środa, 30 maja 2018

Przegląd środka tygodnia

Po przejrzeniu dwóch sławetnych serwisów informacyjnych, utwierdziłem się w przekonaniu, że nawet wśród publicystów przeważają tumany (albo typy udające tumanów) nad ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia. 
Zupełnym przypadkiem trafiłem na wiadomość, że w Świnoujściu rosyjski marynarz ze statku "Kruensztern" "dusił papieża Polaka". Chodziło o zdjęcie z jakiegoś portalu społecznościowego, na którym Rosjanin chwyta popiersie JPII za gardło.
Reakcja władz Świnoujścia kuriozalna - rzecznik prasowy prezydenta bredzi coś o konsekwencjach wobec marynarza, wykluczeniu go z załogi. Od razu zaznaczam - prezydent tego miasta nie jest z obozu "dobrej zmiany". Zachowują się tak - jakby facet wjechał buldożerem i zaorał ten pomnik. Przyznam szczerze - większość pomników papieża, który wyraźnie sobie ich nie życzył wzbudza we mnie odruch wręcz wymiotny - wprawdzie ich (pomników) bym nie dusił, natomiast nie wiem czy bym się powstrzymał na widok twórców, czy pomysłodawców, gdyż czyn owego Rosjanina to pikuś wobec tego co oni zrobili z biednym papieżem...
Zresztą - papież jak papież, pomnik jak pomnik. jeżeli w Olsztynie można usiąść Kopernikowi na kolanach, to w Świnoujściu powinno być wolno złapać sobie papę za gardziel - kamień jest cierpliwy i sam widziałem (na zdjęciu), że wcale czynności marynarza mu nie przeszkadzały. 

Poniżej: Krótkowidz z Częstochowy i Syren z Sopotu.




Chciałem jeszcze w ramach relaksu obejrzeć na Onecie rozmowę Kuźniara z Hołdysem, ale nie dałem rady, aż tak się odmóżdżyć, by tą paplaninę przetrwać.

Wolałem sobie posłuchać Kazika i Muńka. Ciągle aktualne przesłanie. Nawet wers "Nowa powieść science-fiction: Jan Paweł 202", odnosi się do zjawiska pewnej papieżomanii - jeszcze za życia tegoż, bo nagrano ją w 1997 roku, tak samo jak "Jest Super" zespołu T-Love. Co ja robiłem w 1997? Trwał najbardziej hulaszczy moment mojego życia, zminimalizowania nauki i zmaksymalizowania dawek napojów wyskokowych różnej maści oraz marysinych dymków. 


poniedziałek, 28 maja 2018

Nowości na półkach...

...Które za chwilę się zawalą.


Nie mogłem przejść obojętnie obok fantastycznie ilustrowanej wojny światów. Autora "Wojny Światów" każdy zna, natomiast brazylijski rysownik Alvim Correa (1876-1910) zamieszkały w Brukseli, jest praktycznie anonimowy. Tworzył szkice o tematyce militarnej i erotycznej. :)


Ojzer Warszawski, urodził się i mieszkał w tym samym mieście co ja, jego pierwsza powieść 'Szmuglerzy", rozgrywa się w małym, prowincjonalnym miasteczku w ostatnich latach I Wojny Światowej. Żydzi parają się przemytem krążąc  na trasie Warszawa i (niewymieniony z nazwy w książce) Sochaczew.
Czytałem na razie fragmenty, książka napisana jest w specyficznym stylu, autor surowym dość językiem odzwierciedla to co widzi, obraz bez prób oceny zjawiska. Świat przezeń opisany wcale nie jest piękny - zresztą Warszawski jest podawany za najsłynniejszego, żydowskiego przedstawiciela naturalizmu. 
Jak większość wartościowych przedstawicieli narodu żydowskiego w Polsce zginął w Oświęcimiu w 1944 roku. 




Ostatnia pozycja jest niezwykle jajcarska. :) Po prostu czytamy i się śmiejemy, gdyż dzieje kontaktów ludzkości z alkoholem, sięgają czasów bardzo dawnych i zawsze wiązała się z wydarzeniami niezwykłymi. Autor postanowił przekazać swoją wiedzę na ten temat w prześmiewczy sposób, a wstępem opatrzył ją sam Robert Makłowicz.

czwartek, 24 maja 2018

Kto tu jest bardziej ułomny?

Strajk niepełnosprawnych na razie obserwuję. Oczywiście, każdy człowiek kierujący się empatią powie, że niepełnosprawnym należy się opieka i większe zasiłki socjalne. Zresztą czy tylko im? Co z lekami dla chorych na ciężkie choroby dzieci, których rodzice muszą szukać pomocy w rożnego rodzaju fundacjach i organizować zbiórki na leczenie? 

Sęk w tym, że zarządzając całym państwem i mając na uwadze jakiś tam budżet trudno się kierować empatią, a rząd dysponując naszą kasą - by dać niepełnosprawnym musi komuś zabrać. Oczywiście tu pojawia się nieśmiertelny argument - że przecież sobie nie odmawiają, czego przykładem ostatnio przyznane nagrody. Tylko te nagrody to raptem starczą na renty dla 10 niepełnosprawnych na rok. 
Oczywiście problem nadal tkwi w relokacji środków - bo niby dlaczego program 500+ jest taki drogi, nie obejmując progów zarobkowych? Takich "dlaczego" można wymieniać jeszcze wiele.

 PIS z protestem ewidentnie sobie nie radzi. Politykom puszczają nerwy, widać że  sprawa to dla nich wrzód na tyłku. Wypowiedzi potwierdzają indolencję i rozdrażnienie, jeśli ktoś nazywa je nawet skandalicznymi, to nie ma żadnych podstawy, by z takim określeniem dyskutować. 
Do tego dochodzą różne dziwne akcje - ograniczenia spacerów dla dzieci, dogadywanie się z kimś kto wcale nie protestował itd. itp... Jak pijane goryle we mgle. 

Protestujący zaczynają sobie strzelać w kolano również, bo nawet przy dużej dozie empatii nie sposób nie zauważyć że sprawa jest dość dziwna. Weźmy głównodowodzącą. Powtórzę za znienawidzonym Wielguckim, który jakby znienawidzony nie był, dane wyciągnął z profilu FB Hartwich:
Mieszka w drogim apartamentowcu w osiedlu "Strefa Czasu", na zdjęciach wycieczki zagraniczne, rehabilitacje, itp. 
WP dotarła do informacji, że syn dla którego miało pracy nie być, jednak pracuje w "Fundacji z Widokiem" i wziął sobie właśnie urlop by... protestować w sejmie. 
W końcu zaufania wszystkich niepełnosprawnych też nie ma, bo jej własna fundacja ni to działała, ni to nie działała, ktoś ma do niej jakieś pretensje, hejtuje... No nic dziwnego, nie każdy może sobie pozwolić na zabawę z pieskiem rasy Shih Tzu. 
Trudno też nazwać apolitycznym protest, na którym padają słowa "Nie głosujcie na PIS". 

Wizyta "prezydęta" LW to dopiero był cyrk. Chłop ewidentnie przyjechał się polansować, ale mu nie wyszło. Nie chciał nawet skorzystać z wolnego materaca. :D Ale poradził wezwać na pomoc górników. No i odniósł się do problemów niepełnosprawnych ze zrozumieniem, w końcu on zarabia 5000 tys a żona wydaje 6000...

Na razie nie widać końca całej tej zadymy, a reszta społeczeństwa jak zwykle podzielona.

poniedziałek, 21 maja 2018

Mały przerywnik

W niedzielę mieliśmy komunię syna, która odbywała się w ekstremalnej sytuacji, o której nie chcę się rozpisywać. Robiliśmy ją w domu, który zaczął przypominać oprócz jednego pomieszczenia pobojowisko. 


Tak się złożyło, że w piątek doszła książka, którą wygrałem w konkursie, nosi tytuł "Polskie Upiory". W tzw. międzyczasie opadłem na przestawioną do drugiego pokoju kanapę i wspomniana książka znalazła się w zasięgu mojego wzroku i ręki. No to przeczytałem kilka stron - akurat jedno opowiadanie.

Jak się natykam na tematy muskające historię, zawsze mam skojarzenia odbiegające dość daleko od treści, więc uprzedzam, że poniżej nie będzie jakiejś recenzji, ani nic w tym guście.

„Góra Krzyży” wprawdzie kojarzy mi się z Litwą, gdzie mają takie kuriozum, ale bieszczadzkie wzgórze z książki „tyż” pasuje. Góra Chryszczata istnieje i dokładnie niemal pasuje do opisu zamieszczonego w opowiadaniu przez autora. Nawet motyw pomnika UPA i jego rozwałki odnosi się do autentycznych wydarzeń z 2009 r.,  monument postawiony przez nieznanych sprawców zniszczyli inni nieznani sprawcy.  
W latach czterdziestych leśną bazę miały tam sotnie UPA, dowodzone przez Stepana Stebelskiego „Chrina” oraz Jarosława Starucha „Stiaha”, kolesi dla nas wielce nieciekawych, dla Ukraińców będących odpowiednikiem choćby takiego „Łupaszki” i pewnie dlatego postanowiono ich uczcić. 
Rozbicie tych oddziałów wiąże się z niejakim Gerhardem, a konkretnie kapitanem Janem Gerhardem, (autorem książki „Łuny w Bieszczadach”). Ha, i to dopiero ciekawe – pod koniec marca 1947 r. podczas inspekcji pułku Gerharda w tym rejonie, w pułapce zastawionej przez oddziały właśnie „Chrina” i „Stiaha” ginie facet, który się „kolom nie kłaniał”, czyli Karol Świerczewski. Jak wiadomo, wyszło potem na jaw, że „Waltera”, wcale nie musieli ubić Upowcy, bo więcej faktów wskazywało na jego podkomendnych.  😊 Gerharda zaciukano w 1971 i był to zgon równie tajemniczy jak śmierć samego generała, bo tak się złożyło, że wtedy zaczęto znów grzebać wokół tamtych wydarzeń... Osz, kurczę - jaki to byłby wdzięczny temat na horror, "Walter" powraca z zaświatów i szuka swoich ... ok, nie o tym miało być.
W opowiadaniu z góry zaczęli złazić polegli na niej żołnierze, by mścić się za dewastowanie ich miejsc pochówku, a pod względem rozmaitych bojów i wynikłych z nich cmentarzyków góra naprawdę jest fenomenem - co wojna coś się na niej działo i ginęli w dużych ilościach ludzie. Powstali z martwych żołnierze wyposażeni w swoją broń sieją terror wśród profanatorów cmentarzy...
Nie doszukałem się wzmianki o jakiejś podziemnej manufakturce, która wyposaża w broń poległych umarlaków (rzadko się zdarzało, żeby ktoś z nimi chował sprawną broń, chyba że w neolicie). A szkoda, bo gdyby dać cynk jakimś rekonstruktorom i muzealnikom, to w poszukiwaniu takiego pierwszowojennego Mannlichera roznieśliby górę i zamieszkujące je upiory w proch i pył.
Grzebie tam (oficjalnie, bo poza tym cała masa "wykrywaczy" działa na lewo), albo grzebała grupa eksploratorska „Orły Historii”. Znaleźli czaszkę, należącą ponoć do funkcjonariusza MO, zamordowanego przez Upowców, ale ta nawet ich nie ugryzła, nie mówiąc już o strzelaniu ze służbowej „tetetki”, broni daleko mniej atrakcyjnej niż mannlicher, mosin, czy parabelka. 







wtorek, 15 maja 2018

Krótka historia Nowoczesnej (katastrofy)

Dziś mało osób kojarzy sypiąca się Nowoczesną z Leszkiem Balcerowiczem. A jeszcze w roku 2015, kiedy powstawała, nagłówki krzyczały, że jest to jego partia założona wspólnie z mało wówczas znanym Ryszardem Petru. Dla niektórych może być zupełnym zaskoczeniem, że wśród ojców "Nowoczesnej" znalazł się również Frasyniuk. Z biegiem czasu te dwa nazwiska zniknęły, choć jeszcze w sondażach pojawiała się na początku nazwa "Nowoczesna Balcerowicza", a nie Petru. 
Petru miał wówczas ambitne plany ukrócenia finansowania partii z budżetu, programów dla wsi, wprowadzenia kadencyjności posłów... W "Nowoczesną" uwierzyło 1 115 370  osób, co przez pewien czas wbiło w Rysia w mniemanie, iż jest liderem opozycji. Tak naprawdę miałem już wtedy wrażenie, że Peru wejdzie sobie na chwilę w buty po Palikocie.

Historia nie zapamięta go jednak jako wielkiego reformatora III RP. Przez trzy lata zabawy w polityka, pozostawił po sobie kilka zabawnych bon-motów i wspomnienie upojnego romansu z koleżanką z partii. Wypowiedzi posłów Nowośmiesznej także pozostaną jako przejaw politycznego folkloru w kraju nad Wisłą na czele z kabareciarą Joanną Shce Sche... Szoring Wielgus, której motto "Precz z dyktaturą kobiet", powinno przejść do annałów feministycznych pod hasłem "robisz to źle."

W 2017 okazało się, że doskonały ekonomista, uczeń wspomnianego Balcerowicza zadłużył swoją partię na dwie duże bańki. Z tych być może powodów uznano, że lepiej od ekonomisty pozna się na jej finansach matematyk i na nowego lidera wybraną panią Kasię Lub..naer, nauer. (ach te ich nazwiska..)
Przy okazji głosowania nad ustawą liberalizującą aborcję wyszło na jaw, że część posłów nie ma pojęcia za czym i po co głosuje. Przynajmniej takie było odkrycie nowego lidera partii, podczas gdy nieodżałowany Rysio zaczął bredzić coś o jakimś planie (rzekomo kupił go w kiosku na dworcu, miał to być plan Warszawy, a okazał się planem Sosnowca). A teraz, po kilku przyczajkach wielka ucieczka z tonącego okrętu - dwie najsłynniejsze posłanki, porwały ze sobą także kapitana, który "Planem Petru" nazwał swoją szalupę i wzywając do współpracy "wszystkich, którzy chcą pracować merytorycznie dla Polski" szuka dalszej obsady wioślarzy. Bo oto ma horyzoncie majaczy samotna wyspa z zarośniętym, zapomnianym zupełnie Palikotem i tam właśnie dryfuje także nieustraszony Ryszard... aż łza się w oku kręci...



Na koniec konkluzja. Jak można myśleć o powierzeniu takim ludziom zarządzanie krajem, skoro przerosło ich zarządzanie nawet własną partią?

poniedziałek, 14 maja 2018

Marx - majowy chłopak i spoko gościu

W tym miesiącu jeszcze jeden jubilat obchodzi coraz huczniej swoje urodziny. Karol Marx. I to okrągłe 200, na których pojawił się sam Jean-Claude Juncker, który stwierdził iż – "Marks nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie zbrodnie, za które odpowiedzieć powinni jego rzekomi spadkobiercy". 
Cała masa lewaków zresztą pieje z zachwytu nad zdobyczami ludzkości, które mamy dzięki Marxowi. Partia "Razem" wystosowała nawet piękną laurkę, przekonując ze z Marksia był spoko gościu:


Cudowny człowiek! Aż chce się przytoczyć kilka jego zdań na poparcie tego uwielbienia. Mnie aż serce rosło, jak czytałem:

"...Niektóre narody są nosicielami postępu, inne nie. Ponieważ są one kontrrewolucyjne muszą przepaść w rewolucyjnej masakrze, która nastąpi niebawem. Socjalistyczna rewolucja pozostawi niektóre ludy tak daleko w tyle za awangardą postępu, że nigdy nie będą w stanie jej dogonić. Skoro nie rozwinęły one kapitalizmu w kapitalistycznej erze, socjalizm wyprzedzi je na tyle, że będą bezpowrotnie stracone. Stanowią one (ludy – przyp.) Völkerabfall rasowe odpadki* i przeznaczeniem ich jest zniknąć z powierzchni ziemi wraz z nastaniem nowego socjalistycznego porządku. Ludobójstwo jest w takim rozumieniu postępowe..."

"Jeżeli rasowe odpadki nie zostaną bezwzględnie eksterminowane, bądź nie utracą swojej odrębności narodowej, to tak samo jak teraz, również w przyszłości zostaną najbardziej fanatycznymi nośnikami kontrrewolucji, a to dlatego, że całe ich istnienie jest niczym więcej, niż protestem przeciwko wielkiej historycznej rewolucji."

Do państw, których mieszkańców Karl nie uważał za odpadki należały Niemcy, Polska, Węgry, Francja i Wielka Brytania. Polska wyróżniała się spośród narodów słowiańskich - "rewolucyjnym potencjałem". A reszta... wiadomo co.

I ja się pytam, dlaczego nie Mussolini (to już w lipcu!)? Przecież faszyzm też w zasadzie miał swoje dobre strony. Propagował państwo nowoczesne, sprzyjał rozwojowi technologicznemu, szanował własność prywatną, przedkładał ponad wszystko działanie dla dobra narodu i państwa. I co ciekawe w założeniach ideologicznych nie miał masowego ludobójstwa. 

niedziela, 13 maja 2018

12 maja

12 maja zbiegło się kilka mnie lub bardziej dla mnie istotnych wydarzeń. Po pierwsze popijałem sobie irish whisky na swoich 42 urodzinach. Towarzystwo było przednie i nie gadaliśmy wcale, albo wcale o polityce. :)
W TV leciała sobie Eurowizja, w której wygrało państwo o korzeniach niewątpliwie europejskich. :D
Wygrana Netty, stała się kolejnym pretekstem do obnażenia strasznego antysemityzmu Polaków. Nasza piosenka się nie załapała i jestem pewien, że wina leży po stronie dobrej zmiany i ustawy IPN. Była wprawdzie marna, ale jakoś koszerny "gdaczący song" (chrumkanie jest niekoszerne), również mnie nie powalił.
W sumie pytanie dlaczego Izrael co roku startuje w Eurowizji frapowało i mnie. Wpisałem takie pytanie w wujka Googla. Na stronie Eska.Pl wytłumaczono czytelnikom, że nie zależy to od tego gdzie państwo leży, ale od tego,  do czego należy. W tym wypadku należy od pomysłodawców Eurowizji - tzw EBU, Europejskiej Unii Nadawców, która sobie w 1956 tą imprezę wymyśliła.
I na tym można poprzestać. Natomiast ja zauważyłem ciekawą rzecz - Izrael na Eurowizji pojawia się od 1979 roku, a członkiem EBU jest od 2017.  Można sobie sprawdzić w Wikipedii. :D 
Wyjątek również stanowi Australia i tu już w ogóle jest zagwozdka - bo oni nawet nie są członkiem EBU. Generalnie Australia to w swojej lokalizacji taki trochę kulturowy kopciuszek i został przygarnięty z racji dużego zainteresowania tym wydarzeniem w swojej lokalizacji. 



Komentarze w WP

Nic do dziś nie wiedziałem o Marszu Wolności (he he jaka nazwa!)
Podobno nie było na nim renegatów z Nowoczesnej. Byli za to Karol, Moryc i Maks. Gdyby tak karma wróciła, pochód mógłby się skończyć tak jak końcówka "Ziemi Obiecanej". Do policzenia marszowych tłumów trzeba wyższej kosmicznej matematyki, bo nic nijak nikomu nie chce się zgodzić. Ludzie mają trzy możliwości - Ci kłamią a tamci nie. Ci mówią prawdę, a tamci kłamią. Wszyscy kłamią. Można sobie wybrać swoją w zależności o wyznawanych sympatii.

piątek, 11 maja 2018

Bat w celi, zamiast figlów w pościeli

Tą grą słów postanowiłem pogawędzić nieco o celibacie. Uważa się, iż ta nienaturalna bądź co bądź tendencja wśród kleru, jest przyczyną różnych problemów z seksualnością, od szukania sobie przygodnych związków na boku, homoseksualizmu do różnego rodzaju zboczeń. Przyrodzona seksualność człowieka jest głównym argumentem przeciwników celibatu. Ale sprawa chyba nie jest aż tak do końca jasna, gdyż znalazłem dwie wypowiedzi znanego naszego seksuologa, które troszkę się wykluczają:

Lew Starowicz w podczas wywiadu spytany o pedofilię wśród księży w 2013 roku powiedział:

"Część zachowań pedofilskich powstaje w trakcie pracy. Na przykład wtedy, gdy duchowny już nie radzi sobie z celibatem. A początkowo twierdzi, że da radę."

A dwa lata później ponownie spytany o związek pedofilii i celibatu przez Fakt24, stwierdził, że jednak:

"Nie wiązałbym tych dwóch zjawisk. Pedofilia występuje także wśród innych wyznań, w których nie ma celibatu”

Profesora broni fakt, że nie przeprowadza się badań w kościele, na którym można oprzeć jakąś tezę. Gdzieś czytałem wprawdzie, że wśród grup pracujących z młodzieżą, odsetek księży pedofilów jest mimo wszystko mniejszy niż nauczycieli świeckich, ale źródła nie przytoczę.
Tak czy siak - na zdrowy chłopski rozum celibat nie jest niczym zdrowym, więc na grzyba on komu?

Historia w sumie jest dziwna, bo pomimo wzmianek w "Biblii", że faktycznie można wybrać wybrać taką drogę, nigdzie nie jest napisane że jest to jakaś konieczność. 
"Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12). 
Wzmianki o życiu w bezżenności częściej pojawiają się w Nowym Testamencie niż w Starym. Natomiast przez trzy czwarte swego istnienia w Kościele Katolickim nie było mowy o czymś takim jak celibat (mówiło się o wstrzemięźliwości seksualnej) i bardziej jest to tradycja kościelna a nie dogmat. Do dziś nawet trwa spór, kiedy ją ostatecznie usankcjonowano, czy na soborze luterańskim na początku XII wieku, czy na trydenckim w XVI, a są tacy, którzy twierdzą że sprawa jest ogólnie młoda i sięga stu lat wstecz.   
Paweł VI w encyklice „Celibat kapłański” przypomniał: „Nowy Testament, w którym zachowane są nauki Chrystusa i Apostołów, nie żąda stanu bezżenności od tych, którzy spełniają święte posługi. Nie stawiał takiego warunku sam Jezus, gdy wybierał Dwunastu, ani Apostołowie nie stawiali go tym, którzy przewodzili w pierwszych gminach chrześcijańskich”.
Zatem na co on komu?
Odpowiedź wydaje mi się niestety prozaiczna, jak bardzo się tu nie zasłaniać oddaniem Bogu. Już w Liście do Koryntian pojawia się uwaga:
„Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, który wstąpił w związek małżeński zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie" (1 Kor 7, 32)
Teraz można sobie gdybać o jakie "sprawy Pana" troszczy się współczesny kapłan i dlaczego ma mu w tym przeszkadzać żona. Wystarczy wspomnieć proces o schedę po ks. prof. Waldemarze Irku, w którym stroną była Archidiecezja Wrocławska. Mam wrażenie, że dla KK problemem byłoby utrzymywanie księdza wraz z dziedziczącą jego własność rodziną.   

Poza katolicyzmem celibat praktykują również mnisi buddyjscy. Znany był także w różnych kultach, np rzymskiej bogini Westy (któż nie słyszał o Westalkach?) Łączyło go jedno - odwieczne problemy z dochowaniem. 

Więcej o historii celibatu w artykule "Trudna historia celibatu"

środa, 9 maja 2018

Kiedy się mylimy

Różne są reakcje - idziemy w zaparte, że nie absolutnie, po prostu coś ktoś źle zrozumiał, albo nie to miał na myśli. Sytuacja w której ktoś ma ikrę i przyznaje się do błędu jest rzadka.
Blog jest bardzo dobrym probierzem śledzenia własnych błędów, albo rewizji poglądów. Przejrzałem go pod tym kątem i zauważyłem, że pomimo braku jakiejś radykalnej volty ideologicznej - w paru miejscach myliłem się, albo co najmniej nie przeanalizowałem wszystkich okoliczności w kreowaniu jakiejś oceny sytuacji. Podam przykład - myliłem się np. w sprawie odkłamywania historii, manipulacja przybrała tylko inny kierunek i parę razy dałem się wkręcić w narzucony nurt, zamiast samemu sprawdzić źródła i fakty - jak choćby w przypadku "Wyklętych". 

Zauważyć można ciekawą rzecz: większość jako ogół przeważnie się myli. Dzieje się tak, gdyż ludzie operują przekazami, do wyłamania się z szeregu ma predyspozycje niewiele osób. Stąd wulgarnie sparafrazowany slogan reklamowy "Jedzcie gówno, miliony much nie mogą się mylić". 

Do wyeliminowania pomyłek z naszego życia niezbędnych jest kilka rzeczy, najważniejsze wg mnie to pamięć i zdolność analizowania rzeczywistości. Jeżeli w jakimś zbiorze wydarzeń znajdziemy odniesienie do aktualnej sytuacji i pamiętamy jego wynik, jest mniejsze prawdopodobieństwo, że  ulegniemy jego interpretacji przez innych. (TV, radio, gazety).



No i to tak w skrócie tyle na dziś. :)

niedziela, 6 maja 2018

Niejaki Steven Fulop (Jełop?) przypadkiem burmistrz Jersey City, a jeszcze dziwniejszym przypadkiem Żyd rodem z Rumunii, (według innych źródeł z Węgier) chce wywalić z eksponowanego miejsca (czyli przenieść w jakiś zaułek) pomnik upamiętniający ofiary Katynia. Za zamiarem idą jego jakże dyplomatyczne słowa w kierunku marszałka senatu Stanisława Karczewskiego - tu cała litania nawet począwszy od antysemity na białym nacjonaliście i dupku skończywszy. Internauci są jak zwykle podzielenia, cześć się oburza, część ze wzniesionym do góry palcem przyznaje zgodnym chórem, że przecież sami się prosiliśmy ustawą IPN i to nasza wina, nie pochylając się nad drugim końcem kija - skąd mimo wszystko aż tak histeryczna i wściekła reakcja lobbystów żydowskich. Spotkałem nawet takich komentatorów, którzy wręcz cieszyli się, że oto za oceanem amerykański urzędas "pokazał PISiorom", nie zwracając wcale uwagi na to, że tak naprawdę jest to antypolska (kolejna) manifestacja amerykańskiego Żyda, która jasno pokazuje, że Polska jest krajem drugiej kategorii i jej traktowanie na arenie międzynarodowej zależy tylko od mniej lub bardziej przymilnego stanowiska naszego rządu. Tak, gdyż życzliwość rządów i ludzi, którzy mają tu jakieś interesy, jest wprost proporcjonalna do kąta nachylenia karku. Żadne podrygi aktualnie rządzących tego nie są w stanie zmienić, gdyż stoimy na środku ugoru, a spuszczone do kolan gacie nie pozwalają nam z niego wyjść i podjąć gry a la Orban, który stoi w rozkroku między wschodem a zachodem.



Ale do tematu.
 Mam swoją teorię, popartą spostrzeżeniami Żydów, którzy przedkładają przyzwoitość ponad geszeft.
Tak naprawdę ów Fulop dba o interes, dla którego upamiętnienie innych zbrodni, niż tych popełnionych na narodzie żydowskim jest konkurencją. Jednocześnie ostatnie wypowiedzi świadczą o całkowitej indolencji Polaków przeciw takim atakom. Mówiąc wprost - Polska Farfoclowi może naskoczyć i żadna siła nie odwiedzie go od wysiudania tego pomnika. W sumie nawet zastanawiam się, czy zwracanie uwagi na wypowiedź jakiegoś burmistrzyny było stosowne, a wtrącanie się, gdzie ów chce postawić pomnik w swoim mieście - zasadne.
Co znamienne - jakakolwiek antyżydowska wypowiedź, lub próba usunięcia pomnika żydowskiego zaskutkowałaby rejwachem na cały świat i przyklepała karierę polityczną delikwenta. Farfoclowi nie stanie się nic. Nic złego.


czwartek, 3 maja 2018

Pierwodruk Konstytucji 3 maja

Miałem dziś okazję obejrzeć i przejrzeć pierwodruk konstytucji z  1791 roku. Jego właścicielem jest bibliofil i badacz ustawy pan Wojciech Kochlewski, który wygłosił ciekawą prelekcję na ten temat. Okazuje się, że ten rzadki dokument nie cieszy się zbytnią popularnością w Polsce. Panu Wojciechowi udało się nabyć dwa, z bodaj czterech istniejących do dziś egzemplarzy, za niezbyt wygórowaną w stosunku do wagi tegoż dokumentu cenę. 
Co ciekawe, dowiedziałem się, że pod względem pierwszeństwa nie był to pierwszy taki dokument w Europie, sami sygnatariusze powoływali się na konstytucję angielską i korsykańską z 1755 roku, która nadawała nawet prawa wyborcze kobietom...
Wobec znikomego zainteresowania historyków tym dokumentem, pan Kochlewski organizuje liczne wystawy i prelekcje na własną rękę. 





środa, 2 maja 2018

Po kasie i po pochodzie

Kaczor wymyślił ciachnięcie pensji parlamentarzystom. Teoretycznie, zdawać by się mogło, że większość ludu w Polsce uważa, iż zarabiają oni za dużo i przyklaśnie takiemu pomysłowi. Jest mały problem - nie jest on pomysłem opozycji.

Ja osobiście mam mieszane uczucia do takiego rozwiązania. Z jednej strony, faktycznie posły swojej kasy niewarte. Z drugiej, zastanawiam się czy taki ubiedzony poślina, kierowany ambicją nie zacznie się rozglądać za alternatywnym źródłem zarobku, choć pewnie niektórzy robią to i tak...
W 'Kropie nad I" Kwaśniewski orzekł że "Obniżanie pensji parlamentarzystów to wulgarny populizm." Zdanko podchwycił Onet do ankiety i wyszło na to, że circa 70% ankietowanych się z nim zgadza. Czyli de facto ludzie są przeciwni obniżaniu pensji posłów, w kraju, gdzie mało jest osób, które nie twierdzą, że zarabiają oni za dużo. No po prostu kto inny powinien to powiedzieć...
Kwachu rozbawił mnie jeszcze jednym odkryciem. Że Polscy posłowie zarabiają i tak mniej niż zachodni. Otóż panie prezydencie, to tak jak zdecydowana większość obywateli Polski, więc warto raczej skupić się na tym, jaka jest dysproporcja między zarobkami parlamentarzystów i szarych myszy. 

Okazuje się że takie zestawienie zrobił portal OKO-Press i wyszło im, że proporcjonalnie zarabiają jednak więcej (artykuł pod linkiem). 

Poza tym mieliśmy 1 maja, święto pracy. Małas, szprync jeden, stwierdził, że skoro to święto pracy, powinniśmy uczcić je pracując... Kiedyś faktycznie była to ciężka praca, bo wszyscy musieli w tym pochodzie... I tak na YT można obejrzeć naszych aktorów, niektórzy to dzisiejsi bojownicy o wolność, jak w 1975 roku również masowo protestowali przeciwko opresyjnej władzy. 




wtorek, 1 maja 2018

Steven i Koszerny dinozaur

Czytam z pewnym niesmakiem ostatnią wypowiedź Spielberga, który już kręcąc "Listę Schindlera" chciał chyba wziąć na barki rolę wielkiego edukatora Holokaustu. Jednak już wtedy jego bohater okazał bohaterem niejednoznacznym, któremu zarzuca się, że bardziej od Żydów lubił fakt, że tyrali dla niego za darmo, a ratował ich nie z jakichś pobudek humanitarnych, ale dla czystego biznesu. Dopiero książka Thomasa Keneally.go i film Spielberga zmotywowały Yad Vashem do nadania pośmiertnie Oscarowi Schidlerowi tytułu "Sprawiedliwego wśród Narodów Świata". Mniejsza z tym, ratował to ratował, inni dla biznesu ich mordowali, więc tak czy siak Schindler wychodzi z zestawienia obronną ręką. Reżyser ubolewał, że wśród Amerykanów świadomość o holokauście jest raczej słaba, większość nie wie co to było. Za to wiedzą teraz, że Polacy są bardzo stęsknieni za Niemcami...

Otóż Stevie przypomniał sobie po 25 latach "anegdotkę" z planu, wedle której jakaś anonimowa "Polka" zachwycała się niemieckim mundurem, leżącym na dość przystojnym brytyjskim aktorze Ralphie Fiennesie i wyraziła sentymentalne pragnienie, żeby "Niemcy wrócili i znów nas chronili"...
Mundur może się podobać, w końcu to projekt Hugo Bossa i nawet podczas wywiadów z babciami, które często przeprowadzam, daje się ten zachwyt wyczuć. Natomiast przytoczę słowa jednej ze swoich rozmówczyń, opisującej niemieckiego oficera SS, że w swym mundurze był "piękny jak diabeł". Przez czar munduru przebijała groza, ludzie się bali tego piękna skrytego za uniformem. Nie wiem jak dobrze trzeba by było przeczesać Polskę, by znaleźć kogoś, kto uważa że Niemcy nas chronili i wyraził chęć ich powrotu. Utajony zakamuflowany volksdeutsch?  
Nie wnikam, czy panu Spielbergowi się something pojebałos, czy wymyślił tą historyjkę celowo, czy faktycznie na planie znalazła się kandydatka już nie do szkoły nawet, ale do szpitala dla obłąkanych, natomiast jasne jest czemu przypomniała mu się akurat teraz, bo za chwilę dodał, że pewnie by go w Polsce za tą dykteryjkę aresztowali... 

Ja to bym go zamknął już dawno za te dinozaury.