niedziela, 21 stycznia 2018

Był sobie pisarz

Był sobie Pisarz, który bardzo lubił udzielać się w mediach społecznościowych. Zdarzyło się pewnego razu, że zakwestionował możliwości aborcyjne Znanej Feministki, wysnuwając całkiem słusznie, że są one wynikiem uprawiania seksu, co miało owej feministce nie grozić, jak rozumiem z racji aparycji. 
Aktualnie Pisarz gorzko żałuje swojego wpisu, bo Znana Feministka podała go do sądu i wygrała, a koszty publikacji przeprosin sięgają 427 tys. Sam bym się załamał.

Zwłaszcza, że to wcale nie musi być koniec, bo Pisarz ma inne fajne tweety na koncie, między innymi o Łysym Polityku:

Widząc ... myslę
"wziąłbym za łysy łeb i tłukł o mur, aż by mózg wylałby się uszami" ale potem sobie przypominam, że nie ma co się wylać"

Łysy Polityk zachęcony sukcesem Znanej Feministki również już rozważa pozew. 

Trwa dyskusja, czy tak wysoka kara nie jest przesadą. W obronę Pisarza wzięły prawicowe media, gdyż "nasz ci on". Ja sam nie wiem, gdyż uważam, że kara powinna być adekwatna do statusu, tego, kogo ma dotykać, a z drugiej strony trzeba zdawać sprawę, że dla większości obywateli taki jej zakres jest niszczący, a niszczenie ludzi za bzdurne wpisy to jednak gruba przesada.  

Delikatnie mówiąc nie jestem fanem ani Znanej Feministki, ani Łysego Polityka, twórczość Pisarza znam o tyle o ile, poglądy mam zapewne zbliżone, choć to w tym momencie nie ma znaczenia, bo problem tkwi w ich wyrażaniu w przestrzeni publicznej. W kameralnym gronie, przy piwku padają nieraz bardzo niewybredne żarciki, czasem ktoś się oburzy, czasem pokłóci ale można sobie w zasadzie gadać co się chce o rożnych znanych "typach i typiarach". 
Konta fejsbukowe twitterowe traktowane są obecnie jak prywatne folwarki, gdzie każdy w swej zagrodzie, równy... Tymczasem słowa nie giną. Gdy takim językiem posługuje się osoba znana, parająca się pracą piórem, mająca jakieś grono fanów - jest to karygodne w dwójnasób, niż u anonimowego dla większości Kowalskiego.

Osobna niejako konkluzja wynika z pewnej obserwacji bardzo relatywnego poczucia humoru. Otóż żart jest na ogół oceniany pod kątem własnych poglądów. Najbardziej chamskie teksty przechodzą, jeśli pokrywają się z atakiem na coś, czego nie lubimy, albo z czym się nie zgadzamy. Nie do przyjęcia są dopiero wtedy, kiedy atakują "naszych".

10 komentarzy:

  1. Cienka jest granica pomiędzy żartem a chamstwem.Po przejrzeniu twitterowej twórczości Pisarza (nie znam go) mogę stwierdzić,że jest takim prymitywnym typkiem,który cienką granicę przekracza z premedytacją

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zastanawiałam sie czy kara jest adekwatna czy zawyżona, lepiej gdy to drugie, bo takie zachowania trzeba tępić. Już od szkoły podstawowej zdarza się ubliżanie sobie w mediach społecznościowych i uczniowie uważają, że jest O.K. bo to przecież "tylko" fejsbuk, a że potem ktoś popełni samobójstwo? Oni nie wiedzieli, że taki wrażliwy...
    Ciekawe, co powiedziałby pan pisarz gdyby ktoś potraktował go podobnie, bo tutaj odniósł się nie do poglądów przecież...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam się z konkluzją w tym sensie, że nie istnieje obiektywna ocena żartu, zaś radosny rechot spowodowany przysraniem "nienaszemu" zdarza się prawie każdemu, bywają tylko różnice formy ekspresji, tudzież czasu na wyrechotanie się i ewentualnej próby "obiektywniejszego" spojrzenia na sprawę /do której czasem dochodzi, a czasem nie, to już kwestia indywidualna/...
    tu mi się kojarzy sprawa Jurek P. vs. P. Krystyn, gdy po wyrechotaniu się uznałem, że choć pociśnięcie się należało, to jakość tegoż była marna...
    ...
    wczoraj oglądałem debatę na ten temat, nieco z grubsza załapałem, o co się rozchodzi, ale detali dowiedziałem się potem z neta plus z Twojego tekstu... krótko jednak oglądałem, gdyż na ekranie był Ziemkiewicz, a ja akurat jadłem, po drugie zaś, to mnie naprawdę szybko męczą debaty polegające na wzajemnym przerywaniu sobie, cierpi moje poczucie estetyki komunikacji...
    ale mimo, że wiem już nieco więcej, to absurdalność zasądzonej sumy wgniotła mnie w sufit pozbawiając zdolności do oceny, czy pisarz w ogóle powinien coś płacić...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiepskie czasy nadchodzą wraz z tak zwaną polityczną poprawnością,
    niestety.Sądy ograniczają wolność słowa , a jeszcze tzw.rozgrzane .
    A te sądy za słowa zapoczątkował wiadomy sztukmistrz manipulacji z pewnej gazety.Sporo ludzi zapłaciło za słowa ,bo sędzia je zinterpretował tak a nie inaczej i postanowił zniszczyć finansowo.
    Ciekawi mnie inny aspekt,a mianowicie jakby taka notka ukazała się anonimowo(wiem,wiem ),to czy spożycielka jogurtów też tak zareagowała.
    Przypomniał mi się fakt ,jak pewien profesor założył sprawę drugiemu ,bo ten na stronie internetowej nazwał go erotomanem.Jeden i drugi byli rozpoznawalni.
    Ale ,że Piekara to Piekara a nie Pan Prokop z tej samej stajni, czy obo.....,o przepraszam ,obojętnie jaki sąd taką pierdołę by odrzucił.
    A tu huk z byle bąka.
    Owszem w USA można słono zapłacić za słowa, ale tam są inne sądy,inne pieniądze,adwokaci i precedensy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz, że "uważam, że kara powinna być adekwatna do statusu, tego, kogo ma dotykać""... ...". Niestety "sądy generalnie nie oceniają danego czynu prawnie zabronionego, tylko skutki jakie zostały nim wywołane". Oznacza to, że zniesławienie np. kloszarda pomówieniem, iż był on agentem lub TW, prawdopodobnie nikogo nie zainteresuje, ale może wywołać olbrzymie skutki gdy takie pomówienie skierowane zostanie do osoby będącej np. kandydatem, składającym jakąś ofertę, ubiegającym się o coś, itd., itp.,
    Inna sprawa, że np. Kwaśniewski, a także chyba L. Kaczyński, udowodnili, że nie może ich obrazić jakiś lump z dworcowej ławki, bo on nie ma t.zw. zdolności procesowej, ale nie jest to t.zw. status pozwanego.
    Czy w danym przypadku kara była za wysoka? Myślę, że chyba nie, jeżeli "znana feministka" potrafiła udowodnić przed sądem, że utrata dóbr osobistych może spowodować realne szkody w postaci np. utraty minimalnych dochodów z czteroletniej kadencji sejmowej ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona nie zasiada w sejmie, z pracy też jej nie wywalili, więc chyba nie działa to w ten sposób.

      Usuń
    2. Działa, właśnie tak działa. Sąd "z automatu" zalicza do odszkodowania straty już poniesione, które można udowodnić. Natomiast do tych hipotetycznych zalicza się potencjalne możliwości osoby, którą narażono na utratę dóbr osobistych.
      A podałem przykład sejmu, bo wszyscy znamy kwoty jakie mogą wchodzić w grę i daje to wyobrażenie o tym co to są dobra osobiste i jak wysokie może być odszkodowanie.

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w kwestii konkluzji i tego, że słowa zapisane w Sieci nie giną. Inne znane osoby próbowały usuwać swoje wpisy, jednak Internauci odpowiednio wcześniej zadbali o ,,zabezpieczenie materiału". Kiedyś nawet ceniłem tego pana, jednak obserwowałem już wcześniej, że zajmuje się sprawami, do których prawdopodobnie nie ma za bardzo predyspozycji. Najlepiej było jak pisał.

    Co do kwoty, to jak dla mnie spora przesada, nie jestem pewny czy celebryta jakiś miałby tyle pieniędzy ot tak, na tą karę. A co dopiero pisarz fantastyki.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli by słowa J. Piekary uznać za żart, to ja przepraszam, to ja wysiadam. Nawet gdyby powiedział je w stosunku do kogoś przeze mnie nielubianego. Chyba wciąż pamiętamy wypowiedź Owsiaka w stosunku do pani Pawłowicz. Niby też miało być śmiesznie i luzacko. Nawet w gronie najbliższych kumpli miałbym wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń