czwartek, 31 marca 2016

Adelaide Springett w najlepszym ubraniu


Stare zdjęcia są fascynujące. Nowe można stylizować, ograniczyć kolory a i tak nie zatrzymają tego, co zdjęcia stare, co utrzymuje mnie w przekonaniu, że fotografowani ludzie byli inni, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Nie bez znaczenie pewnie zostaje technika robienia zdjęcia, ale tą bym jednak umieścił na dalszym planie. Fascynuje mnie to, bo fotografie są niemalże dosłownym spojrzeniem w przeszłość, a zdjęcia dzieci zawierają dodatkowo to nieuchwytne "coś". Zastanawiałem się dlaczego i doszedłem do wniosku, że chyba dlatego, że dzieci nie umieją nosić masek. Człowiek dorosły przywdziewa taką do kontaktów z innymi, a z pewnością do fotografii. Dziecko, nawet jak pozuje, zdradza w jakiś sposób miną swoje wnętrze.




Zdjęcie zrobił brytyjski fotograf, Horace Warner w 1901 roku. Tematem jego zainteresowań była głównie londyńska biedota, a to zdjęcie zrobiło na mnie szczególne wrażenie, gdyż z twarzy, a nawet rzekłbym całej postaci tego dziecka emanują wszystkie te nieznane nam doznania - strach, niepewność jutra, brak nadziei.

Oczywiście na tym można poprzestać, na wizerunku ubogiej dziewczynki, która do zdjęcia ubrała się lepiej niż zwykle, ale poszukując informacji o autorze zdjęć trafiłem na forum genealogiczne www.rootschat.com i temat pod tytułem "Can Anyone trace Adelaide Springett?" (Czy ktoś może wytropić Adelaide Springett). Użytkownicy wytropili ją, korzystając z baz genealogicznych i innych udostępnionych zasobów, dopełniając dzieła identyfikacji dziewczynki o smutnym spojrzeniu.

Adelajda urodziła się w 1893 roku, w Wapping, londyńskiej dzielnicy doków. Rodzice byli sprzedawcami ulicznymi. Dwie starsze siostry bliźniaczki, zmarły przy porodzie w 1891. Były wcześniakami, powodem zgonu miała być niewydolność płuc. Kolejna siostra, Susannah zmarła w londyńskim szpitalu na bronchit w tym samym roku w wieku lat 3. Jedyny oprócz niej, który ocalał z pięciorga rodzeństwa to starszy brat.

O matce, Mary wiemy niewiele z rejestru w placówce Armii Zbawienia, gdzie nocowała  z dzieckiem w 1901 roku. Miała wtedy lat 39, a litera "u", sugerowała że była wtedy niezamężna. (u - unmarried). W rejestrze szkolnym Adelajdy widnieje jednak nazwisko jej ojca - John. Mary umiera 1907 w ambulatorium Whitechapel. Powodem ma być chroniczny alkoholizm. Adelaide ma wtedy 14 lat, czyli chyba tyle, by dać sobie jakoś radę. Jakoś... Na forum są dywagacje na temat dalszych jej losów, ale nic pewnego, podane informacje dotyczą osób o takim nazwisku, ale nie ma pewności czy chodzi nadal o bohaterkę zdjęcia.




12 komentarzy:

  1. Też uwielbiam takie zdjęcia. Mam fotograficzny portret mojej babci i gdy go znalazłem, już po jej śmierci, w tym zdjęciu się zakochałem, choć nie jest autorstwa żadnego znanego fotografa. Miała wtedy około osiemnastu, dwudziestu lat i spojrzenie takie jak na prezentowanej przez Ciebie fotografii. Poddałem go retuszowi i powiększeniu, dziś zdobi mój salon, choć nie była żadną arystokratką.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeglądając stare archiwa rodzinne natrafiłem na klisze i płyty szklane obrazów, których nigdy nie wywołano, bo były niedoświetlone, poruszone, albo prześwietlone. Wśród tych zdjęć było wiele z czasów dziecinnych, kilka z nich spróbowałem pokolorować i efekt był niesamowity!
    http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
    Pokolorowana studnia, przywołała obrazy, które już tylko tkwiły w pamięci. Nie wszystko jednak daje się pokolorować, zdjęcia mojej pra pra babki z ok. 1884 r.:
    http://legionypolskie.blogspot.com/2013/08/wstep.html#comment-form
    nawet nie próbowałem ... po prostu nie ma co tworzyć fikcji.
    Zdjęcie, które prezentujesz faktycznie jest dość przejmujące i bogate w wymowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to kolorowanie mi zupełnie nie pasuje, ale zdjęcia fajne. W sumie to miałbym kilka pytań co do zdjęć w mojej kolekcji, ale to opublikuję z czasem...

      Usuń
    2. Dlaczego mi się pierwszy link nie wyświetla? Chętnie bym zobaczył, choć też mam podobne zdanie na temat kolorowania jak Rademenes.

      Usuń
    3. Usuń #comment-form z linku.

      Usuń
    4. Też nie jestem zwolennikiem kolorowania dla samego kolorowania. Jednak w tym przypadku chodziło o zdjęcie ogrodu "tonącego w kwiatach", a tego nie było widać na czarno białym zdjęciu:
      http://4.bp.blogspot.com/-BjzQ8-uSfTU/VYpG39lT-8I/AAAAAAAABGE/-OquMVaFarE/s320/1204%2Ba1.jpg
      Dopiero pokolorowanie, "wyciągnęło" pełną zawartość obrazu.
      Nie wiem dlaczego link wcześniej był aktywny, a teraz nie chce się otworzyć, może RademenesII ma inne ustawienia na blogu? Poniżej kopiuję link nieaktywny:
      http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
      i inny link do innego zdjęcia:
      http://2.bp.blogspot.com/-dLbIyDJ6o9s/VaKU6Jbh3sI/AAAAAAAABIk/HbQhO3RHBnk/s640/1284%2Ba1.jpg
      na którym pokolorowałem tylko pnącą różę, o której piszę w tekście.

      PS. Sorry za to nachalne linkowanie, ale myślę, że nawiązuje do tematyki postu.

      Usuń
    5. Rozumiem intencję, ale nadal uważam, że domalowałeś do zdjęcia coś, co się nie utrwaliło, czyli swoje wyobrażenie tego fragmentu. Efekt faktycznie trochę skontrastował to miejsce, ale czy dał wyobrażenie o ogrodzie w takich pastelowych barwach?

      Usuń
    6. Tu zahaczamy o psychologię percepcji obrazu. Człowiek nie odbiera obrazu w całości tylko fragmentami, które - na podstawie doświadczenia - składa w mózgu. Widzimy m.in. do góry nogami, w innych barwach, i w większości w sposób wirtualny. Gdyby teraz ktoś z Twojego pola widzenia niezauważalnie usunął jakiś szczegół to Twój mózg, nie patrząc na ten szczegół, i tak by go sobie "domalował".
      Druga sprawa to zakres barw, które w przełożeniu na szarości zatracają informację. To dzięki temu, że pamiętałem ogród, mogłem domalować to czego nie dało się dojrzeć na czarno białym obrazie. I w tym momencie pochyliłem się nad wielkością ludzkiego umysłu i jego pamięci. ;)

      Usuń
    7. PS. W poście wyjaśniam dlaczego po pokolorowaniu winogrono wygląda tak jak w październiku, a pnąca róża tak jak w maju. Chciałem po prostu na jednym zdjęciu ukazać dwie pory roku, masz rację, że to fikcja, ale fikcja sprzed prawie 60 lat ... któej zresztą nie ukrywałem.

      Usuń
    8. Ja nie ganię samego pomysłu, niezależnie od tego jak ja osobiście odbieram efekt, uważam takie zabawy za fajne. Pomysł był zresztą stosowany w przesłości, stosowało się go w gazetach międzywojennych i na pocztówkach.

      Usuń
  4. Hmmm...stare, czarno-białe, czasami pozaginane, połamane tu i tam... często z charakterystyczną falbanką na brzegach... Takie własnie zdjęcia mają głębię... nie rozprasza nas kolor...skupiamy się na postaci i to jest ten czas, ta chwila, gdy zbliżamy się do człowieka na fotografii... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń