środa, 17 sierpnia 2016

PPPP

 Natrafiłem na pewne zdjęcie, które skojarzyło mi się z pewnym jajcarskim okresem w polskiej polityce, mianowicie działalności Polskiej Partii Przyjaciół Piwa.  Rok 1991 to pierwsze polskie wolne wybory, zarazem czas, kiedy wcale a wcale nie interesowałem się polityką. Lubiłem za to kabaret TEY i Janusza Rewińskiego, który stał się twarzą PPPP i pewnie dlatego zapamiętałem tą wcale przecież nie czołową partię z tamtego okresu.

„Wypij jedno, drugie, trzecie piwo
pójdziesz może trochę krzywo
a po gorzale nie pójdziesz wcale
więc piwa do kufla nalej”.
(hymn PPPP) 



W tym okresie okresie, "świeżowolnym", rozmaitym ludziom wpadały do głowy przedziwne pomysły, bo kto na przykład słyszał, żeby na kabarecie i promowaniu piwa zbić kapitał polityczny. Zaczęło się chyba od programu TV, w którym występowali tzw. "Skauci Piwni" (Rewiński, Smoleń, Piasecki. Zygmunt). Na fali jego popularności utworzono, jak deklarują założyciele zupełnym przypadkiem, bo miał być to prasowy kawał redakcji miesięcznika "Pan", partię, której 16 członków dostało się później do parlamentu. Myślę że stało się tak dlatego, iż potencjał po zarejestrowaniu PPPP dostrzegli w niej biznesmeni, ściągani przez Rewińskiego wizją kandydowania. To zaskutkowało z kolei dopływem gotówki oraz całkiem udaną i nowatorską kampanią wyborczą, podczas której rozdano setki gadżetów w postaci znaczków, plakatów, kufli itp. Nie bez znaczenia był też wizerunek Janusza Rewińskiego, bardzo popularnego wówczas satyryka, który zwykł później mawiać, że posłowie wjechali do sejmu "na jego gębie". A jego "gęba" pojawiała się niemal wszędzie na plakatach, przypinkach, a nawet na etykiecie piwa "President" rozlewanego przez browar w Tychach. Podczas gdy wśród poważnych graczy na politycznej scenie trwały przepychanki i obrzucanie się nawzajem błotem, partia piwoszy stawiała na kompletny luz, promując po prostu spożywanie złocistego napoju zamiast wódy. Skupiała też w swoich kręgach dość ciekawych ludzi, zarówno z mediów, sportu jak i biznesu. Oto podkład muzyczny do spotu robi sam Seweryn Krajewski, członkami lub sympatykami na przestrzeni jej działalności byli m.in Jerzy Kulej, Władysław Komar, Jacek Cygan, Stefan Friedman i Kazimierz Górski. Wybrano 16 posłów startujących z jej list, wśród których również były znane twarze, m.in gliniarza antyterrorysty Dziewula, młodziutkiego Ibisza, jazzmana Piotra Zylbera, olimpijczyka Tomasza Bańkowskiego i znanego biznesmena Leszka Bubla (innych pomijam, byli to jednak głównie ludzie związani z ówczesnym biznesem) i oczywiście samego Janusza Rewińskiego. 
Gdy wszyscy ci co mieli zasiąść w sejmie już zasiedli na swoich miejscach, okazało się że polityka nie znosi luzu, zwłaszcza, gdy coraz większe znaczenie ma pieniądz. Zaczęły się tzw. wojny kuflowe, oraz rozłamy na "małe piwo" i "duże piwo", z partii wywalono w końcu w 1993 Rewińskiego, a ona sama odeszła w niebyt, pomimo, że zaczęła coraz bardziej silić się na poważne działania polityczne, a nie satyrę, czego dowodem nawet zmiana nazwy na Polski Program Gospodarczy.
Któregoś razu, zapewne latem 1991 lub 1992, po jakiejś tam wizycie w mieście wpada do domu śp. ojczym z wieścią, że na ulicy Żeromskiego stoi sobie Janusz Rewiński i można sobie zrobić z nim zdjęcie lub wziąć autograf. Ja jednak jakoś, czy to ze wstydu, czy to z niechęci do zdjęć z obcym sobie człowiekiem, nie pokwapiłem się do tego zdjęcia, czego troszkę dziś nawet żałuję. W Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą znalazłem poniższe zdjęcia, które zainspirowały mnie do notki.

Andrzej Rewiński promuje podczas  Dni Sochaczewa pub na ul Żeromskiego. oraz sprzedaje gadżety PPPP.
Czerwiec 1992.

Knajpa na ulicy Żeromskiego.

2 komentarze:

  1. Polska Partia Przyjaciół Piwa była zakładana z lekkim przymrużeniem oka. Natomiast większą kompromitacją była Partia Posiadaczy Magnetowidów. W sumie obie odeszły tam skąd przyszły, a został się tylko niemiły fetor.

    OdpowiedzUsuń
  2. O partii słyszałem. Jej pewien sukces pokazał w jakimś stopniu według mnie dwie rzeczy. Jakieś takie zagubienie Polaków w nowej rzeczywistości oraz zakorzenioną już niechęć do polityków przez duże P. Pewnie politolog by to wszystko ładnie ponazywał, poopisywał itd. A ja tak na gorąco piszę. :)

    U mnie w tym sezonie najgorzej wychodzi pierwsze 20-25 kilometrów, potem jakoś z górki idzie. Dwa razy do 50-tki dociągnąłem, czułem się nawet nieźle jeszcze, ale stwierdziłem, że nie ma co szarżować.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń