piątek, 30 marca 2018

Krew Zapomnianych Bogów



Moje opowiadanie znajdzie się w trzeciej odsłonie trylogii poświęconej słowiańskiej grozie. :)
Cieszę się jak nie wiem co - mam powyższe części, niektóre opowiadania bardzo mi się podobały, zwłaszcza "Żółte oczy Lasu" Dagmary Adwentowskiej.

wtorek, 27 marca 2018

Arthur Machen - Troje Szalbierzy

Powieścidełko z przysłowiowym twistem, bo wątków w nim dostatek, plus kilka opowieści uznawanych za dziwne. Co można mu zarzucić? Chwilami narracja, o dość męczącej nawet jak na styl retro manierze, nieco się dłuży. Ale fabularnie, jest to nie lada kąsek, gdyż pławią się w niej historie niebanalne. 
W tle przemyka się postać tajemniczego osobnika w okularach, do którego bohaterowie książki mają stosunek dość ambiwalentny. Ale czy słusznie? Wszak chodzi o tytułowych "szalbierzy", których konstrukcja moralna nagięta jest do osiągnięcia pewnych celów. Ich celów. Młodzieniec w okularach unika z wielu przyczyn spotkania z poszukującymi go ludźmi, lecz wraz z kolejnymi kartami książki owa konfrontacja wydaje się coraz bardziej nieunikniona...
Szalbierze snują przy okazji wspomniane opowieści, do których mniej, lub bardziej nachalnie pcha się groza. Pcha się, ale zwodzi nas na manowce i w ostatniej chwili lubi iść sobie precz, według dawnej recepty, w której nie ma miejsca na coś takiego jak dosadność...


poniedziałek, 26 marca 2018

Religijne boje w szkole

Pochodzę jeszcze z pokolenia które załapało się na kościelne lekcje religii. Do szkół przeniesiono ją w roku 1990 i zawsze miałem do tego faktu raczej stosunek negatywny... Wiem, że niby jest to powrót do tradycji międzywojennej,  było symbolem jakiegoś triumfu kościoła itd. Ale w praktyce...

Do kościoła chodzili ci co naprawdę chcieli. Nie było elementu postronnego, który zajmował się np. zdzieraniem figurki Chrystusa z krucyfiksu, ze słowami "złaź skur..." czego byłem świadkiem na jednej z katechez. Generalnie śmiem twierdzić, że księża i katechetki rzucone do szkoły też przeżyli szok termiczny, po zetknięciu się z młodzieżą, która odbiegała od tego, do czego przywykli w kościele. Skutkowało to różnymi konfliktami, nawet rękoczynami. 
Działo się tak, gdyż dzieci z końca XX wieku posiadały już inną mentalność niż te z początku. Rzekłbym że target lekcji religii różnił się diametralnie, miały na to wpływ zapewne lata PRLu, kiedy religię spychano na margines i część społeczeństwa uległa zeświecczeniu.
Mnie religia w szkole ani ziębiła, ani grzała. Były z tego jakieś korzyści - bo już nie musiałem specjalnie dygać do kościoła.

Starcie z księdzem miałem tylko na sam koniec ogólniaka,  kiedy na zaliczenie nauk przedmałżeńskich trzeba było napisać jakąś rozprawkę na temat religijny. Wybrałem sobie szatana, ale moje "bułhakowskie" podejście do tematu niezbyt się księdzu chyba spodobało. Nie powiedział mi wprawdzie tego wprost, ale zaczął marudzić, a że za mało, a że temat nie wyczerpany, a że coś tam... w końcu powiedziałem mu uprzejmie, że mam teraz inne zajęcia niż rozkminę pracy teologicznej. Na to on, że w takim razie nie zaliczy mi nauk przedmałżeńskich. Jego opadnięta szczęka była widokiem bezcennym, kiedy mu oświadczyłem, że mam to gdzieś, bo ożenku na razie nie planuję.

Obecnie temat lekcji religii stał mi się bliski z racji tego, że uczęszcza na nią mój syn. Nie wiem kto układa ten program ale... miałem parę razy zagwozdkę. Otóż jedną z prac domowych było opisanie, jak należy przestrzegać każdego z 10 przykazań... Konia z rzędem temu, kto wyłuszczy 9 latkowi, jak ma się odnieść do "nie cudzołóż", albo "nie pożądaj żony bliźniego swego". 

Albo ta modlitwa mnie wprowadziła w konstrnację:

"Dzięki Ci Panie Jezu za to, że ludzie wymyślili środki lokomocji, bo nie musimy się męczyć my, ani zwierzęta, a tak przyjemnie się jedzie i podziwia wspaniały świat. Dzięki za szerokie ulice, autostrady, parkingi, zakręty i nowoczesne stacje benzynowe."

Oczami duszy już widzę Jezusa, jak odkłada krzyż i zaczyna sklecać na poboczu stację benzynową, koniecznie nowoczesną. Przed każdą powinna stać kapliczka albo krzyż jako wotum...  Tylko czy to nie jest komercjalizacja wizerunku Boga? Mieszanie sfery sacrum z profanum? Zresztą może i jest coś na rzeczy, bo przejeżdżający przez Świebodzin kierowcy mogą podziwiać taki widok:



wtorek, 20 marca 2018

Napisałem coś strasznego

Napisałem, wysłałem i znalazłem się wśród laureatów.
Koniec końców zająłem drugie miejsce.



Jak ktoś ma ochotę przeczytać można pobrać gazetkę klikając w okładkę.
Moje opowiadanie nosi tytuł "Syreny".




poniedziałek, 19 marca 2018

Idę do pracy

Ciekawe, że od przystanku do pracy dzieli mnie około kilometra drogi. Jest to najciekawsza trasa jaką mógłbym sobie wyobrazić, dlatego często biorę aparat. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo łaskawy.




piątek, 16 marca 2018

Bójmy się dyktatury!

Jakieś 70% uczestników ankiety Onetu uważa, że w Polsce mamy dyktaturę. 
Generalnie termin ten pojawia się w też w ustach polityków opozycji. Co bardziej ostrożni, widząc że aktualne rządy nie bardzo jednak spełniają cechy dyktatury, nazywają ją miękką, lub pełzającą...

Osobiście widząc działania różnych demokratycznych z nazwy tworów UE i poprzednich rządów w naszym kraju, mam w nosie jak kto nazwie obecne rządy - bo czy to dyktatura, czy tzw. demokracja, "władcy" i tak sobie znajdą sposób, by wykołować prostych ludzi. Najlepszym przykładem na fałsz demokracji jest brak biernego prawa wyborczego, gdyż w praktyce bez komitetów partyjnych i startowania z ramienia partii, która ma 5% poparcia szary Kowalski nie ma szans dostać się do sejmu i wpływać na losy swojego kraju. Czyli wybieramy, ale karty z talii liderów partii. No ale wracajmy do sedna.
Jeśli już bym miał się przyjrzeć naszej "dyktaturze" - jest to coś w rodzaju autokracji, bądź autokracji parlamentarnej. 

Dyktatura to mniej więcej taki widok: Przed gmachem szeregowego posła stoi tłum ludzi, wódz (tzn. szeregowy...) wychodzi na balkon i ogłasza swoją wolę na dziś. Ot, przemalować jezdnie na niebiesko. 
Tymczasem trwają jakieś prace legislacyjne, ktoś te ustawy pisze i trudno mi naprawdę przyjąć że autorem wszystkich jest jeden jedyny Kaczaffi. Tu mamy do czynienia z jednoosobowym ideologiem pewnego założenia - realizowanego przez jego partię. Ale teraz niech mi ktoś powie, że gdzieś jakaś rządząca formacja nie miała ciągotek autorytarnych, albo działała wbrew woli jej lidera. 
Również brak poszanowania dla procedur sądowych i sejmowych nie ma aż tak świeżej tradycji w Polsce, jak dojście PISu do władzy. Wręcz przeciwnie, jest to stary sprawdzony sposób rządów, jedyne co je wyróżnia obecnie to ostentacyjna próba centralizacji władzy. Nie oznacza to jednak, że istniał wcześniej jakiś nienaruszalny trójpodział władzy. Gdyby istniał, w więzieniach siedziałoby całkiem sporo polityków rozmaitych formacji. Do diaska - więzienia się powinny aż od nich ulewać! Zamiast nich siedzieli opóźnieni w rozwoju biedacy za kradzież batonika. 

Owa "dyktatura" nie przeszkadza mi na razie wcale. Chyba że faktycznie nabierze cech dyktatury - takich jak drastyczne ograniczenie swobód obywatelskich, przymuszanie siłowe obywateli do uczestnictwa w życiu politycznym, w końcu prześladowanie opozycji. 
Oczywiście znajdą się tacy, którzy już te cechy dostrzegą - bo przecież Frasyniuka aresztowano... Przypomnę - to taki pan, który stwierdził, że on osobiście to obecnej władzy nie uznaje i miał w doopie wezwania do prokuratury.

Nie przejmuje się nawet tym, że myślę inaczej niż 70% czytelników Onetu. Im większa grupa ludzi, tym ich działania coraz bardziej irracjonalne, siła działania słów znaków, bodźców coraz większa.  

wtorek, 13 marca 2018

Okrucieństwo wobec zwierząt

W zasadzie temat okrucieństwa jest nieodzowny, jeśli chcemy rozpatrywać stosunki międzyludzkie, lub ludzko-zwierzęce. Ostatnio zwłaszcza to drugie jest nagłaśniane, w kontekście tzw. myślistwa. Czytam na forach głosy bardzo krytyczne w stosunku do myśliwych, a co mnie jeszcze bardziej dziwi, wręcz nienawiść bijącą od różnych obrońców zwierząt. Ba, mam wrażenie, że niektórzy wręcz pozabijaliby tych myśliwych. 



Żeby była jasność - nie poluję i nie zamierzam. Miałbym poważne problemy i opory, aby uśmiercić zdrowe zwierzę. Facet chodzący po lesie z fuzją, tropiący zwierzynę nie budzi jednak żadnych emocji, choć typ z nowoczesnym sztucerem, który kładzie bez wysiłku trupem łanię z odległości km. nie bacząc na pierdoły czy jest od zawietrznej, czy nie, przypomina mi raczej zwykłego zabójcę. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że myśliwi podejmują oprócz polowań szereg starań, by pogłowie zwierzyny zwiększyć, a potem regulują liczebność odstrzałem - to niech sobie polują. 

Pytanie czy polowanie można uznać już za okrucieństwo, oczywiście wykluczając takie przypadki jak skórowanie jelenia żywcem, czego przed czterema laty dopuściło się kilku myśliwych, umieszczając film z tego widowiska w sieci. Polski Związek Łowiecki zgłosił sprawę do prokuratury i wszczął wobec zwyrodnialców postępowanie dyscyplinarne, nie mówiąc już że spłynęła na nich fala potępienia. 

Kompendium wiedzy o okrucieństwie: głównie
 człowieka wobec człowieka.
Janusz Tazbir, na łamach książki "Okrucieństwo w Nowożytnej Europie" twierdzi, iż okrucieństwo wobec zwierząt wynika z tradycji ich podmiotowego traktowania, co miało swoje uzasadnienie w Biblii "Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie." Rdz 9.1. I tam jest odwołanie do tego do różnych pozycji o myślistwie np. u niejakiego Tomasza Bielawskiego, który pisał w 1599 roku ("Myślistwo"):

"Wszystkoś deptać pozwolił w niskoziemnym wieku,
Owce, woły i w polach błędny zwierz człowieku
Lecz wżdy za przywilejem Dawid nas rozgrzesza
że pod nogami naszemi leży zwierząt rzesza"

To łowiectwo, czyli rzecz jeszcze uznawana za normalną. A palenie kotów w workach, które było niegdyś zwyczajową małomiejską rozrywką? Słynne szczwalnie - gdzie uczono psy polować na zwierzynę, szczując na zabiedzone wilki i miśki w klatkach? Prawdę mówiąc nikogo to nie obchodziło, oprócz paru zaledwie "gryzipiórków" którzy jako pierwsi wzięli zwierzęta w obronę. Ot choćby Szymon Szymonowic:

Chłopięta niecnotliwe gniazdko mi rozbiły
I dziatki jeszcze gołe z niego wyrzuciły;
A jam z wielkiej żałości piersiami o ziemię
Rozbiła się. Dusza jest matek miłe plemię

Tych jednak w dawnych wiekach można policzyć na palcach jednej ręki. Kto w dobie targających do XX w Europę krwawych wojen, miał czas myśleć o zwierzętach? Kartę praw zwierząt ustanowiono dopiero w 1978 roku. Był to pierwszy akt biorący w obronę bezradnych wobec poczynań człowieka mieszkańców naszej planety.


niedziela, 11 marca 2018

Atak karmy

Zaatakowała mnie torba z karmą... i wygrała.

Trochę współczuciaaa! Rzuciła się na mnie. Naprawdę.


piątek, 9 marca 2018

Pewne zmęczenie

Wczoraj mnie podkusiło, żeby Olejnik obejrzeć i niejakiego Topolskiego...  Odkryłem dziś pisząc notkę, że mi się już po prostu nie chce komentować. Pan Topolski opowiada w TV banialuki o Brygadzie Świętokrzyskiej mordującej Żydów, o tym że szmalcowników było więcej, niż ludzi pomagających Żydom, bo... drzewek w Yad Vashem jest tylko 7 tys i że marzec 1968 był sowietom "nie na rękę" (zupełnie nie wiem dlaczego miał być nie na rękę?) i niech tak zostanie bez komentarza, jak rewelacje Onetu o zakazie wjazdu dla Morawieckiego i Dudy do Białego Domu. Przypomniało mi się tylko że kiedyś Clinton nie chciał widzieć również u siebie Wałęsy, kiedy Jankowski chlapnął coś o Żydach... Zawsze w tle majaczą ci Starozakonni.

Chcę lata, albo chociaż wiosny. Chcę roweru i wyjazdów... Chcę Wam napisać o czymś ciekawszym i milszym.


czwartek, 8 marca 2018

Pożegnanie przed wielkim snem...


"Żyłam dłużej niż niejeden człowiek i życie miałam ciekawe, to co zostało, to jego resztka"
Ciszę się, że mogę go spędzać z wami, że nie jestem sama... bardzo was kocham...

Po czymś takim trudno nie być troszkę zdruzgotanym, zwłaszcza jak się takie słowa słyszy w szpitalu. Zwłaszcza jak się z kimś spędziło całe życie...




wtorek, 6 marca 2018

Płynę pod prąd...

Płynę pod prąd a oni ze mną
nieubłaganie patrzą w oczy
uparcie szepczą słowa stare
jemy nasz gorzki chleb rozpaczy

Muszę ich zawieźć w suche miejsce
i kopczyk z piasku zrobić duży
zanim im wiosna sypnie kwiaty
i mocny zielny sen odurzy


Ludwik Głowacki - bohater września 1939. Dowódca 6 baterii 17 pułku artylerii lekkiej, która 16 września pod Ruszkami ściera się z jednostkami niemieckiej dywizji pancernej SS Leibstandarte „Adolf Hitler", wspieranej przez 1 batalion 1 pułku pancernego. Jego żołnierze zniszczyli 22 wrogie czołgi ogniem haubic 100 mm.
Ludwik Głowacki - wyrokiem Naczelnego Sądu Wojskowego w Warszawie 8 sierpnia 1952 skazany na karę śmierci...
Rok 1977. Ostatnia misja kapitana Głowackiego...

Pobojowisko w Ruszkach


Po wojnie, Głowacki nie widział swojego miejsca poza Wojskiem, a nowa władza z początku doceniała starą, świetnie wyszkoloną i doświadczoną w ogniu walk kadrę. Do czasu...
Słynny „proces generalski" i sprawy „odpryskowe" wchłonęły również i Głowackiego. Zostaje aresztowany 16 lipca 1951 roku, wraz z wieloma innymi. Oskarżenia o dywersję, szpiegostwo, katowanie, wymuszanie zeznań, w końcu kula w tył głowy i pogrzeb w nieznanej mogile - tak władza ludowa odpłaciła bohaterom września za poświęcenie w walce z niemieckim najeźdźcą.  8 sierpień 1952 roku, to dzień, w którym Głowacki usłyszał swój wyrok - kara śmierci. Tylko dlatego, że funkcjonariusze UB liczyli na to, że wyduszą z niego zeznania obciążające generała Stefana Mossora, wykonanie wyroku przeciągnęło się w czasie, a ostatecznie władze „łaskawie” zamieniły karę śmierci na dożywocie. 
Po pobycie na Mokotowie i we Wronkach, został po 5 latach uwolniony i zrehabilitowany w 1956 roku. Zajmował się historią, pracował jako kustosz Biblioteki Narodowej. W 1977 roku, już jako emeryt podjął się żmudnego zadania ewidencji grobów dawnych towarzyszy broni. Bywał często w Sochaczewie, jako weteran walk w naszym rejonie, współorganizował rajdy szlakiem Bitwy nad Bzurą i spotykał się z młodzieżą. Jego ewidencję - gruby skoroszyt arkuszy z tabelami - miałem okazję trzymać w ręku.

Cmentarz w Trojanowie lata czterdzieste. (zdjęcie ze zbiorów MZSIPNB)




Gdy dziś wchodzimy na trojanowski cmentarz, mijając szeregi białych krzyży, ze stojących pomiędzy nimi kamieni i tablic czytamy słowa-hasła, takie jak Bitwa nad Bzurą, AK, Katyń... Nierzadką są to jedyne wizytówki leżących tu ludzi. Jeszcze w 2014 roku, główna aleja prowadziła do obelisku, na którym władza ludowa napisała: „Poległym w obronie ojczyzny w walce o wyzwolenie narodowe i społeczne". Co wtedy czuł? Treść tego napisu musiała być niemal, jak piekący cios w policzek, bo to orędownicy tego „wyzwolenia społecznego" zgotowali później walczącym w obronie ojczyzny piekło i skazali na wyklęcie. Mawiał, że ten pomnik, "to nie dla tych żołnierzy". 
Tropy przyprowadziły go tu jednak jeszcze w innym celu, na poszukiwanie żołnierzy, którzy nie zginęli ani we wrześniu, ani podczas II Wojny.

Inskrypcje na pomniku zmieniono w 2014r.

Z rozmów z Tomaszem Siekierą - mieszkającym koło cmentarza, Głowacki dowiedział się o nocnych wizytach pracowników UB, przywożących trumny na trojanowski cmentarz. W owym czasie gospodarstwo Siekierów było jedyne w okolicy cmentarza (patrz pierwsze zdjęcie), toteż nic dziwnego, że funkcjonariusze u niego urządzili sobie tymczasową bazę. Trumien przyjechało kilkanaście, a opierając się na kolejności wykonywanych wyroków i relacji samego Siekiery, pułkownik ustalił nazwiska i kwatery pomordowanych w sprawach „odpryskowych” procesu generalskiego oficerów. Kwatera XII na prawo od obelisku, rząd grobów NN od 286 do 303. Według Głowackiego leżą tam m.in. Zdzisław Barbasiewicz (Gryf), Zefiryn Machalla, Aleksander Rode, Benno Zerbst, Bernard Adamecki, Józef Jungraf, August Menczak, Stanisław Michowski, Władysław Miniakowski i Szczepan Ścibior. Ciał tych oficerów nie znaleziono nigdy, ich symboliczne mogiły znajdują się i na Łączce i na Powązkach... 



W latach 90. wydana została w Londynie książka Małgorzaty Szejnert „Śród Żywych Duchów", w której autorka usiłuje odpowiedzieć na pytanie, co się stało z ciałami ofiar stalinowskiego terroru. Jej fragmenty dotyczące cmentarza trojanowskiego pojawiły się zaś jeszcze przed wydaniem w jednym z numerów „Sochaczewianina". Książka wyszła ponownie nakładem wydawnictwa „Znak" w 2012 roku. Można się z niej dowiedzieć m.in. o działaniach kapitana Ludwika Głowackiego, o poszukiwaniach szczątków rotmistrza Pileckiego i wielu innych... .






i


poniedziałek, 5 marca 2018

Korona Marcowa - 50 lat.

Marzec 1968
W tym roku mamy zatem okrągłą, 50 rocznicę tych wydarzeń. Mówi się, że tego roku przetoczyła się przez Polskę fala antysemityzmu. Mówi się się jak zwykle wiele, o historii najnowszej, która pomimo zdawać by się mogło krótkiego okresu czasu, wcale nie jest jaśniejsza…
Mówi się...


Geneza marcowego polowania na tzw. syjonistów nie leży moim (i nie tylko moim) zdaniem wcale w Polsce. Choćby dlatego, że nie był to suwerenny kraj, który mógł sobie sam z siebie wystąpić z jakąś tego typu inicjatywą bez zachęcającego klepnięcia ze wschodu. Klepnięcie nastąpiło, a jego powodem była Wojna 6 dniowa z Arabami. Konflikt z czerwca 1967 pokazał siłę niedużego przecież państwa Izraelskiego, sojusznika USA i słabość krajów arabskich, wspieranych przez Rosję. Izrael zyskał wówczas na znaczeniu, powędrował do niego w następstwie amerykanki sprzęt wojskowy, a Związek Radziecki ucierpiał wizerunkowo.
Radość, że utarto Moskwie nosa przeniosła się do Polski, i objawiali ją nie tylko Żydzi, ale też i sceptycznie nastawieni (mówiąc lapidarnie) wobec rządów komunistycznych Polacy. Po stronie Izraela opowiedział się kościół, czego przykładem choćby słowa kardynała Wyszyńskiego: „Prosimy cię, Matko i Królowo pokoju, otocz swą macierzyńską opieką ziemię świętą, święte Jeruzalem, święte Betlejem i cały ten kraj, który również ma prawo do wolności i stanowienia o sobie”.
Na reakcje Moskwy nie trzeba było dużo czekać. Szef sekcji Polskiej w wydziale zagranicznym KC KPZR w Moskwie Piotr Kostikow wspomina rozmowę Breżniewa z Gomułką, w której ten pierwszy „miał żal do Władysława Gomułki o to, że w PRL towarzysze żydowscy otwarcie krytykują politykę Kraju Rad wobec państwa Izrael po zwycięskiej dla Żydów wojnie sześciodniowej. Zagniewany tow. Wiesław zadeklarował, że nie dopuści w Polsce żydowskiej V-tej kolumny. Te słowa o V-tej kolumnie powtórzył on w transmitowanym przez TVP oraz Polskie Radio przemówieniu na Kongresie Związków Zawodowych(1).” Zresztą zwrot V kolumna nabrał siły i bez Gomułki, używa go także Moczar, kwitując doniesienie, iż w sali zebrań TSKŻ [Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów] został odegrany przez Mendela Szafira hymn Izraela :  "Może kto mieć jeszcze wątpliwości a pro pos (sic) V kolumny"?.
Ba, żeby sprawę jeszcze bardziej uprawdopodobnić oskarżono Izrael o zawarcie przymierza z Niemiecką Republiką Federalną (NRF), co zdaniem propagandy miało "prowadzić do uznania Polaków winnymi zbrodni na Żydach w czasie II wojny światowej" (2)
Jeszcze w lecie 1967 z nakazu Kremla zaczęto wywalać osoby pochodzenia Żydowskiego z newralgicznych stanowisk, nie tylko w Związku Radzieckim i w Polsce, ale w całym bloku podległych państw socjalistycznych. „W samej partii rozpoczęła się antysemicka nagonka personalna. Do końca marca 1968 r. z PZPR wyrzucono ponad 8 tys. osób. 80 funkcjonariuszy wysokiej rangi utraciło swoje stanowiska, 14 z nich pełniło funkcje ministerialne.”(3) Hasło antysyjonizmu stało się pretekstem do wystąpień antyżydowskich. To paranoiczne szukanie wrogów i polowanie na czarownice nie było zresztą niczym nowym, zadeklarowanymi wrogami byli Akowcy, ale podobne represje dotknęły teoretycznych przyjaciół systemu np. osoby związane jakoś z Jugosławią, w tym członków komunistycznej przecież jugosłowiańskiej partyzantki (byli wśród nich cudzoziemcy), po tym jak Tito pokazał Stalinowi wała, gdy ten zaczął się zbytnio wcinać w sprawy jego państwa (Kryzys Jugosłowiański 1948). W 1951 wrogów dopatrzono się w oficerach kadry przedwojennej, którzy zdążyli trochę już podkształcić LWP i rozprawiono się z nimi brutalnie. Ale na tym polegało nakręcanie komunistycznej aparatury terroru – wróg czyhał wszędzie!
Oczywiście naiwnością byłoby twierdzenie, że w społeczeństwie nie było środowisk antysemickich, którym nagonka na Żydów się podobała. Z przedwojennych organizacji radykalno-narodowych uchowały się choćby niedobitki ONRu, z Bolesławem Piaseckim na czele, które założyły PAX. I chyba warto o nich wspomnieć w kontekście tradycyjnie rozumianego antysemityzmu, który skłaniał ich do poparcia Gomułki. Ale co jeszcze bardziej istotne - gros najbardziej aktywnego aparatu stalinowskiego stanowili Żydzi.

W Polsce chciano ugotować na wywarze z antysyjonizmu jeszcze jedną zupę – wywalić tow. Wiesława. Zajęli się tym już wcześniej towarzysze „partyzanci” od Moczara, ale Gomułka dołączając do frontu przeciwko syjonizmowi, uchował się jeszcze. Rzeczą zresztą ciekawą i dość skomplikowaną jest sprawa odwiecznych konfliktów wewnątrz PPR, przez którą Gomułka trafił do pudła w 1948. Wsadzili go m.in. towarzysze Żydzi, tacy jak Kuba Berman, czy Józio Goldberg.
No i w końcu marzec… Znamiennym jest, że młodzi ideowcy walczący o ten lepszy komunizm i "Dziadów" na scenie teatru, tacy jak Michnik i Kuroń (vel. Szechter i Kordblum) oraz Szlajfer, również w wielu przypadkach byli żydowskiego pochodzenia. Wiece po relegowaniu Michnika i Szlajfera wręcz były władzom na rękę, bo potwierdzały działanie tej żydowskiej imperialistycznej V kolumny. No i dało się je rozpędzić zomowskimi pałami i z pomocą „aktywu robotniczego”, co by ten „aktyw” nie znaczył (oznaczał z reguły ORMO). W październiku 1968 r. Prokuratura Generalna informowała o 2732 zatrzymanych w związku z Marcem (4), z czego większość stanowili jednak robotnicy (937 na około 600) a nie studenci. W Gdańsku np. to oni byli silnikiem napędowym protestów.

Nie ma jednak co kryć, że system wykształcił już różnego rodzaju „poputczików”, a partia właśnie wskazała im wroga, zatem zdarzały się takie przypadki jak ten opisany mi kiedyś przez moją nieodżałowaną nauczycielkę z Liceum, która w latach 60 była studentką polonistyki.
„Siedziałam ze znajomymi w kawiarni, gdy podszedł do nas jakiś osobnik, wpierw uważnie mi się przyglądając. Pochylił się nade mną i stwierdził oskarżycielsko: „A obywatelka to mi wygląda na syjonistkę”…
Pani Maria nie przypominała przedstawicielki ludów semickich, ale być może syjoniści nie muszą być do nich podobni?
Był to dokładnie ten sam sort, który tłukł pałami polskich oficerów w kazamatach ubeckich katowni. Im było wszystko jedno.
Pozostaje jeszcze stanowisko Gomułki. 19 marzec 1968:
W wydarzeniach aktywny udział wzięła część młodzieży akademickiej pochodzenia żydowskiego. Rodzice wielu z nich zajmują odpowiedzialne, a także wysokie stanowiska w naszym państwie. To spowodowało, że wypłynęło, opacznie nieraz pojmowane, hasło walki z syjonizmem.”
Istnieje, po pierwsze, „kategoria Żydów – obywateli polskich (która) uczuciowo i rozumowo nie jest związana z Polską, lecz z państwem Izrael. Są to na pewno nacjonaliści żydowscy. Czy można mieć do nich za to pretensje? Tylko takie [jak] do wszystkich nacjonalistów, bez względu na ich narodowość. Przypuszczam, że ta kategoria Żydów wcześniej lub później opuści nasz kraj. Gotowi jesteśmy wydać [im] emigracyjne paszporty.”
Jest wreszcie trzecia, najliczniejsza grupa naszych obywateli pochodzenia żydowskiego, którzy wszystkimi korzeniami wrośli w ziemię, na której się urodzili i dla których Polska jest jedyną ojczyzną. Wielu z nich rzetelnie zasłużyło się Polsce Ludowej. Polska ceni ich za to wysoko”.

Przed Żydami w Polsce otworzyła się droga wyjazdu z Polski do Izraela, a stamtąd – gdzie dusza zapragnie. I tu warto zwrócić uwagę na pewną dość istotną rzecz: Gros Żydów wyjechała do Izraela i innych krajów zupełnie z własnej woli i z ochotą, łącznie z różnego rodzaju aparatczykami jak np. pani Wolińska, czy pan Szechter. Wyjechało ich 15 tys (według innych źródeł 20 tys). A mam niejasne wrażenie, że podobną ochotę na wyjazd z PRLowskiego raju przejawiali rodacy, którzy wcale Żydami nie byli. Dziś nagle okazało, się, że jest to wielce umęczona i wygnana z Polski ludność, a przecież ci co chcieli, to zostali. Owszem, trzeba było znieść szykany, ale czy nie znosił ich każdy, dla którego program partii jednak nie był programem narodu? Tu warto przytoczyć słowa Bolesława Szenicera:
Dla nich (Żydów) była to kolejna alija umożliwiająca im wyjazd i budowę wielkiego Państwa Izraela. Masowy wyjazd z Polski około 20 tysięcy osób był tym bardziej możliwy, kiedy oficjalnie było już wiadomo, że nie trzeba jechać koniecznie do Izraela. Większą część emigrantów stanowiły normalne rodziny, dla których dzięki tej nagonce politycznej sterowanej z Moskwy otwarły się szeroko wrota do wolności. Zaraz po tej wiadomości, iż we Wiedniu czekają na przybyszy z Polski organizacje żydowskie z całego świata, po paszport ustawiły się długie kolejki chętnych do wyjazdu. Byli też tacy polscy Żydzi, których wyjazd do lepszego świata nie interesował. Dla nich Polska była Domem Ojczystym. Oni nie ulękli się tej nagonce gomułkowsko-moczarowskiej (5).”
Odnoszenie wydarzeń marca 1968 roku jako przykładu antysemityzmu w narodzie jest manipulacją, wzbudzającą poczucie wstydu (w roku 2000 w Tel-Awiwie kaja się za marzec prezydent Kwaśniewski, kaja się urzędowo i jako Polak!). Używa się retoryki odwołującej do „czystek”, lub „zbrodni”, o Żydach, którzy wyjechali mówi się „ofiary marca”. Niestety nie dowiemy się ilu z nich to naprawdę ofiary, które wyjechały przymuszone strachem, bo wcześniej drzwi poza kraje socjalizmu były dla nich zamknięte na głucho.
Z artykułu Gazety Wyborczej „Cała Polska wyjeżdża” wynikałoby, że wydarzenia 1968 wpłynęły na lepsze postrzeganie partii (sic!) „Nagonka na Żydów miała uwiarygodnić PZPR w oczach ludzi, przedstawić ją jako partię „narodową” – co skutkowało, niestety. Było wiele zapisów do partii, która naraz zrobiła się „nasza”.” (6) Z pewnością reszta gnębionych przez system ludzi, którym nie dane było wyjechać, zaczęła szturmem domagać się legitymacji partyjnych, utożsamiając się z reżimem…
Marzec utytłał polską świadomość, rok ’68 to był horror horrorów, rok 1968 przyniósł wielką rehabilitację polskiej megalomanii narodowej, która owocowała straszliwym spustoszeniem społecznej substancji”. Ale dziwnym trafem dla autora tych pokrętnych słów o "narodowej megalomanii", A. Michnika Wojciech Jaruzelski, współautor antysemickich rozkazów i główny „odżydzacz” wojska jest ni z tego niż z owego „człowiekiem honoru”. Ale Michnik tak ma.
źródła, niestety wybrane:
(1) Piotr Kostikow - Widziane z Kremla
(2) Łukasz Kamiński - Kampania antysemicka
(4) Łukasz Kamiński - Represje
Jan Bodakowski – Społeczeństwo w walce z PZPR
(6) Tadeusz Sobolewski „Cała Polska wyjeżdża” -
inne źródła i portale:
http://www.marzec1968.pl
https://pl.wikipedia.org/

niedziela, 4 marca 2018

Zabawa ze zdjęciem

Wygląda na to, że mamy z Anzai parę wspólnych zainteresowań. Ja wprawdzie nie jestem raczej zwolennikiem kolorowania starych zdjęć, ale zabawą z nimi i owszem, zwłaszcza z fotomontażem.

Celem Anzai, było wyeksponowanie ze zdjęcia rodzinnego domu. Jego zmagania z tematem można obejrzeć pod tym linkiem.

Efekt robi wrażenie, lecz jak dla mnie świeża zieleń przytłacza i odwraca trochę uwagę od tła. Zarysy drzew wydaje mi się także zbyt ostre, więc postanowiłem wprowadzić kosmetyczną poprawkę i drzewa trochę stonować, eksponując bardziej to co w tle.
 Nie wiem czy mi się udało. :)
oryginał

Moja pzeróbka
Przy okazji, pochwalę się swoją zabawą. Moim celem było zilustrowanie artykułu, lecz kondukt pogrzebowy był raczej ponurym motywem, wolałem więc przerobić go na ilustrację. Zdaję sobie sprawę z pewnych niedoskonałości, np. wejście do sklepu pozbawione jest schodków... :), ale troszkę gonił mnie czas.



piątek, 2 marca 2018

Wyklęta historia

Kupiłem "Skazy na Pancerzach". Kupiłem, choć autor - Piotr Zychowicz, nie zachwycił mnie próbami gdybania w przypadku alternatywnych wizji historii na temat paktów Ribbentropp - Beck.
Kupiłem, zachęcony recenzją, wedle którego autor chciał się wykazać obiektywizmem w kreśleniu dziejów zbrodni powojennego podziemia, nie kłaniając się w żadną ze stron i być może mu się udało, bo książka wkurzyła gdzieniegdzie prawicę, a i lewica nie jest szczególnie nią zachwycona. Na pytanie ewentualne Grety Baggins odpowiadam - są liczby ofiar, ich nazwiska i dość wyczerpujące relacje. Przygnębiająca zatem to lektura, przypomniały mi się słowa Piotra Skargi, który w "Żywotach Świętych", napisał iż "męstwo żołnierskie zmienia się w okrucieństwo". Książkę zacząłem czytać od "Burego", po tej postaci było znać powolne staczanie się w odmęt ślepego odwetu. Okrutny był również dla swoich ludzi (kazał rozstrzelać podkomendnego za kradzież spodni chłopu, pomimo, że ten ostatni błagał go, żeby darował winowajcy życie). Następne zbrodnie wynikały z niechęci do Białorusinów (już w 1939 roku "Burego" rozbroił oddział kolaborujących Białorusinów - nienawiść do nich pozostała mu do końca) każda kolejna pacyfikacja wsi była okrutniejsza od poprzedniej, dzieci płonęły żywcem w chatach ich ojcom i matkom strzelano w głowę na drodze przed chatą. 
Czyny nieetyczne i zbrodnie, nie uświęcają środków, bo byli wyklęci, którzy się do takich czynów nie uciekali. Nie jestem zatem zwolennikiem gloryfikowania tego człowieka po lekturze poświęconego mu rozdziału, wcześniej nie miałem zdania, choć musiało być w krytyce tego człowieka coś na rzeczy. 



Przy okazji Dnia Wyklętych, doszło do dość wyczerpującej i emocjonującej dyskusji z Asmodeuszem, przez która straciłem na jakiś czas ochotę na komentowanie Jego bloga, choć podobne scysje zdarzały nam się wcześniej. Szczerze mówiąc nieco zabawna była nasza wymiana zdań - zwłaszcza wynalezienie z triumfem przez gopsodarza relacji niejakiego Andrzeja Jaczewskiego i następnie zarzut, że co ze mnie za historyk, skoro do relacji pana Andrzeja podchodzę z dystansem. Otóż, moi mili, nie ocenia się skali zjawiska przez pryzmat jednostkowej relacji. 
Jeżeli pan Krzystof mówi: "Personel UB – co miałem okazję stwierdzić osobiście za parę miesięcy – był prymitywny i łatwowierny. Uwolnienie się z aresztu metodą „na deklarację współpracy” było powszechnie praktykowane. Tak uwolniło się wielu moich kolegów, a parę miesięcy później i ja osobiście." To coś tu mi nie pasuje i jestem skłonny przypuścić że raczej przestraszony osiemnastolatek po prostu nie stanowił w oczach funkcjonariuszy zagrożenia, a ludzie, którzy czytali jego złożone przed półgłówkami z UB zeznania już takimi debilami nie byli. Zwłaszcza że oficerowie, którzy złapali się na lep amnestii już tak łatwo nie mieli i nie było im dane zaznać spokoju, jak Pan Jaczewski, któremu udało się nawet skończyć medycynę. 

Ludzie ujawnieni w 1947 w latach 1948–1950 byli często ponownie aresztowani i skazywani za czyny objęte ową amnestią. Zapadały często wysokie wyroki, zgodnie z artykułem 6. amnestii pozostawiono jednak taką możliwość wobec działalności uprzednio zagrożonej karą śmierci lub dożywocia. Część osób ponownie zeszła do podziemia, rzadko jednak organizując zbrojny opór.

Asmo karmi swoich czytelników powielanymi ewidentnymi nieprawdami, pisząc:

„Wyklęci” nie walczyli z komunistyczną Armią Polski, nie walczyli z Armią Czerwoną – napadali na posterunki milicji (z różnym skutkiem) i na ludność cywilną, która miała sprzyjać nowej władzy. (...) Już w tamtych czasach wiedziano, że bezmyślne ofiary zwycięstwa nie przyniosą, o czym szczególnie tragicznie przekonali się Powstańcy warszawscy. „Wyklęci” porywali się z motyką na słońce i tę głupotę dziś próbuje się nam wcisnąć jako wzór patriotyzmu i uwielbienia Narodu.

No więc: walczyli. Wydmin, Zwoleń, Miodusy... i wiele innych miejscowości i były to starcia z z NKWD, LWP, UB i Armią Czerwoną. Uzbrojonymi ludźmi, którzy chcieli ich po prostu zabić, bo obu stronach brało w nich udział do tysiąca osób. Na czym opiera Asmo swoje tezy - pojęcia nie mam.

Dalej - owszem porwali się z motyką na słońce, ale nie z głupoty bynajmniej i o tym jak skończyły się dwie pułapki w postaci amnestii, jakie komuniści zastawili na "Wyklętych" o tym świadczą. Tu przytoczę dane, które udostępnił mi mój znajomy, dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą Paweł Rozdżestwieński. 

"Opierając się na niezwykle represyjnym prawie, w latach 1944–1956 orzeczono w Polsce ponad 8 tys. wyroków śmierci. Aż 5650 z tych wyroków zapadło przed sądami wojskowymi (wykonano połowę — 2810). Jak się ocenia, blisko połowa skazanych należała do polskiego podziemia niepodległościowego, a liczba zamordowanych — rozstrzelanych i powieszonych — po wojnie działaczy podziemia niepodległościowego była kilkakrotnie wyższa od liczby straconych w Polsce hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.

Ponad milion osób przeszło przez stworzony według sowieckich wzorców „gułag”, liczący 171 obiektów więziennych (51 więzień centralnych, 85 więzień karno-śledczych, 2 zakłady dla młodocianych, 2 kolonie rolne i 39 ośrodków pracy więźniów), gdzie przytrzymywano m.in. 81 tys. skazanych za tzw. przestępstwa przeciwko państwu. Tylko w 1951 r. za kratami przebywało 110 tys. osób, w tym 14 tys. wieźniów tzw. antypaństwowych. W 1953 r. liczby te wynosiły odpowiednio 162 tys. i 9 tys.

Blisko 9 tys. patriotów polskich komuniści zabili w walce lub skrytobójczo zamordowali, a ich zwłoki pogrzebano w często nieznanych do dziś miejscach. Mimo odmiennych powodów represji skierowanych wobec społeczenstwa polskiego — bilans realizowanego na zlecenie PPR/PZPR terroru państwowego wpisywał się w ciąg tragicznych zdarzeń związanych z wcześniejszą polityką obu okupantów: niemieckiego i sowieckiego."

Celem władz komunistycznych, nie był areszt, nie było skłonienie byłych AKowców do złożenia broni, tylko zniszczenie elementu potencjalnie dla władzy niebezpiecznego. Przypomnijmy - jak tylko uporano się z partyzantką - następni padli ofiarą wysocy rangą oficerowie sztabu WP w 1951 roku. Kilku z nich rozstrzelano, a potem nastąpiły tzw. "procesy odpryskowe". pochłaniające następną liczbę ofiar wśród oficerów. A oni nie poszli do lasu, niczym sobie na taki los nie zasłużyli.

czwartek, 1 marca 2018

Żołnierze Wyklęci



Jak zwykle przy okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych połowa internetu zamieniła się w znawców tematu. Ramka jest czarna, lub biała - Bohaterowie i mordercy. Należy wybrać z dostępnych dwóch kolorów i Wyklętych zbiorowo oprawić. A że z perspektywy kapci i kubeczka z kawą, albo partyjnego stołka, a nie szlajania się po lasach to już inna sprawa. Zauważyłem wspólny element w bardzo sprzecznych narracjach. Za każdym razem jest to historia prawdziwa.
Temat 'Wyklętych" jest mi słabo znany, bo w moich okolicach ich nie było. Szef  sochaczewskiej bezpieki niejaki Mazurkiewicz, musiał wyjechać aż pod Ciechanów, by oberwać kulę w łeb od żołnierzy Dziemieszkiewicza "Roja" i dopiero śledząc losy naszych UBeków, dowiedziałem się w ogóle, że ktoś taki jak "Rój" istniał. Wtenczas do "pułkowników" należał szybko dokończony po zmianie władzy film "Rój". Nigdy go nie obejrzałem. Dla mnie historia Wyklętych jest kolejną tragedią, ludzi i narodu, wiedza o niej czeka na jakiś inny moment, pozbawiony emocji... 

Gdy za historię biorą się politycy, zaczyna się robić syf. Gdy pan Zandberg ogłasza wszem i wobec, że on akurat pokażę prawdę o Wyklętych - równie dobrze może pokazać swój tyłek, będzie on z pewnością jego prawdziwym tyłkiem. Do tego doskakuje cała banda niemal etatowych "pluczy". Bawcie się zdrowo, oni się nie obronią.

Nagle wyciąga się nieboszczyków na światło dzienne, ale nie w celu ustalenia prawdy, tylko politycznego okładania się po ryju. To mnie razi na równi z gloryfikowaniem ewentualnych bandytów. Czy jestem za uczczeniem pamięci Wyklętych? 
Ja szanuję tych ludzi, dopóki czarno na białym mi ktoś nie udowodni, że wszyscy jak jeden byli bandziorami, tak przywiązanymi do wojennej rzeczywistości, że już bez swądu prochu i smaku skradzionego chłopom żarcia nie mogli żyć. Na razie mi wychodzi, że nie mieli nic, a i tak stracili więcej niż mieli. 

Wilki

Ponieważ żyli prawem wilka
Historia o nich głucho milczy
Pozostał po nich w białym śniegu
Żółtawy mocz i ślad ich wilczy.

Przegrali bój we własnym domu
Kędy zawiewał sypki śnieg
Nie było komu z łap wyjmować cierni
I gładzić ich zmierzwioną sierść.

Nie opłakała ich Elektra
Nie pogrzebała Antygona
I będą tak przez całą wieczność
We własnym domu wiecznie konać

Ponieważ żyli prawem wilka
Historia o nich głucho milczy
Pozostał po nich w kopnym śniegu
Ich gniew, ich rozpacz i ślad ich wilczy.

Zbigniew Herbert

Tak, miał Pan rację, panie Zbigniewie.  Będą konać, bo dziś im nikt spocząć już nie da.