wtorek, 26 kwietnia 2016

Targi rolnicze


24 kwietnia odbyły się kolejne targi rolnicze w Sochaczewie. Co roku idziemy się przejść po straganach, bo przeca zawsze to jakaś rozrywka. Ludzie na ogół kupują tam rośliny i sadzonki, przynajmniej tym wracają najczęściej obładowani, ale jest też sporo innych rzeczy, typu wędliny, zdrowa i niezdrowa żywność, miody, wyroby z wikliny, takie tam.
Idę z Kotojem pod rękę, Małas statecznie w miarę maszeruje obok. Chłodnawo i wieje... Mijamy coś firmowane nazwą oscypki, he he... Ponieważ nie mamy działki, omijamy wszelką zieleninę z niczym nieskrępowaną obojetnością. Podchodzimy do stoiska na którym nasiekana jest sterta warzyw, sprzedaje się tu jakąś super tarkę, która na różne sposoby ściera i kroi owoce i warzywa. Prawie i byśmy kupili takie cudeńko do kuchni, zwłaszcza że słyszę cenę zaledwie 10 zł. Ale z reguły najpierw wszystko oglądamy, potem kupujemy, więc idziemy dalej. Tuż obok przykuwają jakieś wirujące ozdoby na balkon, które sprawiają trochę hipnotyczne wrażenie. Ciekawe, acz na dłuższą metę niezbyt przyjemne dla oka, może się zakręcić w głowie.
Młodemu obiecałem gofra, więc kupuję mu jednego, obficie przywalonego bitą śmietaną i truskawkami w żelu, toteż musimy znaleźć miejsce do spałaszowania. Siadamy koło sceny, gdzie gra jakiś zespół, ni to ludowo, ni to dyskotekowo, taki stylistyczny miszmasz ze znanych polskich kawałków. Przed sceną pląsa wesoło jakiś chłopina, ku uciesze lidera zespołu. Stoisko z zabawkami (czytaj tandetnego plastiku) Młody o dziwo mija bez zbytniego entuzjazmu, co nawet nas cieszy. Wracamy do tych tarek, tylko na inne stoisko. Tu cena jest już wyższa, tarka kosztuje 20 zł. Rzekomo na sąsiednim niemal stoisku mają chińskie, a te są ... niechińskie. Idę porównać, ale zaprawdę nie widzę żadnej różnicy. Producenta na opakowaniu się nie dopatrzyłem również, zarówno na jednych, jak i na drugich.  Kobitka z drugiego stoiska twierdzi że tamci sprzedają to samo drożej, a jeszcze wchodzą jej w konkurencję... Małas komentuje "Albo na odwrót". Gęba młodego coraz bardziej niewyparzona, ale sprzedawczynię to określenie rozbawiło, przynajmniej takie sprawiała wrażenie. "Dobrze, że mówi co myśli"... "O tak, nam też..." dodaję w myślach.
Wychodząc kupujemy jeszcze 5-litrowy karton soku jabłkowo truskawkowego, tłoczonego z owoców na zimno i obchód targów uznajemy za odfajkowany.






1 komentarz:

  1. Lubię wszelakiego rodzaju targi, w tym też staroci!
    Ależ TY "sławisz" Sochaczew -
    pewnie mieszkańcy są z Ciebie dumni!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń