czwartek, 22 grudnia 2016

Neo-stalinizm

Już kilkakrotnie na łamach bloga wspomniałem o niepokojącym mnie osobiście zjawisku, negowania polskiej kultury, tradycji, tożsamości i o zohydzaniu historii. I dziś spotkałem się z nazwiskiem John Radziłowski, który zjawisko już jakiś czas temu zdiagnozował i odpowiednio nazwał.

Neo-stalinizm. Wbrew temu, co może nazwa sugerować, nie jest to jakiś nawrót kultu Stalina, czy dosłowne stosowanie doktryn i poglądów stworzonych za czasów wczesnego Związku Radzieckiego. Ale o tym za chwilę, by pojęcie stało się klarowniejsze, cofnę się trochę...
Przy okazji notki o nacjonalizmie, w której podałem kilka definicji tejże, zwróciłem uwagę na skrajnie różne do niego podejście, od pejoratywnego do pozytywnego, zależnie od regionu. Skażenie edukacją lat komunizmu - tamtejsze postrzeganie wszelkich wrogich idei jako zło, najczęściej określanym jako faszyzm skutkowało wyprowadzeniem negatywnych definicji nacjonalizmu.  W krajach zachodnich ten stosunek był już bardziej pozytywny.
Stąd też bierze się neo-stalinizm, postawa poglądowa często zupełnie nieświadoma, jednak mająca korzenie w edukacji i indoktrynacji czasów komunizmu, nawet jeżeli ktoś za tym systemem nie przepadał, albo wręcz był mu niechętny i deklaruje się dziś jako jego przeciwnik. Pojęcie neo-stalinizmu uzmysławia jak wielkie spustoszenie nastąpiło wśród polskiej inteligencji XX wieku i jest to niestety tylko jeden z wielu czynników. Ba, zjawisko nie ogranicza się tylko do państw pozostających kiedyś pod wpływem ideologii stalinowskich, usłużna lewica poniosła je o wiele dalej.

I tu najlepiej oddać głos prof. Radziłowskiemu, który podaje definicję neo-stalinizmu.

"To jest podejście do historii, które opiera się mocno na kulturowym marksizmie. Jego pionierem był Antonio Gramsci, a ideologia ta wyzyskuje przeszłość jako narzędzie woli politycznej. Odwrotnie niż w wypadku innych historycznych szkół metodologicznych, celem historii neostalinowskiej nie jest poszukiwanie prawdy obiektywnej, czy też lepszego wyklarowania obrazu historii Polski. Wprost przeciwnie. Neostalinizm ma na celu całkowite przepisanie historii Polski aby zmienić polską kulturę i świadomość. Historia staje do służby polityce. Wśród cech charakterystycznych neostalinizmu, wyróżniam następujące: chęć do znalezienia wymówki czy usprawiedliwienia dla zbrodni stalinowskich, brak krytycznego podejścia do źródeł z okresu stalinowskiego oraz ekstremalny sprzeciw w stosunku do polskiego patriotyzmu i katolickiego fundamentu kultury polskiej. Neostaliniści często starają się obwinić Polaków do takiego czy innego stopnia za holocaust i związane z nim zbrodnie i masakry" 

 Owo niszczenie kultury odbywa się na całym świecie, widoczne jest w USA i w Europie Zachodniej. Jest źródłem konfliktów ideologicznych, które z kolei skutkują rozłamami. Podział następuje wskutek działań różnego rodzaju elit - kulturalnych, politycznych lub naukowych, za pomocą narzędzi które oddziaływają na społeczeństwo, a więc edukacji i rozrywki. Znamienne, że John Radziwiłłowicz opisał w 2012 roku w kontekście USA dokładnie to, co dzieje się teraz u nas:

"Rezultatem tego wszystkiego jest cała plejada ideologicznych konfliktów, które tak głęboko podzieliły Amerykanów i spowodowały, że jest nam tak trudno zjednoczyć się wokół wspólnych pryncypiów."

Nie brzmi znajomo? Ten drastyczny podział, nie tylko na tle politycznym, ale także podczepianych do polityki ideologii podzielił naród już nie na dwie, ale o wiele więcej części. 
W następnym zdaniu

"Neostalinizm reprezentuje podobny rodzaj ataku na kulturę polską. Co jednoczy Polaków? Prawdziwe doświadczenie historyczne poświęcenia i klęski (od rozbiorów przez II wojnę światową do komunizmu). Co jeszcze? Historia i kultura uformowane wokół katolicyzmu. A więc gdy dostrzegamy autora, który ma chęć spaczyć przeszłość aby – jak sam przyznaje – przepisać historię współczesnej Polski i czyni to aby zaatakować podstawy patriotyzmu polskiego, aby zbagatelizować historyczne męczeństwo Polaków w 20 wieku, oraz aby zohydzić rolę katolicyzmu w polskiej historii, to Polacy powinni być bardzo tym przejęci."

Nic dodać nic ująć. Niestety nie wszyscy są tym przejęci.
Żródła:

23 komentarze:

  1. Chyba ktoś Cię zainspirował do tej notki...Ale to rzeczywiście smutne i niepokojące,że nie wszyscy są tym przejęci.A powinni...
    I za ten wpis bardzo Ci dziękuję,bo zaczęłam myśleć że coś ze mną nie tak...
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale chyba nie ta osoba o której myślisz. Ojciec do mnie dziś zadzwonił, ze sprawozdaniem czym się zajmuje na socjologii i wyszło mu, że jego wykładowcy to neo-staliniści. :)

      Usuń
    2. To zdecydowanie nie ta osoba;) Czy ja dobrze zrozumiałam - Twój tata studiuje?Wooow:)
      A.

      Usuń
    3. Nast, nie musisz kamuflować swoich podejrzeń :)))

      Usuń
    4. A tak, studiuje, obaj jesteśmy ludźmi renonsensu :D

      Usuń
    5. @Asmodeusz - Nast???czymże sobie zasłużyłam?:D

      @Radek - to się chwali:)
      A.

      Usuń
    6. Nasti, połknąłem "i" i proszę o wybaczenie. To nie było zamierzone :)

      Usuń
  2. W moim odczucie sam John Radziłowski jest... też neostalinistą. Przynajmniej w tym, co uważa za naganne. Postaram się wyjaśnić. Najpierw odnośnie historii. Jej znajomość ma sens jeśli kończy się na suchych faktach (nie mam tu na myśli samych dat). Każde wydarzenie historyczne można opisać i w miarę prawdziwie określić jego przyczyny i skutki. Problem zaczyna się w momencie gdy te wydarzenia zaczyna się interpretować, oceniać. Nie chodzi nawet o to, aby taka interpretacja miałaby być zakazana, jednak powinna ona wynikać z własnych, nawet dowolnych przemyśleń, a nie być narzucana, jako obowiązujący nurt. Jest jeden jedyny wyjątek, holokaust, ale o tym już dyskutowaliśmy niejednokrotnie.
    Podobnie jest z katolicyzmem. On jest i tego nikt nie neguje, ale skoro to nie tylko fakt historyczny, ale również istniejący, mający wpływ na postrzeganie obecnej rzeczywistości, element naszego życia, ma prawo być poddany ocenie, nawet krytycznej. Nie ma „świętych krów”, które przez tę świętość nie mogą być poddawane ocenie, inaczej możemy mówić o barku wolności, już nie tyle wyznania, ile rozumianej w sensie ogólnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż takiego Radziłowski ocenił? Jakie znasz analizy historyczne tego człowieka? I co ma krytyka zjawiska w analizie historycznej do tendencyjnego dobierania argumentów do tezy mającej przedstawić zjawisko w negatywnym świetle? Bo chyba tak już nie mając do czego się przyczepić walnąłeś na oślep, albo nie bardzo zrozumiałeś o co chodzi.

      Usuń
    2. Żadne tam na oślep. Zaczynasz notkę o czymś, co Cię niepokoi i przedstawiasz ogólnikowo tezy Radziłowskiego na poparcie swojego zaniepokojenia. Ba! kończysz stwierdzeniem, że „nic dodać nic ująć”. Czyli, jakikolwiek inne spojrzenie, poza tym, które już w nas(?) tkwi, powinno budzić sprzeciw. Wiesz Radku, czasami nachodzi mnie myśl, że we mnie jest więcej nowoczesności, więcej miejsca na novum, niż w Tobie. A wydawałby się, że powinno być odwrotnie. ;) Ale to tylko moje spostrzeżenie, nie musisz go podzielać.

      Usuń
    3. A czyli przykładów Ci zabrakło... Jakbym mało ich już podał.

      Niekoniecznie, zdecydowanie bardziej pociąga mnie przeszłość. Nie preferuję łykania tzw. nowoczesności jak indor. Zwłaszcza ideologiczne wyjątkowo do mnie nie przemawiają.
      Co do nowoczesności, to trzeba by porównać, Twoją i moją...

      Usuń
    4. Nowoczesność oznacza otwarcie na nowe, na możliwość konfrontacji ze starym, a nie na „łykaniu” wszystkiego jak leci.

      Usuń
  3. Jakoś nie chce mi się zbytnio przejmować męczeństwem Polaków w XX wieku, bo nie widzę specjalnej więzi między społeczeństwem, a władzą, która by to umożliwiała. Nawet Piłsudski nie miał władzy absolutnej (w końcu jego własny PPS się podzielił i w większości odwrócił przeciw niemu).
    Natomiast przejmuję się tym, że większość ludzi wykształconych używa niewłaściwych pojęć. W Polsce, w przeciwieństwie do pozostałych KDL-ów, komunizm się nie przyjął ani na chwilę (pozostała własność prywatna, ziemia była w rękach chłopów, istniały prywatne fabryki). Można więc mówić tylko o socrealizmie w jakiejś specyficznej formie.
    Także w 1918 r. 90% przyszłego narodu polskiego miało w dupie wolność przynoszoną przez Piłsudskiego, bo chłopom i robotnikom było zupełnie obojętne dla kogo orali ziemię i tyrali w fabrykach.
    Czy patriotyzm, lub katolicyzm wyznacza polskie opcje polityczne? Wątpię. Tak jak pieniądz nie śmierdzi, tak i ksiądz oraz Polak nie śmierdzi, a wybierze ojczyznę za kasę. Ten kto ma (w uogólnieniu) środki produkcji, ma kasę i władzę, a zastępy neofaszystów, lub neokomunistów, czy co tam jeszcze, dobierze sobie sam.
    Natomiast zgadzam się, że pojawia się trend pisania nowej historii, przychylnej dla tych co chcą rządzić światem. Czy dzisiaj ktoś wie co się stało w Wietnamie, Iraku, Afganistanie, Jugosławii, Syrii, itp.? Wiemy tylko to co nam podają media, albo to co widzimy z jednego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Ci się nie chce, bo nie musiałeś w kibitce jechać na sybir, ani nie zbierałeś nahajką po plecach. I wiele innych "nie musiałeś". Ale w sumie ja też zresztą nie upatrywałby związku z władzą, bo niby czemu władza ma to umożliwiać?
      Jak czytam dalej to tak trochę mi brew do góry skacze. Gdzie ta własność prywatna? Słyszałeś o Komisji do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, kolektywizacji, Społecznych Komisjach Kontroli Cen i tym podobnych "udogodnieniach" władzy ludowej dla przedsiębiorców prywatnych? Po co w takim razie cała reprywatyzacja była, skoro wszystko zostało w rękach prywatnych, łącznie z.. ho ho, fabrykami.

      POW, które wiązało się także na wsiach nie miało w dupie wolności przynoszonej przez Piłsudskiego, ani legioniści, którzy powędrowali na wschód i walczyli np o Wilno nie mieli go również w dupie. gdyby mieli, to skończyli by w dupie jak podkomendni Tuchaczewskiego.
      I co mają do tego opcje polityczne? To są czynniki wykorzystujące mniej lub bardziej rzeczy, o których pisze Radziłowski, a nie elementy pasujące do układanki.

      Usuń
    2. Nie chciałbym się licytować, tylko przypominam, że nie zawsze byliśmy wyłącznie męczennikami. Ty się przejmujesz, bo przecież też nie doprowadziłeś do śmierci 40 tys. jeńców rosyjskich pojmanych w 1920 r., nie hasałeś po 1944 r. po Ukrainie, czy Bieszczadach mordując Banderowców i chłopów, którzy im pomagali, nie pałowałeś Czechosłowaków w 1968 r., nie strzelałeś dla rozrywki z moździerza do wiejskich chat muzułmanów, itd., itp., ...
      Ale podałeś trafny przykład z Wilnem. Bo przecież nie da się ukryć, że nie było żadnego powstania wileńskiego. Piłsudski miał taki kaprys, a Żeligowski udał buntownika, może dlatego po 1945 r. na zawsze utraciliśmy Wilno. I może dlatego nie było żadnego Powstania Warszawskiego, czy "obalenia komunizmu", może to też tylko kaprys władców ówczesnego świata? Może więc komunizmu, faszyzmu, stalinizmu i reszty "...izmów" też nie wprowadzali ludzie tylko ich władze.
      Pytasz, gdzie w PRL ta własność prywatna? To ziemie orne i uprawne, część lasów i stawów, domy i kamienice w miastach, i nawet fabryki zatrudniające do 50 osób. To fakt, że z tej własności niewielka była korzyść, ale pozostałe demoludy nawet tego nie miały. Jeżeli byłeś w KDL-ach to wiesz, że tam nawet pomidora chłop nie mógł sprzedać, bo groziło ciężkie więzienie. Może też nie pamiętasz tych pełnych furmanek, którymi chłopi zwozili do miast to czego nie było w sklepach, albo to co udało się ukraść z PGR-ów ...
      Natomiast dziwi mnie, że nie wiesz o tym, że małym przedsiębiorcom przedwojennym pozwolono po 1945 r. zachować swoje fabryki pod warunkiem, że zatrudnienie nie przekroczy 50 osób. Jeden z moich stryjów zatrudniał 12 osób do 1972 r. Niektórzy nawet otwierali fabryki na przełomie lat 40 i 50 ub.w., np:
      http://www.newsweek.pl/biznes/wiadomosci-biznesowe/ignacy-soszynski--najwiekszy-biznesmen-prl,53270,1,1.html
      albo:
      http://www.uwazamrze.pl/artykul/1037847/tradycja-prl
      Przyjemnej lektury. ☺☺

      Usuń
    3. Nie chciałbym się licytować, tylko przypominam, że nie zawsze byliśmy wyłącznie męczennikami. Ty się przejmujesz, bo przecież też nie doprowadziłeś do śmierci 40 tys. jeńców rosyjskich pojmanych w 1920 r., nie hasałeś po 1944 r. po Ukrainie, czy Bieszczadach mordując Banderowców i chłopów, którzy im pomagali, nie pałowałeś Czechosłowaków w 1968 r., nie strzelałeś dla rozrywki z moździerza do wiejskich chat muzułmanów, itd., itp., ...
      Ale podałeś trafny przykład z Wilnem. Bo przecież nie da się ukryć, że nie było żadnego powstania wileńskiego. Piłsudski miał taki kaprys, a Żeligowski udał buntownika, może dlatego po 1945 r. na zawsze utraciliśmy Wilno. I może dlatego nie było żadnego Powstania Warszawskiego, czy "obalenia komunizmu", może to też tylko kaprys władców ówczesnego świata? Może więc komunizmu, faszyzmu, stalinizmu i reszty "...izmów" też nie wprowadzali ludzie tylko ich władze.
      Pytasz, gdzie w PRL ta własność prywatna? To ziemie orne i uprawne, część lasów i stawów, domy i kamienice w miastach, i nawet fabryki zatrudniające do 50 osób. To fakt, że z tej własności niewielka była korzyść, ale pozostałe demoludy nawet tego nie miały. Jeżeli byłeś w KDL-ach to wiesz, że tam nawet pomidora chłop nie mógł sprzedać, bo groziło ciężkie więzienie. Może też nie pamiętasz tych pełnych furmanek, którymi chłopi zwozili do miast to czego nie było w sklepach, albo to co udało się ukraść z PGR-ów ...
      Natomiast dziwi mnie, że nie wiesz o tym, że małym przedsiębiorcom przedwojennym pozwolono po 1945 r. zachować swoje fabryki pod warunkiem, że zatrudnienie nie przekroczy 50 osób. Jeden z moich stryjów zatrudniał 12 osób do 1972 r. Niektórzy nawet otwierali fabryki na przełomie lat 40 i 50 ub.w., np:
      http://www.newsweek.pl/biznes/wiadomosci-biznesowe/ignacy-soszynski--najwiekszy-biznesmen-prl,53270,1,1.html
      albo:
      http://www.uwazamrze.pl/artykul/1037847/tradycja-prl
      Przyjemnej lektury. ☺☺

      Usuń
    4. Nikt nie jest bez winy, ja nie jestem wyznawcą narodowego mesjanizmu, ale "oddajcie cesarzowi co cesarskie".

      Ha, Wilno powiadasz... Mam ciekawy niepublikowany pamiętnik uczestnika wyprawy wileńskiej. Mieszkańcy mając do wyboru gościnę bolszewików i Piłsudskiego, jak myślisz, z kogo ucieszyli się bardziej? I jaki wpływ mieliśmy na granice w 45?

      Nie no zgoda, ale trudno nazwać zakład zatrudniający 50 osób szumnie "fabryką". W Sochaczewie był młyn, też został prywatny, ale profity z tych prywatnych przedsiębiorstw były... hmm takie sobie.

      Usuń
    5. Sytuacja w Wilnie rozwijała się b. dynamicznie i była głównie zdeterminowana sytuacją na froncie. 2/3 ludności to byli Polacy, reszta to Białorusini, Żydzi, i mniejszości. Nie wiem z jakiego okresu pochodzą wspomnienia tego uczestnika "wyprawy wileńskiej", ale nie zdziwiłbym się gdyby początkowe sympatie były po stronie bolszewickiej. Chyba jednak zgodzisz się z tezą, że wybór określonego ustroju politycznego to nie tylko pochodna indoktrynacji, propagandy, czy chociażby edukacji, ale i wpływy władz?
      Co do PRL-owskich prywatnych fabryk, to nie o nazewnictwo chodzi tylko o to, że jednak kto chciał to mógł w PRL prowadzić prywatną inicjatywę. Poza fabrykami, były małe zakłady produkcyjne, i przede wszystkim olbrzymia ilość prywatnych (rodzinnych) warsztatów rzemieślniczych, szklarni (badylarze), czy wolnych zawodów. To prawda, że dochody były kiepskie, ale jednak "prywaciarz" w PRL to był "KTOŚ", i nie był on ani komunistą, ani nawet socjalistą, chociaż najczęściej należał do PZPR ...

      Usuń
    6. Jest to pamiętnik niejakiego Jana Wojdy, który opisuje powstawanie POW na Mazowszu, wyzwolenie Sochaczewa, następnie wyprawę na wschód. Był on rolnikiem, choć na tyle zaradnym, by po 45 zyskać miano "kułaka". Zredagowane wspomnienia podarował w latach 70 tylko rodzinie, a i tak musiał mieć jaja, bo opisuje tam agresję ZSRR w 39 i nie wstydzi się gloryfikować marszałka.

      "A co się działo na ulicach Wilna, to trudno opisać, bo pomieszaliśmy się z bolszewikami jak przysłowiowy groch z kapustą. Zaczęło się wzajemne polowanie na ulicach i podwórkach. Taki stan trwał do południa, aż zaczęliśmy brać górę nad Rosjanami. Rozpoczęli oni odwrót na prawy brzeg Wilii, ale tam podobno były już inne nasze oddziały, które przeprawiły się przez Wilię poza Wilnem i zachodziły ich od tyłu. Aby więc nie być okrążonymi bolszewicy wycofali się z miasta. My zaś, słabo ostrzeliwani, przebiegliśmy przez tzw. Zielony Most na drugą stronę Willi i tam przy pomocy ludności cywilnej, która wskazywała nam kryjówki Rosjan, braliśmy ich do niewoli. Radość wśród ludności Wilna była ogromna. Kobiety całowały na nas płaszcze i dziękowały nam, żeśmy sprawili im prawdziwą Wielkanoc. Był to właśnie pierwszy dzień Wielkanocny - 20 kwietnia 1919 roku."

      Tam jeszcze są inne ciekawe opisy, jak pod ostrzałem mieszkańcy na linkach podrzucali im koszyczki ze święconką i chlebem, myślę że nie zmyślił tego, mimo wszystko.

      Co do rzemieślników...
      Znam trochę sytuację. Otóż moja wiekowa Babcia pracowała w cechu, kiedyś chciałem nawet jakiś artykuł popełnić o tych czasach, ale okazało się, że w zasadzie tylko Ona jeszcze żyje :D. Generalnie to było tak jak mówisz, ale niejaki pan O, który miał zakład stolarski, pewnego dnia został z niego wyrzucony, a jak się opierał, został spoliczkowany i zwyzywany przez pana oficera... I tak dalej i tak dalej, bo nie każdemu pozwolono prowadzić działalność.

      Usuń
    7. Podobne walki uliczne (one są zawsze niezwykle barwne i emocjonujące) w Wilnie opisywano także na stronach "historycy.org". Mnie natomiast interesował bilans - jak wiesz Warszawiacy przed i w czasie godz. "W" pomagali żołnierzom AK, potem ich wyklęli, a teraz robi się ich bohaterami.
      Stosunek władz PRL-owskich do rzemieślników (i w ogóle do przedstawicieli wolnych zawodów pracujących na t.zw. "własnym rozrachunku", właścicieli ziemskich, kamieniczników, itp.) był jednoznaczny i krytyczny - gnębiono ich podatkami, domiarami, kontrolami, po to, aby jak najszybciej zlikwidować tę gałąź gospodarki, ale to się nie udało. Masz rację, że nie każdy dostawał zgodę na prowadzenie własnego biznesu, dlatego nawet w stanie wojennym pojawiły się miliony spekulantów, i to właśnie ci ludzie po transformacji ustrojowej wzięli najlepsze łupy polityczne, bo z PZPR łatwo się przechodziło do "S", w drugą stronę było już pod górę. ;)
      Nie opowiadajmy więc, że PRL był taki zły, bo panował komunizm, była cenzura i ocet, nie było wolności i papieru do dupy i dlatego trzeba było zmienić ustrój. Teraz mamy komunizm (kult jednostki), możemy sobie dupę podetrzeć, ale jakoś nie widać tych "półkowników" zdołowanych cenzurą, a wolność - nigdy w PRL nasz żołnierz nie zabijał na wojnie przeciwników ZSRR, a teraz zabija.

      Usuń
    8. PS. Anzai to Andrzej Rawicz

      Usuń
  4. Nie jestem biegła w tych historyczno-politycznych zawijasach, ale skoro ugruntował nas jako naród katolicyzm, to dlaczego jesteśmy tacy jacy jesteśmy? Widać to na każdym kroku, niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przez to, że elity, które wyznawały te wartości tak naprawdę wytępiono, jak nie podczas okupacji to PRLu?

      Usuń