wtorek, 5 kwietnia 2016

Wiosna

Weekend zaserwował nam wiosnę całą gębą, temperatura dochodziła do 20 stopni. Grzech było siedzieć w domu, więc udaliśmy się na spacer. Młodego zostawiliśmy na chwilę na "Jordanku", a sami udaliśmy się na zakupy do pobliskiego marketu. Dziaciaków było co niemiara, wszyscy chyba postanowili spuścić swoje pociechy z domowej uwięzi. Do naszego powrotu Małas zdążył się już wytarzać w piachu... 
- A ty nie za duży już na plac zabaw? - Zadałem mu to pytanie wiedząc, że z pewnoscią tak nie uważa. 
- Nie no skąd, co ty, teraz jest nawet lepiej bo mogę do niektórych mówić "mały"...
Ano tak, nie ma jak poczucie własniej "wyższości" :)
W poniedziałek spotkała mnie wątpliwa przyjemność wizyty u dentysty, spowodowana świąteczną jakąś karą za grzechy - ząb pękł mi niemal na pół. Wypadł mi w sobotę opatrunek, który został założony w zeszłym tygodniu. Japa mnie po tym zabiegu zaczęła boleć, choć nic przecież nie było robione. Krzywiąc się, znów zabrałem młodego na spacer, tym razem do parku Garbolewskich. Park nazywa się tak na cześć sochaczewskiego społecznika i właściciela majątku Czerwonka - Włodzimierza Ignacego Garbolewskiego. Obecnie w jego pałacyku mieści się szkoła muzyczna. Wchodząc spojrzałem na płytę pamiątkową... W sumie teraz zauważyłem, że wygląda paskudnie, może ten bolący ząb spotęgował wrażenie...

Jak będę następnym razem zrobię swoje zdjęcie
 Tych mazajów nie ma aktualnie, ale i tak wygląda brzydko i kojarzy mi się z płytą nagrobną. Zresztą nomen omen, kiedyś park się nazywał dwudziestolecia PRL i taki napis był na tej płycie. A PRL w końcu diabli wzięli przecież. 
Postanowiliśmy pokarmić kaczki, wziąłem nawet w tym celu reklamówkę suchego chleba. Podeszliśmy do stawku, ale kaczek akurat prawie w nim nie było, za to chmary gołębi wokół. Tak były natuczone, że nawet nie chciały spojrzeć na nasz chleb, rzucaliśmy im go pro forma, bo przecież nie będę nosił z powrotem do domu. Młody skakał, biegał, dzięki czemu miałem poczucie spełnionego pożytecznego obowiązku, pomimo bólu. 
Wiosna sypnęła się kwiatkami, które widzieliśmy w parku i które już widuję przy drodze podczas jazdy rowerem. Koło szkoły osiemdziesiątki rosły kwitnąć gęsto całe wręcz połacie fiołków fioletowych i białych, które niosły swój intensywny zapach aż na chodnik i ulicę.
Cieszy mnie to wszystko, bo oznacza początek naszych rowerowych wypraw po powiecie. Tymczasem przypomniała mi się personifikacja wiosny Alphonse Muchy, którą zamieszczam. Bardzo mi się jego twórczość podoba, a odmalował w ten sposób wszystkie pory roku...




3 komentarze:

  1. Wiosna powiadasz? U mnie 23st w cieniu :)) Pozdrawiam ze słonecznych Bieszczad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprawdza się przepowiednia, że wiosny i jesieni już nie będzie, pozostanie tylko lato i zima. W centrum Polski, w Łodzi było 23' w cieniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś miałem wizytę u mojej pani doktor z jednym z trzech (chyba?) zębów do zrobienia. Kurczaki, to życzę Ci powrotu do normalności z tym zębem, bo też zaczynałem odczuwać skutki posiadania ubytku na zębie co dziś został zaplombowany.

    Jakoś mi się ten obraz kojarzy z okładkami płyt grupy Baroness, co ją niedawno odkryłem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń