piątek, 21 października 2016

Cysorz Walensa...

Muszę przyznać, że po lekturze artykułu z wypowiedziami Piotra Gontarczyka i Andrzeja Friszke na temat Wałęsy i jego teczki naszły mnie pewne refleksje, w których trochę odstąpiłem od skrajnie negatywnej oceny tego człowieka, choć nadal uważam, że w jego przypadku Polska miała pecha. Obaj historycy już w kwietniu stwierdzili, że niezależnie od wyników testów grafologicznych teczka jest autentyczna, choćby i niepisana jego ręką. Fakt, że temat zgasł, świadczy że faktycznie tak było, tzn nie udało się potwierdzić że Wałęsa pisał cokolwiek własnoręcznie. Natomiast w świetle treści teczki ocena moralna całej tej współpracy nie jest jednoznaczna - wzbogaca portret psychiczny i wyjaśnia motywy postępowania LW. Otóż według Gontarczyka Wałęsa przejawia cechy urodzonego przywódcy, Friszke dodaje, że stopniowo, odchodzi od współpracy z SB (wierząc w to, że ma do odegrania jakąś rolę). Co więcej, "z teczki można odczytać motywy Wałęsy, których nie można nazwać wyłącznie niskimi - z niektórych rozmów TW Bolka z oficerem prowadzącym wręcz wprost można wyczytać, że Wałęsa postrzega swą rolę jako np. zapobieżenie dalszemu rozlewowi krwi."
Okres późniejszy nadal jest nie wiadomy, moją teorią jest, że SB dopatrzyło się megalomanii LW i posterowało nim mniej lub bardziej świadomym ku transformacji. Inaczej próbowano by go zniszczyć, gdyby nie wpisywał się plan założony przez władze. Fakty świadczące nawet na korzyść Wałęsy wcale nie nobilitują go na nic więcej niż pionka w grze. 
"Nie można zrozumieć fenomenu Wałęsy bez zwrócenia uwagi na jego wybujałą pychę. Bez niej nie zdobyłby się na krok, który do dziś stanowi jego największą dziejową zasługę" – pisze Rafał A. Ziemkiewicz. I to jest ta zabawna strona Wałęsy, który nawet dziś powierza sobie rolę zbawcy narodu.

"Miałem tak wielką pozycję, że mogłem zostać cesarzem. Mogłem mieć ogromną władzę lub wybrać demokrację. Przegrałem siebie po to, byście mogli być wolni."
(przemówienie na KULu, 19 października 2015)

Prawie mesjasz...

Ale do czego zmierzam... Do treści pewnej zabawnej rozmowy z bratem.

LECH WAŁĘSA: …więc ty musisz się zająć się tymi sprawami. Tak jak ci mówiłem już dawno wcześniej. Oczywiście moja stara uważa, bo ona jest zaślepiona w tych Polsce, i tak dalej. Ona uważa to inaczej, ale ona się na tym nie zna. W ogóle się nie zna. Nic nie zna. Więc na to nie zwracajmy uwagi, ale my jako jako dalekowzroczni politycy, mi pamiętając o tym, że mamy – bo nie wiem czy zauważyłeś i nie wiem, czy o tym wiesz – że my mamy w naszym gronie, znaczy w rodzinie, cholernie wielkiego przodka.
STANISŁAW WAŁĘSA: Mhy?
LECH WAŁĘSA: Wiesz o tym, że w 410-tym roku Gostynin był cesarzem, kurwa, y całego imperium.
STANISŁAW WAŁĘSA: Tak?
LECH WAŁĘSA: - Cesarz Rzymu, którego pokonał Rusek z Konstantynopola, w 410 roku wygonił go.
STANISŁAW WAŁĘSA: - Jak była bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku?
LECH WAŁĘSA: - Nie, w 410 roku wygonił go jakiś szpec z Konstantynopola. Nazywał się Wałensa. Dosłownie, z tym , że w Rzymie nie ma "ę" tylko "en" i on uciekł. Jeden brat uciekł do Francji, a drugi tutaj. Gdzieś na słowiany.
STANISŁAW WAŁĘSA: - A trzeci na Włochy.
LECH WAŁĘSA: - Nie. On rządził we Włoszech, on miał dwóch braci.
STANISŁAW WAŁĘSA: - Acha.
LECH WAŁĘSA: - Jego, nie wiem, czy tam zamordowali, bo to Grzegorz doszedł, to wygonili z tronu cesarskiego z Włoch. W tej książce tak było.
STANISŁAW WAŁĘSA: - To był Wałensa?
LECH WAŁĘSA: - Wałensa, nie "ę" tylko "en". Doszedłem do tego, że on uciekł tu gdzieś na Słowację, Czechosłowację, na Słowiany a drugi uciekł do Francji. My pochodzimy prawdopodobnie z tych, co uciekli tutaj. Tak jak ktoś kiedyś w religii uczył, że po jakimś czasie się odnawia, to prawdopodobnie los trafił na mnie. Na cwaniaka prostego itd. Mnie się udało bez większego przygotowania coś tam zrobić, ale nie chcę wychodzić przeciwko Kościołowi, więc muszę poczekać wieki, 100 lat, 200 lat. W związku z tym chcę ustawić swoją rodzinę, która dokończy naszego dzieła. Przykra sprawa, że mnie zrobili kontrkandytatem papieża.
LECH WAŁĘSA: I tak jak doszedłem do wniosku, inaczej do wniosku, te książki, które czytałem, to rzeczywiście się zgadza…
STANISŁAW WAŁĘSA: …to …nawet chyba „Prawda” czy „Nowostki”?
LECH WAŁĘSA: Ktoś tam podał, że byliśmy cesarzami. Tak. Faktem jest rzeczywiście, że on później jego tam przewrócili z konsen, z Kontantinopola rzucił go ten Rusek i on jego rodzina rozjechała się do Francji, i do Włoch i tu gdzieś, na Wschód. I my jesteśmy z tego szczepu, ale to już nie wnikając w to. Jesteśmy z rodziny, która musi – kurwa – pokierować sprawami tymi wielkimi. I ja się wjebałem w to i z tego nie mogę się cofnąć choćbym chciał. (…)


Dla niewtajemniczonych, Lechu musiał przeczytać coś o cesarzu rzymskim Flawiuszu Juliuszu Walensie. Jak ktoś chce może jeszcze posłuchać tego kabaretu.



 I to tłumaczy to jedno wielkie JA, wypływające z wypowiedzi LW.


15 komentarzy:

  1. Byłbym raczej bardziej ostrożny w ocenianiu "Liczjo Walizy", bo już po gorącym "Sierpniu '80" zauważyłem, że on sam nie jest w stanie dokonać samooceny. Osobiście wydaje mi się, że SB, wpuszczając w początkowej fazie strajku na teren stoczni Geremka, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Borusewicza, Moczulskiego (o dziwo nie zauważyłem w pierwszych rzędach Macierewicza, ani L. Kaczyńskiego!), i in. założyła, że między nimi odbędzie się publiczny casting na szefa strajku. Wydelegowano jednak "Liczjo", bo wydawało się, że będzie sterowalny odgórnie.
    A pycha i megalomania? No, chyba wszyscy mamy to zasiane w sobie, kwestia tylko jak będzie się te cechy pielęgnować, podlewać, zasilać ... A u "Liczjo" wybujały one nad podziw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, skrajnie negatywna ocena LW też może być w jakimś stopniu manipulowana, więc napisałem że jest to moja teoria. Przez jakiś czas ulegałem tej skrajnej opinii, być może niesprawiedliwie oceniając Wałęsę.

      Usuń
    2. Nie wiem, czy można niesprawiedliwie oceniać Wałęsę? Jego "tak, a nawet przeciw", czy "obniżenie ceny o 100%", świadczyło o tym, że sprawy go przerosły jeszcze zanim stał się przywódcą "Solidarności". Nie wiem, czy pamiętasz, jaki przestraszony był podczas udzielania pierwszego wywiadu dla francuskiej TF1? Tłumaczył się, że właściwie to chodziło tylko o Walentynowicz, że nie wiedział czy nawet jego wydział zastrajkuje, że ... itd., itp. Bufonada pojawiła się dopiero później.

      Usuń
    3. Zgadza się, ale pytanie na ile wynikało to z czystej kalkulacji, na ile z faktu że to prostak. Mówiąc o niesprawiedliwości w ocenie, mam na myśli swoje przeświadczenie o świadomości celowego szkodzenia i o ile miałem wątpliwości wcześniej, to teraz jakby się w nich utwierdzam. - Wałęsa był i jest po prostu za głupi.

      Usuń
    4. Całkowicie się zgadzam. Przecież mądry człowiek by się za to nie brał, skoro cały świat twierdził, "że się nie da". ;) :-D

      Usuń
  2. Dobre.:) Interesujące! Zapewne rozczarowanie, że nie został cesarzem ani papieżem powoduje, że niedocenionym się ów Pan czuje. Według mnie- on swoje 5 minut już miał. Jaki z niego bufon dowodzą także słowa o swojej "starej". Pewnie z zemsty napisała książkę, aby mu pokazać, że "sroce spod ogona nie wypadła" i też jest ważna.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że uwierzył w swoją legendę i ciężko przeżywa ataki na swoją osobę. To prosty człowiek, który chyba nie zdzierżył tej wielkiej roli.
      Prawie postać tragiczna, gdyby nie ten ocean bufonady.

      Usuń
    2. Moim zdaniem - gdyby L.Wałęsa zignorował te ataki na swoją osobę, to jego imicz [image] tylko by na tym zyskał. Im bardziej zacietrzewiał się w swej obronie, tym większe wpadki czynił. Do obrony każdy ma prawo, lecz są sytuacje kiedy "mowa jest srebrem a milczenie złotem". Nigdy go ani nie gloryfikowałam ani też na niego nie nalatywałam. Ot, taki "chłopek roztropek" który marzył zostać "cysorzem" ale były to -moim zdaniem- "za wysokie progi na jego nogi"
      pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Nawet jakby się w swoim czasie przyznał i sensownie wytłumaczył, nadal uchodziłby za bohatera. Jeszcze bardziej ludzkiego - bo takiego, który miał chwilę słabości i wzniósł się ponad nią. Jego taktyką jest negacja i opluwanie wszystkich, którzy dopatrują się jakiś skaz na jego życiorysie. Niestety świadczy to o małości i pysze.

      Usuń
  3. Dla mnie Wałęsa był megalomanem od pierwszych dni, kiedy zaistniał. Ale w mojej opinii to jest zupełnie bez znaczenia. Nigdy nie był moim pupilem, ale bez względu na wszystko stał się ikoną początku upadku komunizmu. Ponieważ komunizm się skończył, wszystko inne ma tylko pośrednie, by nie napisać poślednie znaczenia. Nawet teczki..., i rodowód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak.
      Ale mimo to, w jakiś sposób jest to ciekawe i... zabawne. Tutaj akurat poruszyłem ten drugi aspekt. :) Wałęsę natomiast obecnie oceniam już chyba tylko w kontekście symbolu.

      Usuń
    2. Jeśli ta rozmowa braci jest prawdziwa, to dla mnie raczej żenująca. Pamiętam, że był nawet sfabrykowany montaż jego wypowiedzi na tematy polityczne, gdy był internowany, więc i do tej rozmowy odnoszę się z pewną dozą sceptycyzmu. Ale kto go tam wie, w gruncie rzeczy jest to nawet w jego stylu ;)

      Usuń
    3. Ponoć brat potwierdził, że jest autentyczna.
      Ja w sumie nie wiem, ale kto i po co by wymyślał takie głupoty? Przecież on bez tego się kompromitował na każdym kroku.

      Usuń
  4. Za młody jestem by pamiętać tamte wydarzenia. Jedynie zastanawia mnie czemu sprawa teczki Wałęsy wypłynęła akurat za tego rządu.

    Takie obrazki akurat mi na deszcz się znalazły. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa Wałęsy wypłynęła o wiele dawniej.

      Usuń