poniedziałek, 21 maja 2018

Mały przerywnik

W niedzielę mieliśmy komunię syna, która odbywała się w ekstremalnej sytuacji, o której nie chcę się rozpisywać. Robiliśmy ją w domu, który zaczął przypominać oprócz jednego pomieszczenia pobojowisko. 


Tak się złożyło, że w piątek doszła książka, którą wygrałem w konkursie, nosi tytuł "Polskie Upiory". W tzw. międzyczasie opadłem na przestawioną do drugiego pokoju kanapę i wspomniana książka znalazła się w zasięgu mojego wzroku i ręki. No to przeczytałem kilka stron - akurat jedno opowiadanie.

Jak się natykam na tematy muskające historię, zawsze mam skojarzenia odbiegające dość daleko od treści, więc uprzedzam, że poniżej nie będzie jakiejś recenzji, ani nic w tym guście.

„Góra Krzyży” wprawdzie kojarzy mi się z Litwą, gdzie mają takie kuriozum, ale bieszczadzkie wzgórze z książki „tyż” pasuje. Góra Chryszczata istnieje i dokładnie niemal pasuje do opisu zamieszczonego w opowiadaniu przez autora. Nawet motyw pomnika UPA i jego rozwałki odnosi się do autentycznych wydarzeń z 2009 r.,  monument postawiony przez nieznanych sprawców zniszczyli inni nieznani sprawcy.  
W latach czterdziestych leśną bazę miały tam sotnie UPA, dowodzone przez Stepana Stebelskiego „Chrina” oraz Jarosława Starucha „Stiaha”, kolesi dla nas wielce nieciekawych, dla Ukraińców będących odpowiednikiem choćby takiego „Łupaszki” i pewnie dlatego postanowiono ich uczcić. 
Rozbicie tych oddziałów wiąże się z niejakim Gerhardem, a konkretnie kapitanem Janem Gerhardem, (autorem książki „Łuny w Bieszczadach”). Ha, i to dopiero ciekawe – pod koniec marca 1947 r. podczas inspekcji pułku Gerharda w tym rejonie, w pułapce zastawionej przez oddziały właśnie „Chrina” i „Stiaha” ginie facet, który się „kolom nie kłaniał”, czyli Karol Świerczewski. Jak wiadomo, wyszło potem na jaw, że „Waltera”, wcale nie musieli ubić Upowcy, bo więcej faktów wskazywało na jego podkomendnych.  😊 Gerharda zaciukano w 1971 i był to zgon równie tajemniczy jak śmierć samego generała, bo tak się złożyło, że wtedy zaczęto znów grzebać wokół tamtych wydarzeń... Osz, kurczę - jaki to byłby wdzięczny temat na horror, "Walter" powraca z zaświatów i szuka swoich ... ok, nie o tym miało być.
W opowiadaniu z góry zaczęli złazić polegli na niej żołnierze, by mścić się za dewastowanie ich miejsc pochówku, a pod względem rozmaitych bojów i wynikłych z nich cmentarzyków góra naprawdę jest fenomenem - co wojna coś się na niej działo i ginęli w dużych ilościach ludzie. Powstali z martwych żołnierze wyposażeni w swoją broń sieją terror wśród profanatorów cmentarzy...
Nie doszukałem się wzmianki o jakiejś podziemnej manufakturce, która wyposaża w broń poległych umarlaków (rzadko się zdarzało, żeby ktoś z nimi chował sprawną broń, chyba że w neolicie). A szkoda, bo gdyby dać cynk jakimś rekonstruktorom i muzealnikom, to w poszukiwaniu takiego pierwszowojennego Mannlichera roznieśliby górę i zamieszkujące je upiory w proch i pył.
Grzebie tam (oficjalnie, bo poza tym cała masa "wykrywaczy" działa na lewo), albo grzebała grupa eksploratorska „Orły Historii”. Znaleźli czaszkę, należącą ponoć do funkcjonariusza MO, zamordowanego przez Upowców, ale ta nawet ich nie ugryzła, nie mówiąc już o strzelaniu ze służbowej „tetetki”, broni daleko mniej atrakcyjnej niż mannlicher, mosin, czy parabelka. 







8 komentarzy:

  1. Podziwiam grupy eksploratorskie za wytrwałość, oglądamy czasami programy o ich poszukiwaniach, nie mają łatwo, a znaleziska czasem nędzne...ale od rzemyczka do trzewiczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie przez niewyspanie mam dziwne skojarzenia zarówno z tytułem książki jak i treścią notki. „Polskie upiory” mam codziennie w odcinkach na portalach internetowych, w działach polityka i religia. Natomiast to przekopywanie góry Chryszczata, wypisz wymaluj, ekshumacje grobów tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej.
    Chyba sobie daruję lekturę książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie dziwne skojarzenia ostatnio miewasz. :)

      Usuń
  3. Chyba podobnie odbieramy nowe fakty, wizje, czy choćby komentarze, jakie pojawiają się w obszarze historii. Ja wolę jednak oceniać zdarzenia mając chociaż minimum dostępu do materiałów stanowiących kontrapunkt. Inaczej kwestie bieszczadzkie wyglądają w oczach "localsów", i zupełnie inaczej po obu stronach konfliktów. Jeszcze ciekawiej przedstawia się sytuacja na scenie międzynarodowej (Anglia, USA, ZSRR, Izrael). Dlatego takie "upiorne" pozycje warto czytać z właściwym dystansem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się czytać bez dystansu, to opowiadania grozy. :)

      Usuń
  4. Zaintrygowały mnie te słowa; "ekstremalnej sytuacji..." co by to miało oznaczać? Nasza wnuczka także w niedzielę przystąpiła do I komunii św. ale wszystko wypadło znakomicie, bez "ekstremalnych sytuacji".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieoczekiwane problemy. Dziadek młodego trafił do szpitala w stanie ciężkim.

      Usuń
  5. Jak przeczytasz całą książkę daj znać czy warto kupić

    OdpowiedzUsuń