środa, 8 marca 2017

O kobietach, nie tylko dla kobiet

Ha, dziś dzień kobiet...
Wśród niektórych moich znajomych utarło się przekonanie, że Dzień Kobiet to komunistyczne święto, może z racji tego, że był szczególnie fetowany za PRLu, a ustanowili go amerykańscy socjaliści po fali strajków w marcu 1910 roku.  
Tymczasem, jak głosi Wikipedia, "matronalia" obchodzono w marcu już w Starożytnym Rzymie. Czczono tym samym płodność i macierzyństwo, a mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich zachcianki. Z definicji jednak odpowiednikiem matronalii jest w czasach dzisiejszych raczej Dzień Matki.
Moje osobiste podejście do święta jest raczej ambiwalentne.  Dlaczego kobiety pozbawiać możliwości do świętowania? Przecież lubicie, drogie panie, być hołubione, komplementowane, obsypywane prezentami. Oczywiście nie wszystkie w takich samych proporcjach, ale zawsze forma uznania drugiej płci budzi raczej pozytywne odczucia. 
Z drugiej strony, tak biegać do każdej z kwiatkiem, lub wygłaszać tą nudną maksymę z okazji 8 marca... Masakra...

Ach kobiecość... ile się za tym określeniem kryje niespodzianek i męskich wyobrażeń...


 Ile ideałów kobiecego piękna przewija się po różnych kulturach i dziejach... Antyczna proporcja, barokowy przepych i puszystość, współczesny kult szczupłej sylwetki... 
Mój dobry przyjaciel, podczas wspólnej wyprawy z butelczyną wykuł jednak bardzo mądrą maksymę - "Nie liczy się wygląd, tylko kochaność". I to jest święta prawda. Gdy mężczyzna znajdzie właściwą dla siebie kobietę, która potrafi otoczyć go zdrowym, motywującym uczuciem, staje się kimś innym. Dla niej. Jak to usłyszałem w pewnym filmie - "Właściwa kobieta potrafi stworzyć mężczyznę, niewłaściwa zniszczyć".

Ja mam to szczęście, że moja "kochaność" należy do kobiet budujących.

Kobieta nieobliczalną jest... Jeżeli facet na coś nie może się zdecydować po długich namysłach - niewiasta potrafi rozwiązać problem zupełnie impulsywnie i spontanicznie. Zrobić coś nieoczekiwanego, a nawet... nielogicznego. Bo kobiety malują świat, na szalone kolory... My, faceci tego nie potrafimy, brak nam finezji.

Od męskiej atencji, zawędrowała kobieta do sztuki, (może dlatego, sztuki przybrały nazwę pięknych?), stając się natchnieniem, muzą i w efekcie - wzorem dzieł różnych. Malarze głowili się jak uchwycić piękno, poeci gryźli pióro w poszukiwaniu słów opisujących duchowość, muzycy grali na strunach serca... Dzieł powstały nieprzebrane ilości.

Ja zaś życzę czytelniczkom, abyście zawsze od oddanych Wam panów dostawały to, co najważniejsze. Niech to będzie uśmiech, dobre słowo i ciepła dłoń przez cały rok, a nie goździk od święta.

I na koniec - wyrób kobiecopodobny. Nie dajcie się zwieść!


4 komentarze:

  1. Chyba obaj z kolega dobrze postrzegacie kobiety, ja od dnia kobiet wole Walentynki, ale kwiatek zawsze miło dostać.
    Co do feministek - także to pojęcie przybrało negatywne znaczenie, a niesłusznie, bo gdyby nie one, nie miałybyśmy dziś praw wyborczych, a feministki bywają różne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę te dzielne kobiety nazywać sufrażystkami, nie przypominały w niczym współczesnych feministek. :)

      Usuń
  2. W tym roku z prezentu na Dzień Kobiet [bilet na występ Edyty Gepert] zrezygnowałam na rzecz opieki nad chorymi [zapalenie płuc u synowej i wnuczka]. Tak mi podpowiadało serce kobiety, matki, babci. Czy jestem kobietą budującą czy niszczącą - nie wiem. Bardziej świętowałam ten dzień w PRL-u niż obecnie. Może dlatego, że pracowałam wtedy w męskim gronie i może dlatego, że byłam młodszą więc bardziej skorą do świętowania :) Wychodzę z założenia, że każdy niech sobie świętuje wedle swego widzi mi się. Na "manifę" jednak bym się nie wybrała.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń