poniedziałek, 17 września 2018

Święci bez makijażu

Pierwsze co mi przyszło do głowy jako tytuł notki to "Nieświęci Święci", ale okazało się że jest książka o tym tytule. Troszkę mnie do notki zainspirował spór o Św. Teresę, dla niektórych filantropkę pomagającą ludziom, dla innych psychopatkę zafiksowaną na punkcie apoteozy ludzkiego cierpienia i takie tam. Nie zamierzam tutaj rozprawiać nad istotą sporu - powtarzać ewentualnych plotek, czy oczerniać zmarłej. Najlepiej by było, aby wypowiedzieli się jej podopieczni, czy faktycznie mają pretensję o sposób sprawowanej nad nimi opieki.

Natomiast tzw kult świętych, abstrahując od wszystkiego jest moim zdaniem największym nieporozumieniem na jakie K. sobie pozwolił. Choć wróć  - nie sam kult, bo w końcu nie można mieć nikomu z złe, że chce upamiętnić osoby, szczególnie oddane kwestiom związanym z szerzeniem religii. Bardziej kuriozalna jest jego forma.

Ikona przedstawiająca św Krzysztofa.
Kilku świętych np. nigdy nie istniało. Są wytworem legend, albo zbitką kilku różnych postaci jak św. Walenty. Bije na głowę jednak wszystkich św Krysztof, który na dobrą sprawę nie był Chrześcijaninem, ani nawet... człowiekiem. :) Był Cynocefalem, czyli psiogłowcem. Ów... stwór umyślił sobie, że będzie służył u najpotężniejszego władcy, widząc że król chananejski boi się diabła, zaciągnął się na służbę u samego Złego. Ten jednak zszedł z drogi Chrystusowi, więc Krzysiek jego obrał za pana. Stwierdziwszy jednak, że modły i pokuty są nie dla niego, zaczął przenosić pielgrzymów przez rzekę. Raz niosąc jakiegoś chłopca niemal utonął pod jego ciężarem, okazało się bowiem że niesie właśnie Chrystusa, który był tak ciężki, jak "cały świat"... Zaiste podstawa do beatyfikacji niepodważalna. Z biegiem czasu, gdy wiara w ludzi o psich łbach wygasła, Św. Krzysztofa zaczęto przedstawiać jako "olbrzyma o srogim wejrzeniu".

Nie wspomnę o całym panteonie swawolników, złodziei, bandziorów, wszetecznic, a nawet morderców, którzy nawrócili się przed śmiercią i od razu wskoczyła im na łeb aureolka. Nie wspomnę o typach, którzy zostawali świętoszkami przez dobry PR. Wspomnę tylko o dziwnym przypadku Św. Stanisława - tak, chodzi o patrona Polski, zamordowanego przez Bolesława Śmiałego rzekomo przy ołtarzu.
Już w XIX wieku historycy podważyli genezę sporu król - biskup, dopatrując się w kronice Galla Anonima słowa traditor - czyli zdrajca. Stanisław miał knuć z Czechami przeciw polskiemu królowi i za to zostać skazanym na zwyczajową wtenczas karę - obcięcie członków.

Rzekomo podważanie świętości Stanisława jest "antykatolickim mitem". ("Zdrada" św. Stanisława, czyli jak się tworzy antykatolickie mity)  Ja tu bym chętnie podpytał się autora artykułu - czy główny cud, na podstawie którego beatyfikowano Stanisława w 173 lata po śmierci, a miał dotyczyć oskarżenia o zagarnięcie wsi przez tegoż po zmarłym szlachcicu Piotrowinie - którego miał ożywić w grobie tylko po to, by ten poświadczył, że wioskę oddał biskupowi a nie swojej rodzinie, jest wiarygodny również i dzisiaj. Dlaczego dokonano beatyfikacji prawie dwieście lat po śmierci? Choć w sumie 173 lata to według prof Stanisława Sroki błyskawiczny proces beatyfikacji (Król Bolesław i Biskup Stanisław. Kulisy Zbrodni na Wawelu) podczas gdy analogiczna sprawa Tomasza Becketta, skończyła się beatyfikacją już po trzech latach... Upadek Bolesława, był także jedną z przyczyn upadku daleko bardziej ciekawego świętego - papieża reformatora Grzegorza VII, z którym tenże był sprzymierzony przeciw cesarzowi Henrykowi IV w sporze o inwestyturę.
Na zakończenie ciekawostka - Kościół do 1824 roku wchodził historykom w paradę, domagając się zamiany we wcześniejszych wydaniach "Kroniki..."  powściągliwej i tak relacji Anonima, na wersję Wincentego Kadłubka, który rozpowszechniał tezę o zamordowaniu biednego biskupa przy ołtarzu.
I tak to z tymi świętymi jest... ale zostawmy już tego Stanisława, który właśnie zdominował mi notkę. Pozostała jeszcze jedna "fajnostka" do omówienia.
Chodzi o kult relikwii posunięty kiedyś, a i obecnie do granic absurdu. W średniowieczu święci mieli po kilka głów, jak w dowcipie. - Np. posiadaniem głowy św. Jana szczyciły się: bazylika Laterańska, Lyon, Beauvais, Turyn, Nimes, Aosta, Leon, Burgos, a nawet można ją było obejrzeć do XVI w Toruniu.
Relikwie to także dochodowy interes i dziś, można całą ich masę po zlikwidowanych kościołach kupić na aukcjach internetowych. Nie dalej jak wczoraj widziałem np. cierń z korony Chrystusa z oryginalnym, certyfikatem autentyczności wystawionym przez ekspertów z Watykanu w XVIII w. na Ebayu.

22 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie super temat, ale nie będę dolewał oliwy do ognia. Po co, skoro jest z tymi świętymi i ich relikwiami dokładnie tak jak opisałeś. Mnie zastanawia potrzeba ich istnienia, skoro najważniejszy jest (ma być) Bóg?

    Nawiążę do św. Teresy. Stwierdziłeś, że o jej świętości mogliby autorytatywnie zaświadczyć jej podopieczni. Radku, czyżbyś zapomniał kim się opiekowała? Przecież to była niepiśmienna biedota na skraju nędzy i śmierci. Mało kto przeżył, a nawet jeśli przeżył, to i tak nie wie, o co w tym sporze chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mają być chyba przykładem dla wiernych - namacalnym przykładem, bo jednak większość z nich to ludzie z krwi i kości. Jak już wspomniałem nie upamiętnianie ich jest dziwne, ani nawet zdrożne, tylko samo zjawisko kultu. KK co jakiś czas zresztą robi porządek z tematem, kasując kilku. :)

      Nie o świętości, bo o tym moim zdaniem nikt nie jest w stanie zaświadczyć. Chodzi mi o to, że tymi ludźmi się nikt nie interesował, więc po co mieć pretensje do babki która się nimi zajmowała, że robiła to tak, a nie inaczej? I chyba pomimo, że biedota była niepiśmienna, to jakiś stosunek do Św. Teresy ma? Obwiniają ją, czy są wdzięczni? Bo to jest kluczowa kwestia.

      Usuń
    2. Moim zdaniem> wśród świadków działania i czynów Matki Teresy [jest jeszcze inna św. Teresa, a to może mylić] natrafisz na tych, co są wdzięczni i na tych co oskarżają. Jeszcze się taki nie urodził coby wszystkim dogodził i dotyczy to także świętych.
      Po co szukać świętych w średniowieczu?. Ot; choćby przykład J.P.II ? Jedni oczekiwali; Santo subito! zaś inni wytaczali ciężkie działa krytyki. W przyszłości legenda o nim także może urosnąć do nadania mu tytułu "stwora". Wcale bym się tym nie zdziwiła, wszak dziś nawet bajki dla dzieci to same potwory, duchy, wampiry i stwory [mój wnuk tym się teraz pasjonuje na podstawie bajki Scooby doo]. W następnych pokoleniach może komuś przyjść do głowy [przy takiej pomysłowości]przedstawiać Go [przybliżyć postać J.P.II] jako ducha albo co nie daj Boże - stwora. Pomysłowość ludzka nie zna granic. Mało to karykatur o J.P.II powstało? A choćby niektóre pomniki J.P.II wykoślawiające jego postać, bo jakiś "nawiedzony" artysta taką miał, pożal się Boże, wyobraźnię i talent. Co pomyślą o Nim na podstawie tych karykatur i tych pomników potomni??? że był garbaty? a może miał krzywy nos? a może szpetną twarz? Zostaliśmy stworzeni na "obraz i podobieństwo Stwórcy -Boga" wewnętrznie, a zewnętrznie zostaliśmy ulepieni z gliny, z prochu, więc to nie rysunek i nie podobizna jest ważna, ale świętość jaką posiedli wyniesieni na ołtarze, bo byli lustrzanym odbiciem Jezusa.
      Czyny i modlitwa Świętych mają być wzorem do naśladowania. Mają pobudzać do gorliwości, miłości, poświęcenia na rzecz bliźniego i czynienia dobra.
      Czy dziś światu takich ludzi nie potrzeba???

      Usuń
    3. Widzę to inaczej. Czy ów biedny i chory nie powinien być wdzięczny za to, co mu oferowała św. Teresa? Nie wiem czy powinien, na pewno jest wdzięczny. A jednak, aby mógł to ocenić obiektywnie, należałoby mu przedstawić możliwości wynikające z faktycznych datków ofiarodawców. A temu nikt nie zaprzecza, że poszły w dużej części na inne cele, nie związane z działalnością charytatywną. To tak jakbym dał żebrakowi dychę na jedzenie, a on owszem kupił bułkę jako zagrychę do mamrota, przy czym w przypadku św. Teresy to ona decydowała za niego, choć oczywiście nie mam na myśli tego mamrota.

      Usuń
    4. @Basiu, w przypadku św Krzysztofa sprawa ma się odwrotnie. Otóż wierzono, iż on tak wygląda, a z biegiem czasu, gdy już wiadomym się stało, że był to absurd - upodobniono go do człowieka. I wcale nie myślano o tym, by zdyskredytować tym wyglądem. Obraz który zaprezentowałem jest wczesną ikoną przedstawiającym św Krzysztofa.

      Usuń
    5. @Asmo - powiem wprost, uniknąłem dywagacji na temat św Teresy bo nie mam zdania, ani danych by to oceniać. Od kogo miała pieniądze i jakiego spożytkowania się ktoś spodziewał. Poza tym jest trzecia droga - olać żebraka i ani dychy mu nie dawać, ani nic nie kupować.

      Usuń
    6. Ok, nie będę drążył tematu, ale nie nazywaj mnie małpą ;)

      Usuń
  3. Nie wiem czy wielu świętych wyniesionych na ołtarze miałoby o sobie podobne mniemanie...to raczej ludzie fundują im ten zaszczyt, a jeśli przez ludzi fundowany, to czy ta świętość jest świętością? Dla niektórych to kwestia wiary, jak to w religiach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to samo myślę - w końcu o tym, kogo Bóg powołał do świętości decydują ludzie. :)

      Usuń
  4. Nawet obecnie co jakiś czas słyszy się o kolejnych osobach wynoszonych na ołtarze. Zastanawiam się czasem nad przesłankami takiego ich wywyższenia, bo jakby się przyjrzeć np. ich życiorysom to sytuacja zaczyna się komplikować z lekka.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeżeli ich życiorysy są bez skazy, to mimo wszystko procedura beatyfikacyjna jest taka, że bez podbarwienia chyba się nie da... Konieczny jest np jakiś cud - a cud jest towarem deficytowym.

      Usuń
    2. To fakt, czasem szuka się tego cudu tak namiętnie, że w jakiś niezwykły sposób pojawia się ktoś, kogo święty wyleczył, albo tego typu relacje. A według mnie organizm człowieka jest jeszcze na tyle nie poznany, że do końca nie wiadomo kiedy jakaś choroba cofa się z przyczyn związanych z jakąś charyzmą świętego czy z innych powodów.

      :) Szukam właściwie cały czas nowych dźwięków to zaproponowania na blogu. To dość odświeżające działanie, poza tym sam też poznaję nowe grupy.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. cud... po co sięgać 1000 lat wstecz?Czym dla Gajowniczka było męczeństwo Św.M.Kolbe.Czytając życiorys(czytał kto?) M.KOLBE wszystko staje się proste i zrozumiałe nie tylko dla ludzi dobrej woli.
    I Ty możesz zostać świętym.... prochu marny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytał kto. Pytanie czym było dla Kolbego jego męczeństwo, skoro wiedział że z gruźlicą i tak niedługo pociągnie, a poświęcenie otwiera mu wrota raju. Temat dla psychologa.

      No pewnie, z przyjętymi wcześniej kryteriami jak najbardziej. :)

      Usuń
  6. no ,tak -oprawcy Świętego też wiedzieli CZYM było JEGO męczeństwo -w miejscu gdzie nie było Boga,dlatego słuchając swoich psychologów zwłoki Kolbego wyparowały.Wiadomo dlaczego.Tak ,każdy ciężko chory to potencjalny kandydat do raju - kaci muszą GO tylko jeszcze "trochę" udręczyć.
    Inny wątek - autor "Nieświętych Świętych" jest chyba spowiednikiem czekisty Putina(towarzysze z KGB?) i wg.niektórych ciemnogrodzian chrześcijańskich zajmujących się ideologią prawosławną, to tylko jedna z wielu manipulacji w tzw.przebóstwianiu świata.W Rosji to działa od 15(?) wieku do dzisiaj-Lenin zmienił tylko formy.To temat dla historyków(np.dr Kurek).
    Natomiast tematem dla antropologów może być kwestia narodzin religii i kreowanie swoich świętych(np.św.Wit itd).
    Dla niektórych nowym świętym był Marks, a jego ideologia(religia) ma do dziś wielu wyznawców-mimo 200 mln ofiar -ale to byli ludzie ciężko chorzy i prawdopodobnie trafili do raju (ci z gułagów najszybciej). ale to nie na temat.
    po co ludziom święci- dla jednych wzór ,dla innych kpiny.
    Jeżeli miałbym wybierać, to wolałbym towarzystwo Św.Kolbe,Ojca Pio,niż jakiegoś ateusza-oni znali ciekawsze bajki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyparowały? Chce się powiedzieć, że tam akurat wiele ciał wyparowało przez komin, bez psychologów. Akurat tu jednak jest wątpliwość, czy akurat ciało Kolbego spalono, czy pogrzebano na terenie obozu.
      Natomiast bardzo sprawnie ci poszło wskazywanie kandydatów do raju - faktycznie wystarczy by ich trochę pomęczyć, albo lepiej jeszcze jak pomęczą się sami. Podobno Bogu się to podoba.
      Każdy wybiera swoje towarzystwo, jeżeli Kolbe i Pio nie mają nic przeciwko twojemu towarzystwu - możesz już zacząć się umęczać, albo poszukać sobie oprawców i spróbować do nich dołączyć.

      Usuń
  7. mało tego-kandydatami na świętych są w równej mierze opiekunowie ciężko chorych ludzi-rzeczywiście, znaczna część znanych mi ludzi to zakamuflowani oprawcy ,którzy grają role ofiar.Jestem przekonany ,że by mnie nie odrzucili bez względu na moje przekonania-dlatego są świętymi.Problemy z akceptacją miałbym np.wśród marksistów(czyt.ateuszy,protestantów,prawosławnych itd).
    Co do Kolbego -dla pewnych środowisk takie groby mają nie istnieć.
    hehe-dla wyznawców islamu prosta droga do raju-bum,u prawosławnych ,co rusz wyskakuje jakiś Mesjasz itd.Odróżniam jeszcze męczeństwo i poświęcenie od sadyzmu i masochizmu.
    Nie wiem co się podoba Panu Bogu-może CZŁOWIEK,ale czy jego postępki? To temat dla niewierzących.czuj duch

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak, święcenie obrazów, relikwie...czasami mam wrażenie, że sredniowiecze nie mineło

    OdpowiedzUsuń
  9. tęsknię za krucjatami i Św.Inkwizycją (hiszpańską) ,widząc obozy koncentracyjne i zagładę Hiroszimy...-i ten kult Złotego Cielca ,mamony-czas kabalistów nastał....

    OdpowiedzUsuń
  10. No to nieźle. Ja jak na razie w miesiąc koło 100 kilometrów robię. :)

    Na razie do zimy jeszcze kawałek, więc pewnie coś sobie wymyślę na utrzymanie formy .

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziwię się ,po co chodzić z Helu na Giewont ,skoro można wokół bloku z psem,albo dziadkiem?
      Czy pielgrzymkę można potraktować jako zjawisko teatralne -wszystkie kanony spełnione.A jakie przeżycia i recenzje różnorakie.....
      w zdrowym ciele zdrowy duch

      Usuń