piątek, 27 maja 2016

Noc Muzeów

27 maj, a ja cofam się do 14...

A już myślałem że uda mi się zachować względny rygor. Ale nic to, co się odwlecze to nie uciecze.

14 maja zatem, spędziłem późne popołudnie i wieczór w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Najpierw z dziką rozkoszą ominąłem wspólnie z dyrektorem placówki żółte taśmy z zakazem wstępu i wlazłem na wzgórze zamkowe, by pooglądać jak robi się pokaz sztucznych ogni. Specjaliści z grupy "Thunder" rozkładali właśnie moździerze, czyli rury, na pierwszy rzut oka plastikowe, do których wkładany jest ładunek. Te ładunki mają bardzo ciekawe nazwy, np. "biała peonia" itp. Trzeba się natyrać 4 godziny z tym ustrojstwem, żeby ogarnąć trzy minutowy pokaz. 

Po muzeum krążyły postacie w mundurach WP, z  grup rekonstrukcyjnych. Ludzi było dość sporo, ale ponoć w większych miastach gromadziły się wręcz kolejki przed wejściem.
 Była też premiera "Rocznika Sochaczewskiego", do którego udało mi się też wtrącić swoje trzy grosze, więc mogę się pochwalić, że jestem jego współautorem. Autorzy tekstów wygłosili parę słów na temat zamieszczonyach artykułów.


Około 20 przyjechała rodzina z Szymanowa, więc poszedłem przed 21 do domu po swoich. Małas zapozował w mundurze wojskowym w "fotobudce", przy czym zauważyłem że akurat jego krótka fryzura pasuje do wizerunku żołnierza. Pan robiący zdjęcie z uśmiechem skomentował, że chyba Piotras wyczuł pismo nosem, że będzie robił sobie zdjęcie w mundurze. "Nie, za długie kędziory już miałem..." 
Potem poszliśmy do parku na zewnątrz, gdzie otwarto kabinę miga i Piotrek wlazł do srodka wraz z kuzynką Oliwką. Dzieciaki wspinały się na czołgi i inne pojazdy, a my popstryakaliśmy im zdjęcia.




Potem poszliśmy na widowisko pod górę zamkową. Na zboczu wyświetlono jego krótką historię, która dodatkowo była odczytana w rozszerzonej wersji przez głośniki. A potem odbył się pokaz sztucznych ogni.

Sprawozdanie również na stronie Muzeum

1 komentarz:

  1. Nigdy jakoś nie skusiła mnie wizja spędzenia nocy w jakimś muzeum. Choć muszę przyznać, że w tym roku niemal skusiłem się na zwiedzanie takich pozostałości po czasach ostatniego króla Polski co w okolicy mojego domu niedawno odkryto na nowo, by zachęcić sponsorów do sfinansowania odbudowy. Miejsce nazywa się Elizeum chyba i jakieś tam działania są prowadzone w tym kierunku, by znów można było je odwiedzić.

    Tak czasem mam, że tak opisowo rzeczy nazywam, bo ten ptak nie był raczej typową sikorką, raczej jakąś daleką odmianą.

    Ale przyznasz, że w drugą stronę jest trudniej? Bo polski jest podobno jednym z 7 albo 10 najtrudniejszych języków świata. Te wszystkie dziwne dla obcokrajowca dźwięki, tyle przypadków, końcówki oznaczające rodzaj itp. itd.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń