wtorek, 3 marca 2020

Weird Tales - czyli "opowieści dziwnej treści"

Zadziwiające, czego ci Amerykanie nie wymyślili... Gazeta dla fanów literatury grozy? Mieli już w latach 20, a autorzy z nią związani zapisali się w panteonie twórców mrocznej literatury  na bardzo długo, a może nawet po tak zwane "wsze czasy"...

"Weird Tales" istnieją od 1923 roku, miały swoje wzloty i upadki, co by nie powiedzieć trzonem jego popularności były opowiadania Howarda P. Lovecrafta i Roberta E. Howarda, (śmieszna zbieżność...) a po ich przedwczesnej śmierci nastąpiło załamanie. W latach 50 gazeta ostatecznie padła w walce z komiksami i radiem, ale jak przystało na wszelkie upiorne twory, straszyła nieśmiało wznowieniami na początku lat 70, by ostatecznie powstać z grobu w roku 1988. Od tamtego czasu ma się coraz lepiej, zyskując status kultowego wydawnictwa. Nowa gwardia fascynatów grozy i fantastyki zasila (że tak powiem) jego układ krwionośny pompując w żyły świeżą twórczość.
Okładki jak na tamte lata były rewelacyjne:


























Na kartach "Weird Tales" znalazły się po raz pierwszy teksty takich autorów jak:

August Derleth - fascynat twórczości HPLA, twórca terminu "mitologa Cthulhu", który wykorzystał wiele nie ukończonych projektów samotnika z Providence, za co cześć fanów ma do niego pretensje po dziś dzień. Ponieważ po śmierci HPLa miał trudności ze znalezieniem wydawcy dla jego twórczości, założył własne wydawnictwo Arkham House.
Tu zdradzę się - jedną z niepublikowanych w Polsce książek Derletha przetłumaczyłem jeszcze w zeszłym roku. Zostanie niebawem wydana w Polsce. :)

Tymczasem - wydanie klubowe "Obserwatorów"

Brian Lumley - kolejny wielbiciel HPLA, twórca znanego także w Polsce cyklu o wampirach "Nekroskop". 

Clark Ashton Smith - Niestety pomysł wydania go przez nasze wydawnictwo padł, ze względu na brak jasności do kogo mogą należeć prawa autorskie. A szkoda... bo zacząłem tłumaczyć opowiadania osadzone w Averoigne - tajemniczym lesie we Francji i jest to rzecz niezwykle klimatyczna.

Donald Wandrei - Kolejna osoba z kręgu Lovecrafta, poeta i współzałożyciel Arkham House - wydawnictwa specjalizującego się w wydaniach dzieł w klimatach mitologii Cthulhu.

Henry Kuttner - Bardziej znany z opowieści fantastycznych, ale pisał jako młody człowiek także dla "WT" opowiadania inspirowane Lovecraftem. W Polsce wydano (oprócz oczywiście sterty fantastyki jego autorstwa) raczej mało popularną 'Księgę Ioda" - osadzoną w Mitologii Cthulhu. 



Lord Dunsany - postać bardzo barwna. Lubił baśnie braci Grimm i Edgara Allana Poe, wysmażył własne opowiadania i sam stał się inspiracją dla wielu pisarzy m.in Lovecrafta i Tolkiena. W Polsce znane mi są dwa wydawnictwa - miałem jedno, zmieszane z Howardem - "Barbarzyńca i Marzyciel". nie wiem gdzie jest...

Ray Bradbury - Chyba najsławniejszy pisarz z dotychczas wymienionych, autor słynnych książek: "Kroniki Marsjańskie", "Jakiś potwór tu nadchodzi" i "451 stopni fahrenheita".



Richard Matheson - Pan znany z wielokrotnie filmowanej powieści "Jestem Legendą". Na początku roku pojawiło się piękne wydawnictwo tegoż autora, zawierające najważniejsze publikacje. 



Robert Bloch - Autor słynnej "Psychozy", którą na warsztat wziął nie mniej słynny Alfred Hitchcock. Książkowe wydanie ukazało się nakładem wydawnictwa Vesper w zeszłym roku. 



Robert E. Howard - Twórca najbardziej "oczytanego" barbarzyńcy - Conana z Cymerii. Cały zbiór pokutuje u mnie w jakimś pudle, natomiast w zeszłym roku zakupiłem sobie zestaw opowiadań grozy i sf - "Królestwo Cieni", w którym oczywiście pojawiają się motywy z Lovecrafta...



I niespodzianka - Tennessee Williams - wybitny amerykański dramaturg trochę jakby nie z tej bajki.


8 komentarzy:

  1. Jesusiczku kochany ile piknych książeczek ;)
    Potem się dokładnie wczytam,muszę złapać pion.
    Derleth,sprawdziłam. Żabki,czy raczej ropuchy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dwa słowa na temat okładek:
    swego czasu w Wawie funkcjonowała "Giełda na Skrze", taki free bazar, gdzie można było kupić i sprzedać dosłownie prawie wszystko... na przykład pirackie wydania książek sci-fi, na które mój kumpel z pracy wydawał regularnie mnóstwo kasy, a ja przy okazji pożyczałem te książki od niego... to były nawet niezłe produkcje, ale najzabawniejsze były okładki, które mimo mojego zrozumienia dla zawiłości meandrów umysłu artysty ni wała nie chciały pasować do treści książek...
    sprawa częściowo wyjaśniła się, gdy poznałem pewne grafika, który m.in. zajmował się projektowaniem okładek... okazało się, że on w większości przypadków wcale nie czytał maszynopisów książek do których zamawiano u niego te okładki...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba nadal tak jest...

      Usuń
    2. to fakt i do pewnych granic mi to nie przeszkazda, niemniej jednak goła baba na smoku gdy w środku jest o inwazji zmutowanych autobusów wyżerających rdzenie reaktorów jądrowych wydaje mi się drobną przesadą :)

      Usuń
    3. Generalnie w wydawnictwach stosuje się często wzór uniwersalny. Z drugiej strony wydawca, który na ogół raczej wie co wydaje pisze grafikowi - "narysuj babę na smoku", albo przesyła tyci fragment powieści.
      Nie mniej jednak czasem i tak dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy grafik sugeruje się tytułem, który oznacza w treści tak naprawdę zupełnie co innego niż narysował.

      Usuń
  3. Mój mąz był niegdyś fanem czasopisma Fantastyka, mieliśmy oprawionych kilka roczników. Tam także zdarzały się opowieści grozy, po jednej z nich nawet koszmar mi się przyśnił...
    Psychoza i Królestwo cieni mają ciekawe okładki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem fanem - przestałem być z powodu braku miejsca na nie...

      Usuń