wtorek, 31 stycznia 2017

Jo Ho Ho i butelka rumu...

Szkocki Alestorm zabierze nas w czasy piratów, na bezludne wyspy wśród przeklętych mórz i ciemne portowe zaułki. Szybkie gitary zagrają w rytmie szant, okraszone dźwiękami skrzypiec i harmonii :). Muzyczka sympatyczna jak "Piraci z Karaibów", okładkę pierwszej płyty zdobi nawet jakiś krewniak Davy'ego Jonesa. Zresztą można sobie poklikać po tytułach i posłuchać.
Skoro o nim, mowa, to pojawia się ta postać w tekstach, a pochodzi ze anglosaskich legend żeglarskich. Nie jest jednak kapitanem „Latającego Holendra”, ale uosobieniem złego ducha morskiego, postaci przynoszącej nieszczęście na morzu. Jones – Jonasz, uciekając przed Bogiem sprowadzał pecha na statki, które brały go na pokład. Zaś kuferkiem Davy’ego Jonesa marynarze zwą dno morskie. 
"Captain Morgan Revenge" 2008 to pierwsza płytka szkockich piratów. Kapitan Morgan stojąc już na desce, z której wpadnie w morskie odmęty rzuci klątwę na zbuntowaną załogę w tytułowym "Captain Morgan Revenge", a marynarskie smutki będzie można będzie utopić w rumie u Nancy, dziewki z portowej tawerny w dedykowanej jej balladzie, przynajmniej zanim kat zadzierzgnie morskiemu rozbójnikowi na szyję sznur...

Hmm... Prawdziwy Kapitan Morgan nie zginął w morzu. Nie za życia, he he. Będąc walijskim bukanierem w służbie króla brytyjskiego Karola II, dawał się nieźle we znaki flocie Hiszpańskiej, łupiąc i zatapiając statki na czele sporej bandy sobie podobnych. Potem, kiedy królowie się dogadali, wylądował w lochu. Złego diabli nie wezmą, po wyjściu od razu zostaje gubernatorem Jamajki, ścigając bezlitośnie… bukanierów. Jego grób znajdował się w Port Royal, miasta będącego stolicą piratów i wszelkiej maści zbójów. To siedlisko zła pochłonęła w 1692 woda, kiedy w wyniku trzęsienia ziemi zapadło się w głębiny morza, wraz z grobem Henry’ego Morgana. 

Wracamy do Alestormu i płyty "Black Sails at Midnight" 2010. Jest tam coś takiego jak Keelhauled”. Wiecie co to keelhaul, szczury lądowe, hę? Przeciąganie pod kilem to jedna z najokrutniejszych kar morskich, stosowana wobec niepokornych marynarzy. Krępowano biedakowi kończyny i przewlekano pod dnem statku, gdzie topił się, bądź haratał ostrymi i okupowanymi przez skorupiaki krawędziami statku, trafiając w objęcia Davy’ego Jonesa. 
Ostatnią płytą w dorobku Szkotów jest „Back Through Time”, (2011) Znajduje się na niej hołd dla słynnego marynarskiego napitku...
„Rum” jak wiadomo to też ulubiony trunek piratów. Czemu rum u diaska? Otóż marynarka borykała się z problemem psujących się szybko zapasów wody na statkach. Usiłowano poić żeglarzy piwem, albo winem, ale pierwsze szybko kwaśniało, drugie było drogie. W końcu napojem przydziałowym stał się tani rum i był nim aż do 1970. Zatem jak widzicie, żeby pływać trzeba było mieć mocny łeb. Za pomocą tego napitku werbowano też członków załóg pirackich. Jak? Spijano delikwenta w tawernie do nieprzytomności i albo budził się na łajbie piratów, albo spóźniał się na odpłynięcie statku, co było równoznaczne z dezercją i stryczkiem, więc sam się mustrował do piratów. Marynarze lubili też chyba Cydr – napoik ze sfermentowanych owoców, z reguły jabłek zobaczcie jak im wesoło po jabolu – „I Am A Cider Drinker”
Oj rozpisałem się… na zakończenie pirackich przygód walka z potworem morskim - wpadający w tonację niemal deathmetalową Death Throes Of Terrorsquid. O gigantycznych ośmiornicach, wężach morskich, potężnych monstrach roją się dzienniki pokładowe dawnych kapitanów. Cóż, może ma to związek z tymi przydziałami rumu…

A i typ Małasa - 1741 The Battle of Kartagena

6 komentarzy:

  1. Ale sztorm:D Totalnie nie mój klimat.I czemu jak klikam na typ Małasa włącza mi się Nancy?Hmmmm youtube testuje moją cierpliwość:D
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałem że za skoczne będzie :)
      Poprawiłem to ja dałem ciała z linkiem.

      Usuń
    2. Aaaa to Ty testujesz moją cierpliwość:D ale typ Małasa najbardziej do słuchu jest;)
      A.

      Usuń
  2. Strasznie głośno, to już wolę szanty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię. :) Ale głośna muzyka wprowadza mnie w dobry nastrój.

      Usuń
    2. A ja przeczytałam - to już wolę szatany:D
      A.

      Usuń