czwartek, 8 października 2015

Jedno z miejsc opuszczonych...

06.10.2015 
Na dojazd do Matyldowa i powrót do Sochaczewa mieliśmy tego dnia 3 godziny. Aż nadto, jeśli pominąć ceremonię robienia zdjęć wszystkim przydrożnym ciekawostkom. Wyjazd zaczął się niefortunnie, jakieś krzaki wkręciły mi się w koło, luzując szprychy i jechałem na lekkiej ósemce.
 Wjeżdżając do Matyldowa trafiamy na feralny zakręt. Obfituje on nie tylko w wypadki, ale też krążą o nim pogłoski, że silniki samochodów gasną w tym miejscu i nie chcą zapalić. Obok szosy, pod przydrożną wierzbą krzyż niewielki, drewniany luzem położony świadczy prawdopodobnie o jakiejś tragedii.
Celem wyprawy był cmentarz ewangelicki, pozostałość po Olendrach. Co można powiedzieć o samym Matyldowie? Cóż, mogę powtórzyć to, co odkrył Marcin Prengowski, autor książki "Olendrzy w Powiecie Sochaczewskim". Zabłoccy założyli Matyldów, sprowadzając tu kolonistów luterańskich. Wieś nazwano na cześć żony Cypriana Zabłockiego, Matyldy de Proft. Działo się to w roku 1827, a siłą rzeczy przybysze musieli mieć także swój cmentarz, który datuje się gdzieś na połowę XIX wieku. Po wskazowkach uzyskanych od pani napotkanej na posesji, trafiliśmy w końcu do niego, skrytego w gęstwie krzewów....

Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie
Przed nadgrobowym pochowane słońcem,
Jakby mi chciały nakazać milczenie:
Sykają. — Strasznym jest Rapsodu końcem:
Owe sykanie co się w grobach słyszy —
Jest objawieniem — jest i pieśnią ciszy.
(J. Słowacki)

Z trudem znaleźliśmy jakąś lukę między krzewami, by wejść do środka. Nic ponad pieśń ciszy nie docierało tam do nas... Wśród zapomnianych i potrzaskanych mogił, zatopionych w gęstwinach, szukaliśmy grobu ocalałego, który dałby jakieś świadectwo o pochowanych tu ludziach. Nic tylko ułomki kamieni z fragmentami niemieckich słów. Nagle, przedzierając się przez chaszcze, odwróciwszy się już z rezygnacją, stanąłem wobec krzyża żeliwnego, kutego, który jako jedyny ostał się cały wśród resztek pomników. Jakim cudem go minąłem? August Krentz, zmarły w 1908 spoczywa w jedynej ocalałej mogile cmentarza, którego granice wyznaczają jednynie drzewa wyrastające ponad gęste krzewy. Obok ułomek metalowy przy samej ziemi świadczy o istnieniu drugiego, bliźniaczego krzyża, który stanowiąc zapewne wartość materialną, wywędrował w świat...
Stary Matyldów leży po południowej stronie drogi i gdzieniegdzie zachowało się trochę charakterystycznego budownictwa. To najstarsze odchodzi już niestety w szybkim tempie w niebyt. Np. okazałą chatę z glinianych cegieł, którą sfotografowałem kilkanaście lat temu można zobaczyć już tylko na zdjęciu, nie wytrzymała naporu lat i opuszczenia. Z końca lat 30 pochodzą dwie obory, murowane, solidne, na których widnieje tabliczka z datą i inicjałami A.W.  Nawet komórka jakaś niewielka przterwała do czasów dzisiejszych. W latach czterdziestych wysiedlono stąd ludność, która to wszystko pobudowała. Niemiecka mowa wtedy była bardziej kłująca w uszy, niż kiedykolwiek. Czy słusznie? Jak mieszkańcy Matyldowa zachowywali się w czasie okupacji? Różne są przekazy. Niektórzy z pewnością z sentymentem witali rodaków i powpisywali się na folkslisty. 
Wracamy z wycieczki pod wiatr. Być może ten krótki wypad to już ostatnia wycieczka w 2015 roku...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz