środa, 9 listopada 2016

Pamiątkowa tablica

W niedzielę 6 listopada osłonięto uroczyście tablicę upamiętniające wydarzenie z 26 maja 1943 roku. Wtedy to żołnierz AK Stanisław Janicki p.s Kordon, zmarły przed kilkoma zaledwie laty, zastrzelił w brawurowej akcji okrutnego wicestarostę sochaczewskiego Hermanna Forbichlera.
Całe wydarzenie znam z opisu w książkach, którą po latach napisali wspomniany Janicki z kolegą z konspiracji Henrykiem Zaczkowskim i Ryszard Wójcik, który wydobył z "Kordona" niesamowicie emocjonalną relację, opublikowaną w książce "Ukryci Świadkowie". Janicki czekał z rana na wyjście Niemca pół piętra wyżej. Gdy ten otworzył drzwi, zjechał po poręczy schodów i zaczął strzelać w korpus. Mocno zbudowany mężczyzna nie zginął od kul od razu, krzycząc z bólu i wściekłości pochwycił zamachowca, który ostatecznie powalił go dopiero strzałem w głowę. Potem zbiegł w stronę rzeki, kilkakrotnie brodząc jej korytem i przeprawiając się na przeciwległe brzegi, by zgubić pościg i zmylić gończe psy.
Mam w domu też świadka tamtych wydarzeń - moją 97 babcię, podówczas pracownicę Kasy Spółdzielczej, której siedziba znajdowała się bezpośrednio pod mieszkaniem Forbichlerów. Dramatyczne chwile przeżyli pracownicy banku po zabójstwie "kata Sochaczewa" gdyż rozwścieczeni bezczelnością zamachu gestapowcy potraktowali ich podczas pojedynczych przesłuchań brutalnie, trzymając personel cały czas pod bronią gotową do strzału na podwórzu domu.
Tak się złożyło, że Babcia Alicja znała dobrze Janickiego, nawet pracowali obydwoje w jednym pokoju w Cechu Rzemieślniczym, już po wojnie. Opowiadała mu wielokrotnie swoje przeżycia, on jednak nigdy ani słowem nie zdradził się, że miał coś z tym wspólnego. Dowiedziała się dopiero z książki, którą wydał w latach 90. Pamięta go z tamtych lat, jako człowieka skrytego i przygaszonego.
Janicki byłby całkowitym zaprzeczeniem romantycznego mitu walki z najeźdźcą. Przez całe życie świadomość popełnienia mimo wszystko zabójstwa nie dawała mu spokoju, jako człowiek wierzący, modlił się za swoją ofiarę i nie chciał wracać do tamtych wydarzeń.
Uroczystości zaczęły się na cmentarzu, potem odbyła się w kościele msza, następnie uroczystość z udziałem burmistrza, proboszcza, starosty, gości z MONu, kampanii wojskowej i orkiestry pod budynek Banku Spółdzielczego. Każdy wygłosił przemówienie, odczytano też z pamiętników Janickiego przebieg całej akcji. Na koniec odczytano apel i tu nie obyło się przed wzywaniem "poległych", w Smoleńsku, jak dla mnie jedyny zgrzyt w tej uroczystości.



Babcia obserwuje uroczystość z okna domu.



Kilka dni wcześniej natomiast wracając z pracy, poznałem projektanta tablicy - artystę z Zakopanego, Bartłomieja Kurzeję. Porozmawiałem chwilę, gdyż Pan Bartłomiej okazał się człowiekiem niezwykle sympatycznym. Stwierdził, że zdarza się mu się poznać różne ciekawe osoby podczas instalacji swoich dzieł, od których dowiaduje się ciekawych historii od przygodnych ludzi.
Treść napisu sformułował z początku mój kolega z Muzeum, Kuba Wojewoda, ale potem pozmieniano go i nawet wkradł się błąd w stopniu pchor. - podch.



10 komentarzy:

  1. No Ty to masz farta, nie dość, że babcia znała bohatera, to jeszcze taka uroczystość Ci sie trafiła i znajomość z artystą. Zwróciłam uwagę, na stwierdzenie, ze bohater modlił sie o swoja ofiarę, aczkolwiek działał w słusznej sprawie. Śmierci na wojnie i trochę później było mnóstwo, kapelani święcili broń i odprawiali msze przed akcjami, ale nigdy nie mówiło sie o uczuciach i dylematach religijnych uczestników wydarzeń, a na pewno warto sie nad tym pochylić, bo przecież zabić to zabić - dla osoby wierzącej to ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden fart, ja tam mieszkam :)

      Usuń
    2. Tu było to bardzo istotne, zaważyło na dalszym życiu tego człowieka, z tego co wiem.

      Usuń
  2. Z tego co piszesz wnioskuję, że Janicki musiał się ukrywać po wojnie, bo przecież UB ścigało b. AK-owców, szczególnie tych sławniejszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie było w zasadzie podziemia antykomunistycznego, była za to katownia UB i tam ściągali byłych AKowców na pogaduchy. Jak było z Janickim nie wiem. w latach 50 pracował już w cechu, ale po śmierci Stalina to było.

      Usuń
    2. o moim niedoszłych Chrzestnym, AK-owcu, przypomnieli sobie w 54 roku, tuż przed moim chrztem :-( kto inny mnie trzymać musiał

      Usuń
  3. Klik dobry:)
    Matko kochana, to i do Sochaczewa na taką uroczystość "polegli" ze Smoleńska zawitali?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zastanawialiśmy się, czy nie należało drugiej tablicy obok zainstalować.

      Usuń
    2. pewnie niedługo ta druga sama "zainstaluje się"

      Usuń
  4. Piękna uroczystość. Jutro święto narodowe. Czy także będzie "pięknie" obchodzone? Trochę Ci zazdroszczę, że mieszkasz tam i masz możliwość popularyzacji takich imprez. Mnie z obecnym miejsce zamieszkania niewiele wiąże. Jakoś nie udało mi się tutaj zapuścić korzeni, dlatego też nie "grzebię" w tutejszej przeszłości;
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń