewie 19 lipca. Obsuwę mam straszną znowu, ale pisać na siłę mi się nie chce, a zamieszczanie takich sprawozdań na Interii to koszmar. Ale dość biadolenia, wpis na blogspocie możecie przeczytać klikając w plakat.



A tak na pikniku prezentowali się Małas i moja żonka:


1 sierpnia w sobotę Sochaczewianie uczcili godzinę W, czyli wybuch powstania. Nie mogło nas tam zabraknąć. Małas zbulwersował mnie stwierdzeniem, że się nudzi, po czym zaczął stroić jakieś miny, więc spytałem spokojnie, czy chce iść do domu. Chciał, więc wziąłem go za rękę i zaprowadziłem. Z jednej strony było mi przykro, z drugiej strony przecież to 7-latek, a z początku nic ciekawego się nie działo, oprócz wkroczenia pocztu sztandarowego.
Na placu Kościuszki odbyła się krótka inscenizacja wymarszu oddziału AK Skoworonek na pomoc walczącej Warszawie.


Z innych istotniejszych, ale rodzinnych już wydarzeń to oczywiście urodziny Małasa. Wyprawiliśmy mu małe przyjęcie w niedzilę, na którym wyniknęło nam nam niemal więcej gości niż miejsc. Przyjechał mój brat z Olsztyna i stryjeczna siostra z dalekiego Leeds w Anglii. Przyjechała ze swoją 8 letnią córką Ewą - rozkosznym małym diabełkiem, którego zaraz wszędzie zrobiło się pełno. Popadaliśmy po tych urodzinach jak renifery...
Od poniedziałku temperatura drastycznie wzrasta. Nie chce się wychodzić na spacer, zresztą w takim upale nie jest to ani przyjemne, ani bezpieczne. Kotoja dopadła poza tym rwa kulszowa. Ja pogrążony jestem w pisaniu artykułów do gazety i przygotowaniem wystawy na Święto Bzury pod koniec sierpnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz