poniedziałek, 15 maja 2017

Ateistyczne mity

Taką wesołą dość książeczkę, p.t. "50 mitów o ateizmie" polecił mi Asmodeusz (znaczy nie podszepnął mi jej diabeł, tylko blogowy kolega). Pozycja ma około 500 stron, więc jeszcze jej nie przeczytałem, zresztą owa mitologia w niektórych miejscach jest dla mnie nieco zbyt wydumana, więc sięgnąłem do kilku rozdziałów, które nawiązywały do poruszanych przeze mnie tematów, na czele z pierwszym mitem z którym rozprawiają się autorzy, czyli twierdzeniem, że "Ateizm to nowy rodzaj religii". 
Będzie to na ten moment ostatnia notka o ateizmie, bo ileż można...
Na początku sprawdziłem kim są autorzy i szczerze mówiąc zdziwił mnie ten tandem. Profesor etyki na wydziale filozofii z uniwersytetu w Queens, Udo Schüklenk i ... pisarz horrorów oraz sf Russell Blackford. Książkę być może dzięki temu właśnie czyta się tak szybko i łatwo. Oczywiście tylko pro forma dodam, że panowie są ateistami.
Książka jest gruba, ale może dlatego, że wiele z przedstawionych mitów nie ma większego sensu. Od choćby taki - "Ateiści nie mają poczucia humoru". Jak pragnę zdrowia, pierwsze słyszę! 
Spierają się z biografami Adolfa w rozdziale "Hitler był ateistą", że autor słów: "Wiarę w Boga należy porzucić, tak jak mleczne zęby". jest... katolikiem (sic!). Za kontrargument podają twierdzenie, że Hitler uważał się za wybrańca opatrzności, w związku z tym musiała to być wg autorów definicyjna opatrzność boska. A może jednak przeznaczenie będące wynikiem innych sił niż boskie, choćby takich, które były podstawą nazizmu - czyli predestynacji narodu germańskiego do wyższych celów? 
No ale przejdźmy do tej religii. Oczywiście podstawowym pojęciem tutaj jest jej definicja i tu już pojawia się problem, bo jak się okazuje jest ich wiele. Autorzy przyjęli wersję Charlesa Taylora z której wynikałoby, że:

"...każda religia zwykle zawiera w sobie jakąś wizję zaświatowego porządku i jego odniesień do ludzkiego życia, obraz wyższego dobra (ostatecznego celu) przekraczającego to, co ważne na tym świecie, możliwość duchowej przemiany (odpowiednik chrześcijańskiej idei zbawienia), i wreszcie istnienie jakiejś transcendentnej potęgi (potęg), na kształt boga w religiach Abrahamowych.”.

I odpowiadają natychmiast:

Ateizm nie spełnia żadnego z tych kryteriów. Nie jest ani spójnym integralnym światopoglądem, ani stylem życia, ani zestawem rytuałów i zachowań. Jak wyjaśnialiśmy we Wprowadzeniu, ateizm to tylko świadomy brak wiary w boga (bogów) lub (aż) świadome przekonanie, że żaden bóg (bogowie) nie istnieją.

Panowie słyszeli o Dawkinsie i "nowym ateizmie", bo wielokrotnie w tekście się na niego powołują, a skoro tak, to istnienie wspólnego światopoglądu dla grupy zwolenników jego teorii pominęli tu z premedytacją.  
Sami tez przyznają, że tak rozumiana religia pasuje im do religii "Abrahamowych", więc z podobną premedytacją pomijają buddyzm, czy konfucjonizm. Nie ma tam założenia istnienia żadnej transcendentnej potęgi.
Tak niejako na marginesie przyszły mi do głowy pojęcie świeckie religie. Taka konstrukcja krąży wokół przekonania, że negując system wartości oparty na Bogu, trzeba go zastąpić jakimś innym. I tu znalazłem pewien artykuł pt. "Konsumpcjonizm - nowa świecka religia": 

"Elementami, na których zasadza się każdy kult są bóstwa, kapłani, świątynie, modlitwa, święta i rytuały oraz wyznawcy.
 W konsumpcjonizmie rolę pierwszych z wymienionych spełniają przede wszystkim wielkie marki zaopatrujące rynek w gadżety, akcesoria, odzież, kosmetyki, samochody, a nawet używki i produkty żywnościowe oraz wybrane usługi, które są traktowane jako fetysze.
 Funkcję przypowieści biblijnych spełniają kampanie reklamowe i spoty zbudowane na narracjach osnutych wokół legendy atrakcyjnego i szczęśliwego użytkownika oferowanego produktu, intensyfikujące siłę oddziaływania efektu Diora, stale poszerzającego rzeszę wyznawców-konsumentów.
 Na kapłanów konsumpcjonizm wyświęca celebrytów i sezonowych idoli, których zadaniem jest wywiązywanie się z obowiązków trendsettera. W nich prof. L. Kołakowski dostrzegał obiekty współczesnego bałwochwalstwa, a usiłując dociec przyczyn istnienia  inwariantu ludzkiej potrzeby produkcji karykaturalnych imitacji religijnego kultu, wskazywał na emocjonalnie warunkowane poczucie tożsamości."

Karykaturalna imitacja religijnego kultu... Kontynuując  ten wątek nawiązałbym do Jacka Sieradzana, który w "Szaleństwie w religiach świata", podejmuje temat tzw. klaunów którzy nie imitują, a parodiują obrzęd religijny i postać kapłana.  

Zostało jeszcze owo zjawisko życia pozagrobowego i tu nieoczekiwanie autorzy książki sami sobie strzelają w stopę w rozdziale p.t. "Ateiści nie wierzą w nic":

"Tyle że jak już mówiliśmy, ateiści są bardzo różni. Są wśród nich i tacy, którzy wierzą w rozmaite nadnaturalne — a przynajmniej niewyjaśnialne w kategoriach naukowych — zjawiska. Sami spotykaliśmy wśród ateistów ludzi wierzących w duchy albo poważnie traktujących astrologię. Teoretycznie rzecz biorąc, to w zasadzie zupełnie możliwe. W końcu ateizm to (z definicji) niewiara w boga — jedynego boga religii monoteistycznych — i bogów, czyli wszystkie byty i/lub istoty obdarzone boskimi atrybutami."

 Wynikałoby, że ateiści mogą wierzyć w różne rzeczy, pod warunkiem, że nie jest to Bóg. 
Podsumowując, daleki jestem od twierdzenia, że wszyscy ateiści pragną stworzenie dla siebie jakiegoś zamiennika religii. Nie mniej jednak, jak wynika z obserwacji nie tylko moich, pewne grupy do tego dążą i można powiedzieć, że tworzą zręby jakiejś nowej religii opartej na "antywiarze", co wynika z ludzkiej potrzeby wiary. Nawet jeżeli jest to wiara w rzeczy nienadprzyrodzone, które powoli stają się przedmiotem swoistego sacrum.  


14 komentarzy:

  1. Wydaję się ,że tu nie ma co filozofować o istotę ateizmu jak i tego,żeby ateizmowi dorabiać jakieś nowe formy.Znaczenie ateista można sobie podkręcać na rożne sposoby jak komu pasuje.Lecz ostatecznie encyklopedia pisze jasno i nie ma co komentować. Ateizm – brak wiary w istnienie bogów ewentualnie odrzucenie teizmu,pogląd przeczący istnieniu sił nadprzyrodzonych i odrzucający wiarę w Boga lub doktryna głosząca odrzucenie wiary w istnienie boga.Ateista może także uznawać religię za nienaukową, sprzeczną z rozumem lub niepotrzebną.Nic dodać nic ująć.Kropka i wszystko jasne.Jak ktoś chce sobie do ateizmu dorabiać jakieś niestworzone znaczenia to niech sobie dorabia bo to i tak nic nie zmieni.Co do Hitlera to on był takim katolikiem jak ja biskupem Florencji rezydującym na księżycu.Jest pokaźna ilość wypowiedzi Hitlera o Bogu,chrześcijaństwie jak i to jak traktował duchowieństwo katolickie i mało kto zwraca uwagę pastorów protestanckich zwłaszcza w obozie Dachau.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie dorabiam ideologii, tylko staram się dowieść, że system ten opiera się po pierwsze na wierze, bo nie mogą udowodnić że Boga nie ma, a związku z tym ma znamiona religii, lub przynajmniej jej substytutu.

      Usuń
    2. Oczywiście,że tak zgadza się.Mam na myśli Udo Schüklenk czy Russell Blackford i im podobni.

      Usuń
    3. Radku:
      Ja naprawdę nie pojmuję. Czytałeś bardziej niż nieuważnie ;) Gdyś czytał uważnie, przekonałbyś się, że i ten problem, kto co powinien udowadniać, jest wyjaśniony. Chyba, że celowo, dla udowodnienia swoje tezy, że ateizm jest religią, celowo pomijasz wybrane fragmenty książki.

      Usuń
  2. Kilka drobnych sprostowań.
    - R. Blackford jest nie tylko pisarzem sf, to wykładowca University of Newcastle, Australia.
    - Jesteś w błędzie, w omawianym rozdziale jest odniesienie do buddyzmu, a o konfucjanizmie znajdziesz tekst pod koniec książki – to tak naprawdę system filozoficzny, zbiór norm moralnych, których twórcami nie są bogowie.
    - Pomysł z konsumpcjonizmem jako religią jest strasznie chybiony. Gdyby miał być prawdziwy, każdą dowolnie spójną grupę np. wielbicieli muzycznego idola, kibiców drużyny futbolowej, itp., też można by nazwać grupą religijną. Religię, w jej prawdziwym ujęciu charakteryzuje wiara w byty nadprzyrodzone, i tego chyba w tym rozdziale nie doczytałeś (przełom stron 21,22).
    - Szkoda, ze w przypisach nie podałeś stron cytowanych fragmentów, nie chce mi się czytać całej książki jeszcze raz, by znaleźć fragment zaczynający się od słów: „Tyle że jak już mówiliśmy, ateiści są bardzo różni. (...)”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem zapytać, jaki to wspólny światopogląd reprezentują panowie Dawkins i spółka?

      Usuń
    2. A co wykłada?

      No przyznaję, że przeczytałem te rozdziały, które dotykały interesującego mnie tematu. Konfucjonizm mimo wszystko zakładał istnienie czegoś takiego jak Duchy Przodków.

      No nie jest taki znów chybiony. Pojęcie Bożyszcze nie bez powodu ma źródłosłów wspólny z Bogiem. Nie w tym tkwi sedno co się podziwia, tylko jak się podziwia. Można lubić piosenki Elvisa Presleya, a można oddawać mu niemal cześć boską, co czynią aż 3 kościoły Elvisa.

      Podałem nazwę rozdziału z tym zdaniem.



      Usuń
    3. R. Blackford na pewno nie wykłada pączków na półkę w uczelnianej stołówce. Nie wiem, jakie Ty masz wydanie, w moim jest jego krótka biografia. Zajmuje się filozofią polityki i prawa, filozofią religii, metaetyką i bioetyką.

      A cóż to za światopogląd ten „Nowy ateizm”? Mnie się do tej pory wydawało, że to grupa ateistów, która oprócz negacji istot niematerialnych krytykuje religie. Co to ma wspólnego ze światopoglądem?

      Czy te „kościoły” Elvisa to nie przypadkiem jakieś wypaczenie? W ten sposób nawet agnostycyzm można uznać za religię. Ateizm nie ma nawet żadnego „bożyszcza”, istnieją postacie z ateizmem związane, ale nikt ich za świętych nie uznaje.

      Zdobyłem się jeszcze raz na lekturę tego rozdziału. I powinienem pozostawić bez komentarza, bo dla właściwego zrozumienia sensu tego przytoczonego fragmentu konieczna jest znajomość trzech zdań napisanych po nim.

      Usuń
    4. Mniejsza z tym czym jeszcze się zajmuje i co wykłada. Głównie znany jest jako pisarz.

      Powinieneś wiedzieć co to jest, bo nawet piszą o tym w książce którą mi poleciłeś. Notabene jej autorzy chyba mają nie po drodze, z Nowym Ateizmem, bo kojarzy im się z fundamentalizmem.
      Nie kończy się na tych dwóch założeniach. Nowy ateizm opiera się na wierze, że świat jest czysto fizyczny, oparty o ewolucjonizm i scjentyzm - czyli nie ma miejsca w nim na nic, czego nie można wytłumaczyć naukowo. Książkę o Nowym Ateizmie mam zamiar przeczytać dokładnie, a nie tracić czas na rozwiewanie mitów o braku poczuciu humoru wśród ateistów, więc może napiszę o tym szerzej.

      Tak samo jak ateizm walczący jest pewnym wypaczeniem.

      I cóż te trzy zdania zmieniają? Co z tego, że jakieś religie zakładają ateistyczną interpretację swojej doktryny? To w końcu o czym piszą, a ateistach, czy o wyznawcach ateistycznych doktryn religijnych?

      Usuń
    5. Nowy ateizm to coś jak Wojewódzki w świecie rozrywki, przekraczanie granicy dobrego smaku. Ani nie religia, ani nie fundamentalizm, ani tym bardziej światopogląd.

      Wierzysz, że dziś jest wtorek 16 - 05 - 21017? Jeśli tak, jesteś wręcz fundamentalistą! Piszesz brednie, że nie toleruje braku miejsca na coś, co nie jest wytłumaczalne naukowo – ateizm nie wciska w te miejsca Boga, bogów czy innych niematerialnych istot.

      Taaak, szczególnie wierni katolicy mają poczucie humoru, gdy wszystkich wokoło posądzają o obrazę uczuć religijnych :D

      Usuń
    6. Ale przecież te pochody i marsze, strony na których się mądrzą racjonaliści i inni to jest dokładnie to samo. Zresztą porównanie do Wojewódzkiego jak najbardziej trafione, on również jest ateistą który wierzy "w zdrowy rozsądek i poczucie humoru". Pewnie że nie jest to w pełni religia ale tworzy się w ten sposób zręby, które są jej namiastką.

      To czy dziś jest akurat wtorek 16-05-2017 jest rzeczą względną. W Iranie jest teraz 19 dzień miesiąca Shaban roku 1438 i wierzę że tam nie ma wtorku :P

      Pogubiłem się natomiast w drugiej części tego co napisałeś bo już nie wiem co konkretnie masz na myśli. Siebie czy Nowy Ateizm?

      Może warto napisać o tym jakąś rozprawkę, albo felieton? Katolicki brak poczucia humoru, płonące stosy i leżenie krzyżem...

      Usuń
    7. Taaak, piłka nożna jest namiastką wojny – też są ranni :D

      To czego nie rozumiesz odnosi się do tego zdania: „Nowy ateizm opiera się na wierze, że świat jest czysto fizyczny, oparty o ewolucjonizm i scjentyzm - czyli nie ma miejsca w nim na nic, czego nie można wytłumaczyć naukowo”. Co jest sensowniejsze – uznać, że czegoś jeszcze nie wyjaśniono, czy uznać, że to dzieło boże?

      Już na koniec dyskusji przykład katolickiego poczucia humoru:
      „Dzwonek do drzwi. Otwiera pan domu i widzi śmierć w białej szacie z kosą na ramieniu. Mężczyzna zdenerwował się tak bardzo, że kolana się pod nim ugięły i zaczęły mu się trząść ręce. Śmierć widząc to mówi:
      - Nie pękaj, przyszłam po kanarka.” (to z katolickiego portalu, mam nadzieję, że bardzo Cię rozbawił, bo to najlepszy od kilku tygodni)
      :D

      Usuń
    8. Tak tak. Normalnie bym się ugryzł w język, tak tylko stuknąłem po palcach, żeby nie skomentować posuwania się w argumentacji na manowce.

      Już nie chodzi o to że to dzieło Boże. Mierzi mnie to balwochwalcze wręcz przywiązanie do siły nauki i rozumu.

      Kawał za kawał

      Po śmierci ateista trafia pod Sąd Ostateczny. Bóg jednak w sprawach prostych orzekł zaocznie - piekło! Ateisty jednak wykształcone, wygadane, domagają się rozmowy z Bogiem.
      I rzekł Pan do aniołów:

      - Powiedzcie im, że mnie nie ma!

      Usuń