sobota, 31 sierpnia 2019

Niezbędnik Ateisty

W zasadzie książka wpadła mi w rękę przypadkiem.
Czemu się nią zainteresowałem? 
Nie uważam się za ateistę, ale też emocjonalnie nie czuję związku z żadnym Bogiem. Jedyny Bóg jakiego znam - to wytwór kultury, konglomerat różnych wierzeń, który odpowiada ludzkim założeniom jak taki Bóg mógłby być skonstruowany. 
Natomiast nie potrafię rozstrzygnąć, czy gdzieś pod tą warstwą jest jakiś pierwiastek, byt, czy świadomość, która choć częściowo wychodzi naprzeciw ludzkiej potrzebie by wierzyć. Dlatego już dawno przestało to dla mnie być istotne. 
Ateizm jest dla mnie ciekawy nie jako pogląd, bo jest chyba czymś naturalnym, że w obliczu natłoku informacji, odkryć - człowiek traci wiarę. Bardziej ciekawa jest zaciekła walka niektórych, żeby udowodnić innym że Bóg jest reliktem przeszłości - dodajmy, że szkodliwym. I wywiad z panią Graff uświadamia, że ateizm nie jest dla niektórych celem sam w sobie. Ale rozkminę nad tym odkryciem zostawimy na inny raz.

Wywiady z Niezbędnika to istny groch z kapustą i pomieszanie z poplątaniem. W zasadzie cały opór tych ludzi wobec boga opiera się na sprzeciwie wobec wyobrażeniu nie dotyczącego samej wiary w coś, ale kościołowi jako takiemu, albo konkretnej religii. 

Na pierwszy ogień idzie Agnieszka Graff i  nie będę ukrywał, że część jej spostrzeżeń dotycząca wiary i religii jest celna. Na przykład kwestia upolitycznienia religii - w sumie ten duet funkcjonuje od lat, ale tu akurat został zilustrowany dość trafnie na polskim przykładzie. Ale i tu jakieś dziwne spostrzeżenia sprawiają, że część wywodów trudno przełknąć bez uśmiechu.
"I myślę, że za komuny Bóg był dziwnie podobny do Gierka, a teraz Bóg ma jakby twarz biskupa, ale nie dlatego, że biskup jest reprezentantem Boga, ale po prostu dlatego, że biskup jest władzą, a Bóg stanowi lustrzane odbicie władzy." Naprawdę? Ale jak się okazuje tak samo można skojarzyć z władzą ateizm. Scalonych ze sobą wyznawców niewiary, którzy stanowią polityczną siłę. 

"Od niedawna ateiści zaczęli się organizować jako elektorat i mają pierwsze sukcesy. Mają sponsorów, dojście do kongresmenów czy naukowców, którzy z nimi współpracują. Pojawiają się już wszystkie te strategie, które znamy z ruchów o prawa obywatelskie, czyli integracja strategiczna, nawiązywanie koalicji, bardzo silny networking, wchodzenie w lobbystyczne układy z władzą, sprytne posługiwanie się mediami."

Prawa ateistów... Jakbym gdzieś już o tym słyszał. 
I to też ciekawy fragment - potwierdzający moją tezę, że ateizm zyskuje formę nie indywidualnego światopoglądu, ani nawet nie tylko politycznej siły, ale zorganizowanej wspólnoty, na wzór... kościelnej. (Zresztą dystans do takiego podejścia sprawia, że widzi to dobrze Graff).

"Jedną z pierwszych rzeczy, które pojawiają się na wszystkich stronach internetowych ateistów, humanistów, bezbożników jest oferta rytuału świeckiego."

U pani Graff będą dominowały wątki feministyczne i to jest również aspekt ciekawy. W dyskursie społecznym usiłuje się przekonać mianowicie, że feminizm i podobne do niego organizacje nazywane wolnościowymi, nie chcą absolutnie niczego niszczyć, nie są atakiem na nikogo, ale chcą tylko równych praw. Jest to wierutna bzdura, co daje się zauważyć podczas wywiadu z panią Graff. Powołuje się ona w pewnym momencie na  na "słynny esej Susan Okin "Is Multiculturalism bad for women?" Główna jego teza brzmi, że feminizm jest sprzeczny z ideologią kultywowania tradycji etnicznych, religijnych, lokalnych, czyli z multikulturalizmem." Jeżeli pani Graff uważa ten pogląd za częściowo błędny, to tylko dlatego, iż "stawianie w ten sposób sprawy wyklucza poza obręb feminizmu ogromne rzesze kobiet, dla których uczestnictwo w ich tradycjach kulturowych nie jest kwestią wyboru." Ani słowa o trzeciej możliwości - że jednak są kobiety, dla których tradycyjne modele są kwestią wyboru i na takiej zmianie, która opierałaby się na rujnowaniu pewnego porządku im nie zależy. No, w Polsce zakłada sytuację - że "niestety napięcie na linii Kościół—prawa kobiet jest w Polsce oczywiste, przez co feministki katoliczki często czują się obco w Kościele, a jednocześnie jako katoliczki czują się wykluczone z głównego nurtu feminizmu." Ot problem!  Zresztą świat widziany przez panią Graff jest monochromatyczny, co jest przypadłością zdecydowanej większości feministek, których wypowiedzi czytałem. Jej się w głowie nie mieści, że są osoby które mają inne pojęcie. Gdyby zresztą założyć taką ewentualność, i tak już skomplikowana ideologicznie walka o prawa kobiet stała by się jeszcze bardziej zagmatwana - więc lepiej jest założyć, że kobiety myślące inaczej albo są zdominowane, albo nie istnieją, albo są co najmniej wykluczone, niby są tymi feministkami ale takimi wybrakowanymi... 


52 komentarze:

  1. Strasznie skomplikowane wywody w tej książce, wyłapałam, że istnieją katoliczki feministki...niemożliwe chyba;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno są. :)
      Np. są takie co domagają się do dopuszczenia ich do posługi kapłańskiej.:)

      Usuń
    2. Pewnie ze istnieje. Ponoc JPII byl oredownikiem zmiany w postrzeganiu kobiety w kosciele

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Teologia_feministyczna

      https://natemat.pl/34033,katolickie-feministki-wszystkie-mowimy-chlopaki-przesuncie-sie-na-lawce

      https://www.wp.pl/?s=kobieta.wp.pl%2Fsgwpsgfirst-5999030098940545a

      Amicta Sole - stowarzyszenie feministek katolickich. Nazwa nawiazuje do cytatu z Apokalipsy sw. Jana i oznacza "niewiaste obleczona w slonce". Wiceprezeska jest Alina Pietrowa -Wasilewicz.


      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. czy są katoliczki feministki, czy nie ma, to zależy od przyjętej definicji "katolika/czki"... jeśli jako "katoliczkę" rozumiemy kobietę identyfikującą się ze swoim kościołem (K.Rz-kat.), który z definicji jest antykobiecy i łykającą jego nauki jak indor kluski to katoliczka - feministka faktycznie brzmi jak oxymoron...
      ale gdy nieco poluzujemy ramki definicji "katolika" na wyznawcę mającego krytyczny stosunek do pewnych elementów doktryny katolickiej to już można mówić o feministkach w tym gronie...
      /zakładamy rzecz jasna, że mówimy o feministkach, a nie o stereotypowych "babach z wąsami"/...
      p.jzns :)

      Usuń
  2. Wybrałeś najgorzej, jak mogłeś. Sam mam o tej książce bardzo złe zdanie. To już, nomen omen, o niebo lepsza jest „Dlaczego jesteśmy ateistami” R. Blackforda i U. Schüklenka. Inni, bardziej przekonywujący autorzy esejów o odrzuceniu idei Boga. Ja tylko jedno zdanie z tej książki: „Do utraty wiary może prowadzić wiele dróg, wszystkie one są pouczające, ponieważ głos niewiary to głos rozumu”... Drugie, równie celne, zostawię sobie na później ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałem że przypadek. Niektóre fragmenty są niezłe, zależy z kim jest wywiad. Innych się nie da czytać, słowotoku Agnosiewicza np. nie zniosłem.
      To mnie się bardziej podoba inne, bo wynikałoby, że ateiści to najrozumniejsze istoty na ziemi, a patrząc na to co robią ludzie nie wierzę w słuszność głosu ich rozumu.

      Usuń
    2. Nie wierzyć w Boga można na sto sposobów i z tylu samych powodów. W każdym przypadku z pożytkiem dla ludzkości - Karol Jałochowski

      Usuń
    3. Naprawdę??? To jedna z głupszych tez, jakie słyszałem, ale usprawiedliwia tego pana to że jest fizykiem, a nie historykiem, ani socjologiem. Pewnie zna się na swojej dziedzinie, tyle że z reguły wypowiadanie się na inne kończy się palnięciem jakiegoś absurdu.

      Usuń
    4. @Asmodeuszu, zastanawiam się nad tym zdaniem: „Do utraty wiary może prowadzić wiele dróg, wszystkie one są pouczające, ponieważ głos niewiary to głos rozumu”. Dochodzę do wniosku, że ma ono w sobie jakąś część prawdy. Jednak w stu procentach do mnie nie przemawia. Wydaje mi się, że uznawanie głosu niewiary za głos rozumu to pewne nadużycie.

      Co do notki to według mnie wszystkie skrajności i ,,wojownicze" postawy są złe. Istnieje przecież coś takiego jak ateizm wojujący, pewnie podobnie można powiedzieć o feminizmie, że ma taki odłam. Utopijnym, a może jednocześnie wymarzonym przez niektórych światem byłby taki, gdzie każdy posiada swoje wartości i sposób patrzenia na świat, jednak nie próbuje nakłaniać do jego wyznawania innych. Ewentualnie próby przekonywania kończyłyby się w momencie wyrażenia sprzeciwu wyraźnego przez drugą stronę. Ale to oczywiście tylko teoria i marzenia pewne. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. @Piotrze, już samo gloryfikowanie rozumu nigdy nie kończyło się zbyt dobrze - czego przykładem narodzenie wielu reżimów, które w rozumie znalazły sobie substytut Boga. Katedra Notre Dame była kiedyś przerobiona na Świątynie Rozumu. Akurat w chwili, gdy sypały się nieopodal głowy na Placu (o ironio!) Zgody.

      Ta pani nie jest może zbyt wojownicza, ale jej tezy świadczą o pewnym wspólnym mianowniku feminizmu, który nosi w sobie ziarno destrukcji.

      Usuń
    6. To fakt. Jednak nie za bardzo przemawiają do mnie takie cytaty jak ten podany przez Asmo. Bo wyziera z niego jednak jakaś forma wyższości niewiary. Przynajmniej ja to tak widzę.

      Ogólnie jak patrzę na skrajnie lewicowe organizacje, grupy ludzi itp. wyziera z nich duża dawka nienawiści do wszystkiego co różni się od ich poglądów. Jak dla mnie bardzo to słabe.

      Usuń
    7. Chciałoby się krzyczeć: Na Boga! Od kiedy w takich sentencjach jest zawarta prawda i tylko prawda? Na nie wszystkie trzeba patrzeć z dystansem. Nie mają głosić prawdy objawionej, mają zmusić do myślenia – nic więcej.
      Znacie to: „Przysłowia są mądrością narodów”? Jakby to Tischner określi – to gówno prawda – a jednak większość znamy na pamięć ;)

      Usuń
    8. No zmusiła mnie do myślenia, ale niestety głębszego sensu w nim nie ma.

      Usuń
    9. @Asmodeuszu, zgadzam się w tym miejscu z Radkiem. Z każdą chwilą spędzoną nad tą sentencją widzę coraz wyraźniej, że nic wartościowego za sobą nie niesie. Jedyne co to dzieli ludzi.

      Sam uznaję siebie za lewaka, jednak wydarzenia typu udawane zabójstwo arcybiskupa Jędraszewskiego razą mnie bardzo. I jak potem środowisko LGBT ma być uznawane za równorzędnego partnera do rozmów czy jakichś ustaleń?

      Podobnie mam z wszelkimi grupami skrzykiwanymi przez Internet w celu uczestniczenia w jakichś protestach. Jest to tym bardziej słabe, gdy ich jedynym hasłem jest obalanie obecnego rządu. A co dalej to już ich nie obchodzi.

      Usuń
    10. Przecież napisałem dość wyraźnie, jaki mam stosunek do takich sentencji ;)

      W kwestii "zabójstwa" arcybiskupa zapytaj najpierw siebie, gdzie się to zaczęło? Pewien oświecony proboszcz umieścił na grobie pańskim symbol LGBT, jako tych, którzy zabili Jezusa...

      Pozwolę sobie na żarcik: po obaleniu tego rządu choćby potop... ;)

      Usuń
    11. No dobrze. Nie ma się co pochylać dłużej nad tą sentencją. Po prostu mamy o niej różne zdania.

      Tak było, nawet widziałem w Sieci zdjęcia, słyszałem komentarze z rożnych stron w sprawie takiego ,,ozdobienia" grobu Jezusa. Jednak moim zdaniem nie jest to usprawiedliwieniem dla takich czynów. Karuzela wrogości jest rozkręcona bardzo, są miejsca, gdzie nie da się w ogóle nic powiedzieć, co rożni się od przyjętego ogólnego modelu. Odpowiadanie agresją na agresję, hejtem na hejt daleko nie zajedziemy. Wszyscy politycy są w to już zamoczeni (a także w mniejszym czy większym stopniu przedstawiciele innych grup społecznych). I nie wiem co będzie dalej, jaka będzie dalsza eskalacja tych emocji.

      :) To jak potop to będę musiał nauczyć się pływać. Ewentualnie muszę nauczyć się jak zbudować i kierować jakąś łodzią.

      Usuń
  3. z prawej mańki-prosto-haha, Szumlewicz "wybitnych" komunistów i konfidentów(co najmniej 3 ) przezwał ateistami i tyle.Reszta towarzycha to wiadomo ,jakie środowisko(czy nie wiadomo?).Dla pilnego obserwatora życia publicznego poglądy tych neomarksistów,to nic nowego- inni te ich wielkie mądrości łykali i łykają czytając gazownię,Tygodnik Pow i Kryt.Polit.,czyli li tylko czasopisma dla ćwierćinteligentów.KOD,OB... -to pewnie i ateiści,zwolennicy LGBT itd.
    z komunisty ateista -podobny manewr(ale w skali mikro) był zastosowany, kiedy w ciągu jednego dnia "czerwone zarazki" -komuniści z PZPR stali się socjaldemokratami z SLD.Teraz coś tam bredzą o liberalizmie?(elokwentny Czarzasty)Te teksty Sz.w "Niezbędniku..."są pisane dla młodych ,studiujących ,chyba ?Te nazwiska...
    proste.G.
    p.s.Na plaży nie każdy opalony "na czerwono"to ateista-ale zagadką jest czy każda kobieta w stringach to feministka-to jest dylemat na obecny moment.Sztutowo-plaża,miejsce pod płotem ,cień.01.09.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo,że bardziej wiarygodnie brzmią bajki i historia opowiadane przez panią Ogórek.Ciekawe spojrzenie na świat i ludzi ma p.Monika- córka "Wolskiego"-kobiety bardziej delikatne i subtelniejsze w wypowiedziach.Są lżejsze do strawienia.Panie Graff,K.Szczuka były wyrzucane za kołtuny z różnych stowarzyszeń,gdzie normą była zwykła przyzwoitość,chociażby dziennikarska.To stadko "zrewolucjonizowanych" i nowoczesnych kobiet jest pod przewodnictwem prof.Środy i na ogół są wychowankami prof.Janion(interesująca i najbardziej zasłużona marksistka"pedagogiczna" w powojennej Polsce?).I to wiedza dla zainteresowanych(w tym czytelników katechizmu ateisty- GW ,z różnymi funkcjonariuszami-panami Pacewiczami,Wrońskimi i Stasiewiczami jeżeli dobrze pamiętam....).
      "natłok informacji,odkryć-człowiek traci wiarę"-----to za mało, żeby zostać ateistą...to raczej pospolity łykacz kaszany i propagandy,czyli nowoczesny, "wykształcony" ,jak to mówi klasyk z licencjatem gotowania na gazie .zimna woda zdrowia doda-smacznego!wiadomo.G.

      Usuń
  4. czasem wpadnie mi w ręce... wróć!... na ekran jakiś tekst pani Graff, ale tej książki nie znam, więc w sumie nie mam tu nic do roboty pod tym postem...
    ale skoro już zajrzałem...
    zaciekawiło mnie zdanie, dokładniej zaś fragment: "człowiek traci wiarę"... nie wiem, czy zauważyłeś, że wielu ateistów hard /czyli takich, którzy nie dość że nie wierzą, to są przekonani, że "nie ma"/ argumentują nieistnienie wszechbozi nieistnieniem dowodów na jej "miłosierność" w stosunku do ludzi... pała z logiki, bo brak tej miłosierności wcale nie świadczy o nieistnieniu owej wszechbozi, to naprawdę nietrudno jest sobie wyobrazić wszechbozię, która ma po prostu wyrąbane na ten gatunek i wszystkie inne we Wszechświecie...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pomylił Cię się argument z dogmatem. Miłosierdzie Boże jest dogmatem, zaś brak widoczności tego miłosierdzia jest argumentem przeciw temu dogmatowi, a nie za nieistnieniem Boga.

      Usuń
    2. no właśnie nie... co poniektórzy ateiści właśnie tak próbują argumentować, że jak nie ma miłosierdzia, to nie ma "miłosiernika"... typowe uwarunkowanie chrystianocentryczne /a także islamocentryczne przy okazji/, nie biorące pod uwagę innych koncepcji wszechboga, pozbawionych wspomnianego dogmatu...

      Usuń
    3. Zle Asmo.
      Milosierdzie Boze to nie dogmat. To najwiekszy z przymiotow Boga. Dogmaty wprowadzaja sobory. Rzadko sa zwolywane. Na soborze Watykanskim II nie bylo mowione o sw. Faustynie i jej objawieniach. Nie ustalono na nim dogmatu o Milosierdziu Bozym. To swieza sprawa w kosciele. Moze inaczej, nie swieza, ale na swiezo , przez Faustyne rozdmuchana. A za tym nauczaniem poszedl JPII.
      Nie truj Asmo:))

      Usuń
    4. Generalnie jest problem ze słowem "miłosierdzie", bo większość osób rozumie je w postaci jakiejś wiecznej opiekuńczości, a żeby się rączka nie złamała, jak się pomodlę, albo nóżka. Tymczasem chodzi tylko o to, że Bóg przebacza ludzkie grzechy.

      Usuń
    5. A za tym nauczaniem dla katolikow moze wyplynac kolejna nauka i juz w KK pojawia sie biskupi, ktorzy o tym pisza ( juz ...tzn . o dobrych 20 lat, a nawet i wiecej), ze i szatan moze zostac zbawiony:))
      Czyli mi wychodzi jakos tak, ze jezeli grzeszymy bez machania na wlasny grzech raczka, ze w koncu Bozia i tak przebaczy, bo miosierna jest, ale dazymy do wzrostu, poprawy danej sytuacji w sobie. Mamy swiadomosc, ze cos spartolilismy i chcemy to zmienic... wtedy gnamy prosto do nieba:))

      Usuń
    6. ojejku, "miłosierdzie" czy nie, jak zwał tak zwał, chodzi o pozytywne nastawienie do gatunku ludzkiego tak w ogólności...

      Usuń
    7. No niekoniecznie "jak zwał tak zwał" bo pierwsze jesteś w stanie docenić za życia, drugie dopiero po śmierci. :)

      Usuń
    8. No ... i wierzacy beda sie upierac, ze doswiadczaja tego juz za zycia. Czyli Bog jest milosierny. A skoro jest i jest milosierny to ludzie doswiadczaja owego milosierdzia.

      Usuń
    9. się czepnęli słowa i umęczą człowieka, toż to niemiłosiernie :lol:

      Usuń
    10. że pisze w Kurierze Warszawskim tych sztychów...
      staropolszczyznę mnie się zachciało...
      :lol:

      Usuń
    11. To było ogłoszenie w kurierze?
      :DDD

      Usuń
    12. gorzej...
      w Wyborczej... ale z tym to już do Asmo, czytał na pewno, a ja nie, ja tylko "Wysokie Obcasy" ...

      Usuń
    13. A nie, wysokie mi nie służą na pięty...

      Usuń
    14. ale ja nie noszę, tylko wyjmuję z podsufitki auta jak zapomnę panience kazać zdjąć...

      Usuń
    15. wiesz, jak to czasem jak to jest, jak się kobita zaprze :lol:

      Usuń
    16. Aniu:

      Posłużę się sloganem Piotra: zwał, jak zwał, na jedno wychodzi. Jeśli nie dogmat to główna Prawda wiary (sprawdzałem) ;)

      Piotrze:

      Może się przesłyszałeś? Może chodziło o to, że skoro nie ma Boga, nie ma też bożego miłosierdzia? Na odwyrtkę to brak logiki. Ci Twoi ateiści to jak ślepry z budowy: nie ma cegły, nie ma domu ;)

      Radku:

      Chyba nie masz racji. Dla większości, nie tylko katolików, jest jasne, że chodzi o wybaczenie grzechów.

      Usuń
    17. Piotrze ja też nie noszę, po prostu jak gdzieś widzę rzucam na ziemię i skaczę... :D

      Usuń
    18. Asmo nie jestem pewien, w końcu modlą się, żeby uchronił kogoś od tego czy owego.

      Usuń
    19. no, nieee... bo się potnę... naprawdę Asmo nie słyszałeś nigdy takich wywodów, że skoro Bóg pozwala na takie, czy inne złe rzeczy /np. Holocaust/, to znaczy, że go nie ma?...
      fakt, że ktoś jest ateistą wcale nie implikuje wysokiego poziomu intelektu u tego ktosia...

      Usuń
    20. Radku, rzucać gazetą o glebę i po niej skakać?...
      okay, luz, każdy się bawi jak lubi, ja tam o gustach dyskutował nie będę :) ...

      Usuń
    21. Ha, ja Ci powiem jeszcze coś dziwniejszego. Niektórzy tą gazetę czytają.

      Usuń
    22. @Radku, nie wysyłaj proszę mojego imiennika na męki. :D Jak już to pocierpmy razem.

      Widzę, że jak mnie nie było dyskusja rozwinęła się znacząco. Zaczęła przypominać mi jakieś naprawdę zacne dysputy z dawnych lat.

      Usuń
    23. No dobrze, będę miłosierny.

      Usuń
  5. Nie bede brala udzialu w DYSKUSJI Radku, poniewaz takie dysputy sa mi bardzo obce, odlegle. Gmatwaja ludzkie zycie, jak na Polakow przystalo. I to mnie najmocniej zastanawia; kiedy i dlaczego moi rodacy przestali ze soba ROZMAWIAC? Dlaczego stali sie mistrzami swiata w DYSKUSJACH? Po co wlasciwie zastanawiac sie i dyskutowac nad tak bardzo osobista sprawa, jaka jest swiatopoglad? Przeciez wiadomo, ze ile ludzkich istot na swiecie, tyle pogladow, tyle spojrzen i zrozumienia swiata, tyle jego odbiorow i to jest NORMALNE. Wiec po co na ten temat dyskutowac? Nie latwiej byloby zyc, zwyczajnie, przy kawce ze soba na ten temat pogadac; jezeli w ogole sie ten temat wsrod znajomych, czy przyjaciol pojawi. Bez emocji, bez egzaltacji, bez klotni. NIE! Polacy musza DYSKUTOWAC! Czuja sie wtedy wazniejsi, co jeden to madrzejszy ... Ech Radku, jak bardzo lubimy sobie to zycie komplikowac :)) SZKODA :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie dyskusja jest rozrywką a nie komplikacją, przynajmniej na poziomie internetów. :)

      Usuń
    2. Lubię dyskusje ale takie na poziomie. Wydaje mi się, że blogosfera jako ogół sprzyja pozytywnym wibracjom. :) Unikam za to wszelkich mediów społecznościowych i dyskusji tam uskutecznianych.

      Czasem lubię podyskutować na różne tematy, przynajmniej mózg mam sprawny ciągle (na jakimś zadowalającym poziomie). Poza tym w takim miejscu raczej nie ma się czego obawiać, a w tzw. realu różnie może być (jakieś nerwowe reakcje połączone z użyciem przedmiotów codziennego użytku czy coś).

      Usuń
  6. wiadomo- wyrwane z kontekstu (ostatnie zdanie)"...i tak już skomplikowana ideologicznie walka o prawa kobiet stałaby się jeszcze bardziej zagmatwana..."niby proste.G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. edukacja- A w Ameryce feministki nie mają takich problemów,jak polskie "katolickie" i sprawy biorą w swoje ręce-sakrament kapłaństwa to za mało ,żeby zakończyć "prześladowanie".Bardziej radykalne autosamice narzucają swoją ideologię w kościołach protestanckich i synagogach."Na przykład ,Bóg Ojciec staje się "Sofią",czyli "boginią" Mądrością która wielce faworyzuje lesbianizm.Chrystus ma ponoć imię żeńskie:Chrysta.
      Parodia liturgii brzmi:
      "Sofia,Boże(sic)Stworzycielko ,niech mleko i miód płyną...Nasza słodka Sofio ,jesteśmy kobietami na twój wizerunek.Nektarem między naszymi udami zapraszamy kochanka,rodzimy dziecko;ciepłymi sokami naszego ciała przypominamy światu o jego przyjemnościach i zmysłach"-"Onward Christian Sophists",National Review ,18 kwietnia 1994,s.19 za M.CH.-"O cywilizacji śmierci"str.55.
      a,jak któremu szowiniście ,czy seksiście nie na rączkę to uwaga! może podpaść niejakiej Valerie Solanas,założycielce ultrafeministycznego Stowarzyszenia Dla Poćwiartowania Mężczyzn (SCUM-Society to Cut Up Men).Dla tych babeczek facet to "niekompletna samica"(an incomplete female)i siedlisko wszelkiego zła.A jakaś pani Graff o katoliczkach ujarzmionych...wzorem Valerie należy eksterminować większość mężczyzn i "reedukację"niedobitków.proste?G.-sto lat za murzynami te Graffy...

      Usuń
    2. Gdyby jednak panie G. na sprawę spojrzeć tak bardziej "z daleka", to może rzeczywiście tych mężczyzn aż tylu nie potrzeba? :)
      Zwłaszcza takich, co to chcą ujarzmiać kobiety! :)

      Kobiety dzisiaj często są lepiej od mężczyzn wykształcone, z powodzeniem odnajdują się w tradycyjnie męskich zawodach. Potrafią utrzymać siebie i dzieci.

      Kiedyś co rusz były wojny, w których głównie brali udział mężczyźni, więc ta populacja trochę się jakoś regulowała sama. :)
      A dzisiaj co? Mamy całe tabuny sfrustrowanych mężczyzn, którzy za bardzo nie wiedzą co ze sobą zrobić - a to za piłką po boisku biegają, a to na rowerach kilometrami (nie wiadomo za czym) jeżdżą, czy też w podobnym celu biegają. :)
      Ach ta empiria …. :)
      M.

      Usuń