poniedziałek, 22 maja 2017

Intensywny weekend.

Pół soboty dopinaliśmy naszą prezentację na Noc Muzeów. Miało się to nazywać "Sochaczew w wojennym obiektywie", staraliśmy się zawrzeć cały przekrój tego co się działo w naszym mieście w latach 1939 - 45 i chyba nam się udało, niestety w poniedziałek wywalił się portal i nie ma jak napisać sprawozdania.
Dysponujący facebookiem, mogą prezentację obejrzeć tutaj.
Do muzeum udaliśmy się z Tomkiem, z którym stanowię ekipę StaregoSochaczewa i zgarnęliśmy  rodzinę oraz znajomych. 
A było super - muzeum wypełniło się jak zwykle żołnierzami w mundurach z czasów drugiej wojny, żołnierze prezentowali używaną wówczas broń, a głodni nie tylko wrażeń mogli najeść się żołnierskiej grochówki z kotła. Grupy rekonstrukcyjne dzieliły dziedziniec z ptakami drapieżnymi, sowami i sokołami, do których garnęła się dziatwa. Każdy chciał pogłaskać sowę...





Małas z sową. Głaskał ją i stwierdził, że ma bardzo puchate miękkie piórka.
W panelu wykładów oprócz naszej prezentacji odbyły się też inne prelekcje.
Bardzo podobał mi się wykład Mariusza Samborskiego o Statucie Sochaczewskim - jednej z najstarszych ustaw prawnych, jakie ustanowiono na Mazowszu. 
O młodych dziewczętach z organizacji antykomunistycznych więzionych w Bojanowie mówiła Agnieszka Sławińska, autorka książki "Więźniarki polityczne z Bojanowa. Łagier dla dziewcząt w latach 1952-1956", którą można w muzeum było nabyć. 

Wzięliśmy jeszcze udział w konkursie "gdzie jest samolot", ale nie udało nam się wygrać samolociku z klocków Cobi. Około godziny 21, wobec panującego chłodu, który dotknął nasze pociechy, wycofaliśmy się do domów.

A w niedzielę... pojechałem z kolegą na upragnioną wyprawę rowerową. Tym razem trasa nasza, zamykające się na dystansie 57 kilometrów wiodła przez Guzów, gdzie znajduje się perła wśród mazowieckich pałaców - pałac Sobańskich, aż po Humin, przez cały czas jadąc śladem pierwszej wielkiej wojny, która dotknęła Europę. Napiszę o tym niebawem.

7 komentarzy:

  1. I to się nazywa Noc Muzeów. Nigdy z tak bliska nie widziałam sowy, a o głaskaniu nie śmiałabym marzyć.
    57 km na rowerach? Podziwiam i czekam na relacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w tym roku znowu przegapiłam noc muzeów. Wg mnie to świetna inicjatywa. Bardzo chciałabym kiedyś Krzysia zabrać. Do jakiegokolwiek muzeum;) właśnie wpadł mi do głowy pomysł. Mogę go zabrać do pierwszego muzeum w którym ja byłam. Czemu wcześniej na to nie wpadłam ;)

    Sowa mądra głowa :) zawsze myślałam że te ptaki są dużo większe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pasuje mi termin Nocy , nie ma takiego nocnego spotkania na jesieni ?
    Taka ciekawa impreza , a ja nie mogę ...
    A już myślałam ,że na trasach rowerowych nie robisz zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobrażam sobie jaki Małas był zadowolony ze znajomości z sową.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Noc Muzeów- świetna sprawa, lecz do tej pory z tego nie korzystałam. Nie jestem nocnym Markiem. Śpiochy noce spędzają na białej sali a nie w muzeach. Bałabym się dotknąć sowy, gdyż ona ma bardzo ostre szpony. Ptak oswojony grzeczny, ale...
    Wycieczek rowerowych mogę Ci jednie pozazdrościć. Mój rower niesprawny, a nowego jeszcze sobie nie sprawiłam. Póki co- ceny tylko pooglądałam, ale jakby nie było, to już pierwszy krok :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez takie akcje można się sporo dowiedzieć o własnym regionie.
    Wsiadam na rower, zdopingowało świat mnie😂😁😀
    Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. No i elegancko. :) A sowa to coś niespotykanego z bliska za często.

    Fakt, Zbigniew Wodecki był sporo starszy od Cornella i faktycznie ostatnio był na operacji wszczepienia by-passów, doznał udaru po niej i po paru dniach dosłownie zmarł. Szkoda mi zawsze takich artystów, co swoją pracą dawali nam coś więcej niż te osoby znane z jednego hitu tylko.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń