poniedziałek, 10 sierpnia 2015

W Pilawie

W weekend pojechaliśmy do Pilawy, gdzie mieszka rodzina Kotoja, dwie siostry ojca - Regina i Grażyna z rodzinami. Zatrzymaliśmy się u Cioci Reginy, zamieszkałej w dość dużym jednorodzinnym domu. W zasadzie dwurodzinnym, bo brat cioteczny Sylwii, Wojtek jest najwyraźniej zwolennikiem posiadania sporej rodziny, bo po domu biega czworo, a w zasadzie troje, bo najmłodsze jeszcze nie chodzi, rodzeństwa. Najstarsza jest Agatka, szczupłe dziewczę, o zachowaniu niezwykle kokieteryjnym w stosunku do rodziny. Dziewczynka ma lat bodajże 9, a ubawiłem się nieźle będąc świadkiem zabawnej pantomimy, połączonej z baletem, wykonanej wokół dziadka - Wuja Zygmunta. Taneczne kroki zostały opłacone symboliczną złotówka, którą dziewczynka schowała do różowej portmonetki, noszonej cały czas ze sobą, zapewne na wszelki wypadek. Antoś, jest pięć miesięcy młodszy od naszego Małasa, toteż on stał się towarzyszem jego zabaw i... kłótni. Niestety nasz syn dał pokaz przy tym wyjątkowo niemiłego zachowania. Sam Antoni jest kędzierzawym gadułą, o wyglądzie psotnika, natomiast albo wygląd jest mylny, albo umie się sprzedać dobrze, bo podczas naszego pobytu był raczej grzeczny. Janek ma lat cztery i wszędzie go pełno, a najbardziej by chciał uczestniczyć w zabawie ze starszymi chłopcami. Niestety oni nie bardzo chcieli. Szymonek jest jeszcze pocieszną małą kluchą, spędzającą większość czasu na ramionach rodziców. Główka jednak chodziła na wszystkie strony, co wokół się dzieje. Rzadko widuje się tak pogodne dziecko, w ciągu naszego pobytu nie widziałem go plączącego (słyszałem i owszem, prawdopodobnie nie podobało mu się usypianie) natomiast dał się poznać jako niestrudzony obserwator i eksplorer podłóg na czworaka. Zdecydowany faworyt Kotoja, zapewnie przez zachowaną jeszcze "bobasowatość". Starsza siostra używa wobec niego przydomku "Tyci", zaś Janek zdaje się być nieco zazdrosny, gdyż przestał się cieszyć względami najmłodszego w rodzinie.
Fajnie mieć taką rodzinę... Ale też i warunki ku temu są dobre, bo dom spory. Pokoje jak dla mnie niemal za bardzo uporządkowane, sprawiały wrażenie sal muzealnych i to nie ze względu na ilość eksponatów, tylko charakterystyczną "sterylność". Zero bałaganu i przypadkowych rzeczy. Inaczej niż u nas. Podobnie zresztą jest u drugiej Ciotki, Grażyny, do której też wpadliśmy na moment, będąc pod wieczór na cmentarzu u dziadków Sylwii.
Wracaliśmy w niedzielę rano. Do Warszawy wlecze się pociąg niemożebnie, co chwila zatrzymując na stacjach i stacyjkach. Upał się wzmaga...

Dworzec w Pilawie


 
Harce na podwórku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz